Trzy rzeczy, które odkryłam w sobie po trzydziestce.


Trzydziestka- ten magiczny czas, który dla nastolatka zwie się wczesną emeryturą. Czas, w którym dowiedziałam się, że ubrania mogą skurczyć się samoistnie w szokująco krótkim czasie, a kryzysy jednak nie omijają nawet tych najtrzeźwiejszych. Wiek owiany mitami, dla niektórych czas mentalnej dojrzałości i doprawdy fantastyczny, dla mnie okazał się trudny. Do tej pory nie mogę przyzwyczaić się do tej trójki z przodu, choć w tym roku miną nam tak razem dwa lata. Wolałabym jednak, jak Gosia Rozenek, trwać przy liczbie '29' przez najbliższe dziesięć lat. 

Mając lat naście czy też dwadzieścia kilka, wcale się nie zastanawiałam, jak to będzie. Wprawdzie straszyły mnie cztery siostry cioteczne, że po trzydziestce znowu dostanę syfów na twarzy, a jak się do tego czasu nie dorobię, to się już nigdy niczego nie dorobię, ale zbywałam je młodzieńczym 'pffff!'. Mnie to na pewno nie dosięgnie, prędzej zdechnę, niż zacznę liczyć hormonalne włosie na brodzie. Jakby tak jednak zestawić ze sobą mnie mającą lat 18 i 31, to miało tu miejsce jakieś epokowe wydarzenie, jakiś mentalno- wizualny kosmos. Między 20 a 28 rokiem życia nie działo się jakoś we mnie nic specjalnego, za to jak pierdzielnęło koło tej trzydziestki, to się po dziś dzień otrząsnąć nie mogie. 

1. MÓJ TYŁEK JEDNAK TEŻ PODLEGA GRAWITACJI.

Pamiętam czasy, jak mogłam posmarować twarz kremem do stóp, smażyć się cztery doby na skwarkę i pić jabola przez najtańszy chleb tostowy, i nic. Nic kurna! A teraz? Jak trzy razy w tygodniu nie zażyję porządnej jogi, to ból krzyża nie da mi spać. Krem na cellulit to już  w ogóle do mej łazienki wjechał na stałe. Wino czuję w głowie jeszcze przez trzy następne dni, choć kiedyś potrafiłam iść pieszo z imprezy prosto na zajęcia z małych struktur społecznych (i siedzieć na nich do 18). Przebarwienia od słońca pojawiają się jakoś tak wespół z każdym kolejnym siwym włosem, a energia zmniejsza się dokładnie jak ilość kolagenu. Obecnie wybieram już trochę lepsze kosmetyki, stawiam dziś na te jak najbardziej naturalne, ale przeraża mnie trochę ta wzmożona praca nad ciałem- jestem leniwa z natury, a tu pani, jak nie wklepiesz codziennie jakiegoś mazidła, to z każdym dniem cycki coraz niżej. Demyt! 


2. JESTEŚ TYM, CZEGO... NIE JESZ. 

Z jedzeniem to mam generalnie problem. Problem ten jest taki, że kocham jedzenie. Najbardziej na świecie kocham miłością pierwszą wszelkie produkty mączne, pączusie, bułeczki, kruszonki, makarony i chleby. Właściwie to nie potrafię żyć bez tych cudownych włoskich węgli. Nie wyobrażam sobie tego WCALE. Ale czuję też, że to już nie te lata, kiedy to, niczym porucznik Cobretti, mogłam ciąć nożyczkami starą pizzę o północy. Teraz, po takiej wieczornej uczcie, budzę się i wyglądam jak Wańka Wstańka. Choć w temacie jedzenia wciąż nie potrafię zmienić swoich starych nawyków, to jednak po każdej takie kruszoneczce na truskawkach jest jakiś diabełek w mojej głowie, który karmi mnie wyrzutami sumienia, że za dużo tego i tamtego wsunęłam. Przemiana materii wszak z wiekiem zwalnia, a ja jeszcze chciałabym móc się dość swobodnie dotoczyć do toalety na dwójkę, choćby nawet ona raz na tydzień była. 


