Sklep z zabawkami i półka z hydraulicznych rurek.


Gdy mi smutno, gdy mi źle, gdy żyć wcale nie chce się- na poprawę humorzastego dnia wcale nie kieruję się po ciuchy. Nie dla mnie domowe spa i nazbyt długie wylegiwanie się w wannie, nie dla mnie odmoknięte palce i domowa sauna. Nie dla mnie złote zegarki jak iławskie rolexy, nie rajcują mnie torebki jak z Projektu Lejdi. Nie dla mnie huczne wieczory na mieście i drogie karnety na masaż (czy ja już wspomniałam, że nienawidzę, jak ktoś obcy dotyka moich pach??). Wystarczy, że w taki dzień stary zabierze mnie do mojego sklepu z zabawkami- do marketu budowlanego. 

To jest dopiero magic wonderland. Kicham z energią wśród worków z gipsem, kiwam się z gracją między paleciakami, relaksuję się pełną, budowlaną parą. A ta obsługa na sanitarnym? Ucieleśnienie seksownego polskiego hydraulika w ogrodniczkach (no może nie zawsze, ale wyobraźnia dopowie co trzeba). Wyrzynarki i wkrętarki, rurki, złączki i wiertarki- to moje zabawki. Uwielbiam tam łazić i gimnastykować mój mózg, co z tego poczynić. Generalnie mój przepis na dobry dzień to: market budowlany, ciucholand, targ staroci, skup złomu i pizza na koniec. I mogę świat zdobywać. 

Wczoraj był taki dzień- do południa zalegliśmy w pieleszach, by potem wyrwać jak do pożaru wprost w regały hydraulicznych rur. Ale tak to już jest, jak się do życia podchodzi kreatywnie- rozwiązanie może pojawić się znikąd, może przyjść zawsze i wszędzie, musisz być przygotowany, musisz mieć spakowany plecak jak Japończyk na trzęsienie ziemi, tylko zamiast paczki ryżu i czystych majtek, masz miarkę, ołówek i trzy screeny z pinteresta. 

Jak wiecie, moja kuchnia jest pozbawiona górnej zabudowy. Czym jest jednak blogerka wnętrzarska bez jednej otwartej półki w kuchni? No bida. Gdzie robić shelfie, gdzie zmieniać aranżacje, gdzie pokazywać nowe płatki?? Zamarzyła mi się takowa półeczka, jest jednak w mej kuchennej ścianie pewien szkopuł- pod głęboką jej zielenią i za zjedzoną przez korniki Marią, znajduje się plątanina kabli o długości i grubości jelita grubego afrykańskiego słonia. Już raz zrobiłam taki myk, że złowiłam na przecenie w ikei półkę za 10 zł, po czym przewierciliśmy elektryczny kabel w trzech miejscach, co łącznie dało rachunek w wysokości trzysta pięćdziesiąt złotych za dwóch elektryków, trzy godziny rycia w ścianie oraz dwie wizyty u pozbawionych prądu sąsiadów. Także trauma ta nie pozwoliła mi podjąć ponownie podobnych działań. 

Tym sposobem wymyśliłam półkę stojącą, która funkcjonalnie zapełniła miejsce między tosterem a relingiem na kubki. Półka ta została wykonana z hydraulicznych rurek oraz kawałka starego stołu. 

MATERIAŁY:
* cztery rurki gwintowane o długości 20 cm;
* dwie rurki gwintowane o długości 10 cm;
* cztery kolanka o kącie zgięcia 90 stopni;
* cztery czarne zaślepki do nóg meblowych (pozwalają niwelować ewentualne chybotania się półki); 
* cztery obejmy do przymocowania rurek;
* deska (u mnie 20cm/55 cm);
* wkręty i wkrętarka. 

Myślę, że zdjęcia powiedzą Wam, co i jak połączyć, jest to bowiem bardzo proste, ja tylko od siebie dodam, że tam, gdzie jest to mocowanie wkrętów, dodaliśmy jeszcze takie śrubki- podkładki. Wszystko przez to, że kolanka dodały grubości, górna rurka nie dotyka do blatu i wkręt jej nie 'chwyta'. Tego problemu nie będzie, jeśli Wasza deska zmieści się pomiędzy kolankami, ja jednak chciałam głębszą, żeby móc pod nią schować mój smeg toster. 





Poniżej półka w swej pełnej krasie. W kuchni pojawiło się też plastikowe pomarańczowe krzesło, które sobie dostawiam raz do stołu, raz do biurka, jest bowiem mega wygodne i w końcu nie w brązie. Sprzedałam lekarski fotel oraz krzesło na krzyżowej podstawie, zmęczona byłam bowiem tym brązo- drewnem, lubuję się ostatnio w neonowych dodatkach, które w sam raz grają z industrialem, z zielenią kuchni i w ogóle z większością tego, co mam na stanie. Co sądzicie?








Do następnego!

CONVERSATION

18 komentarze:

  1. Oj cudowna półeczka, też chcę taką. Kącik kuchenny pełen uroku. Maryjka wygląda tam intrygująco.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ekstra, materiały spisane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jejuuuuuuuu <3 coraz bardziej mnie inspirujesz <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowita jest ta półka. W jakimś desigenerskim sklepie kosztowałby pewnie małą fortunę. Bardzo lubię tego typu rzeczy, idealnie współgrałaby z metalowymi schodami w salonie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na wypasie, świetnie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy pomysl, wugląda bardzo oryginalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ekstra pomysł i super efekt. :)
    Miłego dnia, DaisyLine

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny pomysł! Jestem pod wrażeniem!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie serce mocniej bije jak do TK Maxa idę. Zawsze niucham świece i grzebię w kosmetykach, lubię też przejść się po dziale kuchennym, ale nigdy nic nie kupuję, chociaż deski do krojenia ostatnio mnie kręcą. To jest to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta mała czerwona puszka z papryką też jest z Tikeja, ale nie zachwyca mnie ten sklep, szczególnie o tym gdańskim mogę śmiało powiedzieć, że jest beznadziejny.

      Usuń

Instagram