Wnętrzarski cellulit, czyli rzecz o pokazywaniu.


W niedużym odstępie czasu nasz księgarski rynek zasiliły dwie pozycje: 'Magia sprzątania', a zaraz po niej 'Magia olewania'. Nie kupiłam żadnej z nich, odstraszyły mnie nieco infantylne tytuły, za to, niejako dzięki nim, zaczęłam się zastanawiać nad innym tematem- jak wyglądają wnętrza prezentowane w sieci. Czuję się bowiem w potrzasku, jak parówka w hot- dogu, ulokowana gdzieś pomiędzy ciśnieniem na Perfekcyjną, a modą na Chujową Panią Domu. 

Wnętrza na instagramach, blogach i pintereście zwykle pieją do nas swym porządkiem i perfekcyjnością- idealnie wystylizowane, dobrze doświetlone, zazwyczaj pokazywane za dnia. Za niektórymi stoją całe sztaby fotografów, stylistów i ultradrogiego sprzętu, a sesja na bloga przypomina tą do włoskiego magazynu wnętrzarskiego. Idealne ustawione fotele, odpowiedni kąt padania słońca, cudownie wyszczotkowany dywan i seksownie błyszczący welur na kanapie, na której jakby nikt nigdy nie siedział. Umyte okna, zero bajzlu, na stoliku kawowym albumy, na jadalnianym świeże kwiaty. Cudowny, perfekcyjny świat bez grama kurzu. Jak modelka z okładki, jak noga bez cellulitu.  

Perfekcyjność jednych zawsze wpędza w kompleksy drugich. 

No to nadszedł trend zupełnie w opozycji. Modelki na wybiegach zaczęły nabierać krągłości, a instagram pokrył się siatką rozstępów. Okazało się, że wyidealizowany świat przestał nam odpowiadać, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Perfekcyjna Pani Domu podobno została wyśmiana, a jej miejsce zajęła kobieta, która ma nieogolone pachy i notorycznie przypala gary. Świat zapragnął luzu, prawdziwości i realizmu, idąc znowu w jakąś skrajność- ulotniła się gdzieś magia sprzątania, zapanowała magia olewania.  

Every body is a bikini body. 

Świat mody jest elastyczny, szybko się dostosował do wymagań odbiorców- wszak normalne jest, że każda kobieta ma cellulit, czy dlatego ma nie wyjść na plażę, a seks uprawiać tylko w głębokiej ciemności? NIE. Każda kobieta może ubrać szorty w upał, wcale nie musi kisić się w worku pokutnym. Chcemy oglądać prawdziwe babki, z obwisłą skórą po ciąży albo z krótkimi nóżkami (jak moje), a nie okładkowe avatary. Firmy zaczęły więc angażować więcej 'normalnych' kobiet do swoich akcji, na wybiegu nagle królują modelki plus size.

Czy blogerzy wnętrzarscy wkurzają? 

Zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim ulokowały się wnętrza. Bo choć moda zrobiła olbrzymi krok w inną stronę, to wnętrza.... hmmm, nadal są bez cellulitu. Sama takie pokazuję- nie zaznasz u mnie nieporządku, ni też bajzlu. Choć ja po prostu naprawdę tak mieszkam, z moim perfekcjonizmem nie umiem żyć w bałaganie, to zdarzyło mi się parę razy usłyszeć, że moje wnętrza nie są 'prawdziwe'- nigdy nie pokazuję bowiem na przykład brudnych naczyń, nie prezentuję artystycznego nieładu. Choć mam cellulit i rzadko się maluję, to sfera wnętrz pozostała u mnie perfekcyjna. Z resztą tak jak u większości blogerów wnętrzarskich. Posty przygotujemy godzinami, by wszystko ze sobą grało i buczało idealnie. Skoro wszyscy na świecie oburzyli się na perfekcyjne ciała, może wkurzają też i perfekcyjne sesje mieszkań? Wszak na co dzień każdy ma jakiś pierdolnik, tylko na blogu zwie się on skrzętnie ukrytym bekstejdżem.  

The real life vs. dążenie do ideału. 

Czy chcemy oglądać prawdziwe życie również w sieci, pomimo faktu, że mamy je tuż obok? A może media powinny pozostać tą sferą ideału, do którego wszyscy tak dążymy? Niektórzy chwalą się swą otyłością i gdzieś mają całą fit- modę, niektórym jednak nawet przez myśl nie przejdzie pokazanie na zdjęciu sterty prania na krześle (albo, o zgrozo, rzeczy do wy-prania). Osobiście lubię oglądać wnętrza piękne i wystylizowane, są dla mnie celem do osiągnięcia, choć zupełnie nie reaguję na idealnie wyrzeźbione sześciopaki z siłowni. Nie lubię oglądać czyjegoś bajzlu, choćby nie wiem, jak 'życiowy' był. Drażnią mnie nawet krzywe kadry :-) Czy to źle? 