3. NERWICA NATRĘCTW TO NIE BREDNIA!

Ostatnio złapaliśmy się ze starym na tym, że co wieczór robimy obchód po mieszkaniu, czy okna dobrze ustawione, a drzwi na pewno zamknięte. Raz stary leciał nawet na parking, bo nie pamiętał, czy auto też na pewno zamknął. Starość panie, starość! Ja to zawsze miałam jobla na punkcie porządku, ale teraz to już nie zasnę, jak wieszaczków nie poprawię, płyty po obiedzie od razu nie przetrę, szklaneczki w wodą przy łóżku nie postawię. Śmiać mi się chce z samej siebie, bo jakoś tak samo to do mnie przyszło i pójść wcale nie chce, czasem to naprawdę niezłą mamy z siebie nawzajem bekę. Klima w aucie musi być, bo wiecie, duchoty, maść przy łóżku na lędźwie też. Ostatnio ostrzegłam starego, żeby się ze mnie nie śmiał, tylko mentalnie nastawiał na dożywotnią pozycję misjonarską, na co odrzekł, że on to bardziej rekomenduje mi przenośny tlen. Albo chociaż długopis z wiatraczkiem.


Ciekawa jestem, czy u siebie też zauważyliście z wiekiem jakieś zmiany :-D 

Plam na czole możecie mi oszczędzić, ale o lukach w pamięci chętnie poczytam!


Do następnego :-))))

16 komentarze

  1. hahaha pikny wpis :D
    ja tylko mam problem z piciem - niby mogę tyle co zawsze, ale kac jakiś... gorszy :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie powiększał się arsenał kosmetyków. Syfy po 30-stce też były i notorycznie waga w górę. Właściwie trzeba by się ciągle nacierać, ćwiczyć i być na diecie. Tylko po co. Trochę czasu zajęło zanim opanowałam sytuację i nie straciłam radości życia. Alkohol piję bardzo rzadko i malutko. Chodzi o to,by się nie katować i znaleźć coś dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam jakiejś obsesji na punkcie starzenia, ale tak przyuważyłam, że jak odpuszczę sobie cokolwiek, to sypię się w zastraszającym tempie :-D

      Usuń
  4. Ja po 30tce znienawidziłam zakupy ciuchowe i kosmetyczne. Jak jakiś kosmetyk, którego stale używam zaczyna mnie zawodzić i muszę znaleźć inny, to przeżywam katusze. Szczególnie kremy do gęby i podkłady są moją osobistą tragedią. Skleroza zaawansowana również się pojawiła, przykładowo na końcu lidla przypominam sobie, że muszę się po coś cofnąć na początek, cofam się więc i w połowie drogi zapominam, po co idę :[

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zakupy ciuchowe! Ile mogę, organizuję online albo przy okazji jakiegoś szmateksu po drodze, poza tym też rzeczywiście nie cierpię. O kurczę, współczuję sklerozy, u siebie jeszcze nie zauważyłam, ale może dlatego, że zawsze chodzę z listą :-P

      Usuń
  5. o rany , ja mam dwa razy tyle i najważniejsze żeby gęba była czysta hi,hi

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dowcipny wpis. Dobre podejście do życia . Im dalej w las, tym będzie weselej. Mam 6 na przodzie. Z pogodą życia będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To prawda, a wiek niech będzie sprawą subiektywną :-)))

      Usuń
  7. Paulino droga z rozrzewnieniem czytałam ten wpis.30-tka minęła mi dobre 20 lat temu i przemyślenia wtedy miałam podobne. Może to niewyobrażalne dla Ciebie dzisiaj, ale jak napisałaś powyżej - wiek to sprawa subiektywna - jak chciałabym mieć znów "3" na przodzie i tamte problemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie jestem odosobniona w swoich egzystencjalnych lękach :-)) Na pewno z czasem się przyzwyczaję i będzie lepiej, ale póki co jest mi dziwnie! Ot co :-)
      pozdrowienia :-*

      Usuń
  8. Ubawiłam się czytając ten wpis, ja tak naprawdę dopiero teraz dostrzegam zmiany w sobie, a mam znacznie więcej lat niż ty. Trzydziestka minęła mi bez echa, noooo poza stwierdzeniem, że życie zaczyna się po trzydziestce.

    Ściskam i nie przejmuj się magią cyfr (choć pewnie tak na serio tego nie robisz? xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No życie to się z pewnością zaczęło po trzydziestce- tylko ciężkie! :-D
      Na serio to się oczywiście AŻ TAK nie przejmuję, tylko przywyknąć jeszcze nie mogie :-)
      Ściskam!

      Usuń