Wnętrzarski cellulit- pokazywać, czy nie pokazywać?

Niektórzy krytykują perfekcyjne wnętrza na blogach, wytykają, że nie mają nic wspólnego z tak zwanym 'prawdziwym życiem', choć sami podejrzewam nie ośmieliliby się wrzucić na insta zaschniętej na talerzu jajecznicy. Przyznam jednak szczerze, że widząc modę na prawdziwość i naturalność, zaczęłam gorzej się czuć ze swoim wnętrzarskim perfekcjonizmem- choć taka właśnie jestem, to nie wiem, czy dobrze się to ogląda. Tak, ja też mam właśnie furę gaci starego do przepierki, osobiście jednak nie czuję potrzeby pokazywania tej sfery. A może powinnam? 



Jestem ciekawa, co Wy sądzicie na ten temat- może wnętrzarski świat też powinien uderzyć w tym kierunku? Zaprzestać idealizowania, a wprowadzić więcej życia? 

Do następnego :-) 

14 komentarzy:

  1. O kurcze, dobre pytanie. Ja nie boję się pokazać, że mam ciuchy na krześle (ej no bez jaj, każdy ma krzesło wstydu w mieszkaniu), ale na przykład na instagrama bym tego nie wrzuciła, bo staram się, żeby tam zdjęcia były estetyczne. A wiszący z oparcia stanik nijak mi się z estetyką ni kojarzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Krzesło wstydu' <3
      Właśnie na insta też staram się raczej ładnie i estetycznie, ale często w proponowanych kontach mam różne rzeczy, staniki też są :-P I czasem już sama nie wiem, gdzie złapać ten balans, a gdzie zostać sobą (poukładane wieszaczki :-)), a gdzie iść z trendem. Najgorzej! :-))

      Usuń
  2. nie ma to tamto...Twój styl wnętrzarski ma dużo z Ciebie...nie jest to taki zimny norweski styl, ale coś jest w nim trochę z Norwegii, wszytko jest pięknie ocieplone Tobą :) bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  3. Sypiesz ciekawymi postami jak rękawa. Ciągle masz coś ciekawego do powiedzenia, a u mnie we łbie pustka. Wracając do tematu, nie po to zaglądam do netu, żeby burdel oglądać. Chujową traktuję jak dowcip, pośmieję się i zapomnę. Ja też mam krzesło wstydu z niewyprasowanym praniem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie umniejszaj sobie- a kto napisał super post o szukaniu własnego stylu?? Mega był, sama bym chciała coś takiego wkrótce napisać.
      Właśnie ja tak samo, lubię porządeczki! :-D

      Usuń
  4. Napisałaś o dwóch skrajnościach, a przecież jest coś jeszcze po środku. W naszych domach nie jest idealnie, ale też nie ma totalnego bajzlu. Przynajmniej u mnie i w gronie moich znajomych. Wiadomo, że mamy lepsze i gorsze dni. Ale jeśli czegoś nie ogarniemy dzisiaj, możemy to zrobić jutro. To nasz dom, my w nim żyjemy i my decydujemy z czym nam dobrze.
    A jeśli chodzi o zdjęcia na blogach? Naturą człowieka jest, że lubi oglądać ładne rzeczy (dzieci, zwierzątka, ładne wnętrza, ładnych ludzi). Wydaje mi się, że obowiązkiem robiącego zdjęcie jest zadbanie o tzw. drugi plan. Bo nie fajnie jest oglądać piękny drobiazg z "krzesłem wstydu" w tle. Jeśli coś robimy, to starajmy się robić to dobrze. Po prostu :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nigdy nie ma bajzlu! O przez to mi się nawet obrywa :-D
      pozdrowienia :-))

      Usuń
  5. Bardzo fajnie ujęłaś temat- ja mam real life w domu, w necie wolę jednak widzieć ładne rzeczy ;-) Wcale mnie nie odstrasza czyjś porządek, zazdroszczę go!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na blogu i Instagramie staram się pokazywać ładne zdjęcia i dopracowane kadry, bo po prostu takie obrazki sama lubię oglądać. Czasem specjalnie coś przestawię do zdjęcia, żeby uzyskać lepszą kompozycję albo żeby móc zrobić lepiej doświetlone zdjęcie. Podobnie zresztą sprawa wygląda z moimi zdjęciami ciuchowymi - pokazuję tylko co lepsze stylówki, takie kiedy mi się bardziej chce, dobieram ładne tło, prostuję plecy itd.

    Czy to przekłamanie? Trochę tak. Pamiętam, że kiedy mój blog był w 100% szafiarski, to czasem na forach czy w komentarzach pojawiał się temat autentyczności blogerek, bo np. na zdjęciach dziewczyna pokazuje super szalone stylizacje, a ktoś tam ją widział na mieście i miała na sobie zwykły T-shirt i dżinsy. Zawsze powtarzam, że blog, Instagram i reszta naszej internetowej działalności to tylko pewien wycinek życia, pokazanie się z tej strony, którą chcemy przedstawić szerszej publiczności. Całkowity autentyzm byłby możliwy chyba tylko wtedy, kiedy mielibyśmy w domu zamontowane ukryte kamery ;)

    Ja staram się zachować w tym szaleństwie pewien umiar. Nie będę pokazywać podłogi z kłębami kurzu, ale też nie wrzucę zdjęcia gołych nóg na pościeli, z rogalikiem, kubkiem kawy, najnowszym numerem Vogue i porozrzucanymi wokół płatkami róż i nie będę ściemniać, że tak właśnie codziennie spożywam śniadanie. W sumie nie mam nic przeciwko takim megaupozowanym zdjęciom, dopóki autorzy nie próbują nam wmówić, że to rzeczywistość, a nie po prostu fajnie zaaranżowany kadr, który ustawiali przez 20 minut.

    Od niedawna wkręciłam się trochę w Insta Stories i tam zdarza mi się wrzucać "twórczość" a la Chujowa Pani Domu: ubrania na suszarce w salonie, śniadanie złożone z parówek albo brzydkiej kanapki z szynką i ogórkiem. Mój wewnętrzny "prawdziwek" cieszy się, że może w ten sposób przypomnieć oglądaczom, że jest zwykłym człowiekiem a nie panią perfekcyjną, a wewnętrzny esteta jest zadowolony, że nie zaburza sobie bloga czy Instagrama brzydkimi zdjęciami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, szafiarki chyba najboleśniej to odczuwają- pokazujesz szpilki, a na co dzień w adasiach poginasz, znaczy się niewiarygodna.
      Zgadzam się, też tak to odbieram, ale jednak słyszę te głosy tu i ówdzie, że 'w domach to tak przecież nikt normalny na co dzień nie ma'.
      Oglądam Twoje stories! Moim ulubionym snapem było radosne padnięcie na gdańskie łóżko :-D No może jest to jakiś sposób, nawet raz się nagrałam, ale jak usłyszałam ten mój głos pięciolatki, to od razu usunęłam :-D

      Usuń
    2. Ja też długo nie mogłam się przełamać, żeby coś powiedzieć na Stories. Do tej pory nie przychodzi mi to naturalnie i czuję się z tym dziwnie, bo wydaje mi się, że mam zupełnie inny głos. Dlatego większość mojej twórczości jest niema - w końcu zdjęcie śledzika na talerzu albo papieru toaletowego niesionego z supermarketu mówi samo za siebie ;)

      A co do porządku, to kiedyś znajome z pracy po wejściu do mojej łazienki pytały się, czy wysprzątałam tak specjalnie na ich przyjście. A ja op prostu zawsze mam porządek :) Zdarza mi się długo nie odkurzać, ale bez względu na to zawsze wszystko leży/stoi na swoim miejscu. Krzesła wstydu też nie mam. Ani szuflady z rupieciami. Ani brudnych naczyń w zlewie (zmywarka!). Ogólnie byłoby spoko, gdyby ludzie przestali mierzyć innych własną miarą. Jeśli ktoś jest bałaganiarzem, to nie znaczy, że każde wymuskane wnętrze w internecie to od razu fejk. I odwrotnie, jeśli ja lubię porządek, to nie znaczy, że każdy musi i naprawdę wisi mi to, że ktoś ma u siebie bajzel (dopóki ja nie muszę w nim przebywać) ;)

      Usuń
    3. Brzmisz naprawdę dobrze, ale ja się dokładnie tak samo czuję- mam wrażenie, że to zupełnie nie mój głos!
      Z bajzlowych sfer to mam tylko szufladę, ale to starego niestety, ja bym jej zapewne też nie dopuściła do takiego stanu :-D

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com