Dziewczyno, daj szansę brzydalowi!


Historia zna aż za dobrze takie przypadki. Jak Piękna dała szansę Bestii, jak szkolna piękność w ciele Meny Suvari kupiła bilety na Iron Maiden, decydując, że to właśnie największy 'teenage dirtbag' z nią pójdzie. Krępy ciul czy też niekoniecznie urodziwy bad boy- nieważne! My, dziewczyny, obdarzone zazwyczaj potężniejszą imaginacją i emocjonalnym dobrodziejstwem, po prostu potrafimy dostrzec coś więcej, nawet, jeśli z pozoru wydaje nam się to zupełnie nieodrzecznym szitem. Wszak energia, wigor i seks mogą pojawić się dopiero przy bliższym poznaniu. 

Jeśli wydaje Wam się, że w ten właśnie sposób dałam szansę mojego staremu, to się grubo mylicie. Akurat on wybierał sobie takie dziarskie panny z tipsami, na mnie w ogóle nie zwracając uwagi. Tak tak, no nie byłam jego pierwszym wyborem (i dopóki żyję, będę mu to wypominać). Okularnica w pierwszym rzędzie, co to nie pije, nie zadaje się z szemranymi typami i która myśli, że za ściąganie na wejściówce dostaje się pięć lat mamra. Taka, co to może i zostałaby najlepiej zarabiającą kurtyzaną, ale zbyt dobre wychowanie stłumiło rozwój talentów w tym zakresie. Umówmy się, że nie jest to może szczyt marzeń dla studenta pierwszego roku, ale ja zawsze powtarzałam, że zyskuję dopiero przy bliższym poznaniu. 'Zostawiam piękno dla innych, ja mam charyzmę', jak mawia Carine Roitfeld. I tego się trzymajmy. 

Stary się z czasem opamiętał i kiedy już wytrzeźwiał, stwierdził, że nie bardzo płynie na jednej fali z taką panną, a i pogadać nie ma o czym, pod solarium też nie zawsze chce mu się trzy razy w tygodniu czekać. Zatem odrzucił tę ogłupiającą umysł powierzchowność i jął rozglądać się za czymś, co może i nie prezentuje się jakoś super okazale, ale za to chociaż wstydu przed kolegami z pracy nie będzie, jak już się takie dziewczę odezwie, no i zazdrosnym znowu aż tak być nie potrzeba (bo stary z natury taki trochę Otello). Jednym słowem, zaczął łazić za mną.

Chcę powiedzieć, że coś, co z pozoru wydaje się jedną wielką kupą (np. śmieci), przy głębszych oględzinach może nawet zostać zabranym do domu. To akurat historia nie o mnie, ale o kilku brzydkich jak listopadowa noc, w którą się urodziłam, deskach, wokół których kręciłam się od kilku dni. Oblane jakąś kleistą cieczą i z tkwiącym na nich tłustym żukiem nie dawały się bliżej poznać, a ja usilnie poszukiwałam kawałka palety. Rozglądałam się za czymś ładnym, oszlifowanym już najlepiej i przyciętym do moich rozmiarów. Kiedy nic podobnego napatoczyć się nie chciało, dobrałam się tej kupki odpadów. I kiedy już je umyłam, przetarłam ściernym papierem, zbiłam w całość, oczom mym ukazała się dobra skrzynka na zioła, co to je na stole w kuchni postawić zamierzałam. Pomalowałam ją na szaro, umieściłam w środku na razie tylko miętę, ale już mi się podoba. I patrząc tak na nią, z takim przesłaniem do Was przychodzę: dziewczyny, dawajcie szanse brzydalom (może być też tym wnętrzarskim). Bóg jeden wie, co z tego będzie! 










Do następnego :-)

12 komentarzy:

  1. Jak zwykle świetny tekst no i z palety też wyszła nie brzydka skrzynka. Pozdrawiam Inaros

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialnie napisane, skrzynka też super! pozdrawiam, Joanna

    OdpowiedzUsuń
  3. "A ja wolę brzydala
    Co brzydki jest jak noc
    Byle mnie zadowalał
    W tym sensie mhm.. no.
    A ja wolę brzydala
    Co krzywy ma nos
    Bardzo ładna z nas para
    Wystarczy fotoszop

    Bo taki piękny chłopak
    Co wszystko piękne ma
    I wpada w żeńskie oka
    Jest jak cieknący kran
    A taki brzydki brzydal
    Co nikt nie widzi go
    To pod skorupką skrywa
    Skarby dla swojej squaw*"
    Tak mi się skojarzyło ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też wolę brzydala, bo nie może być tak, że facet jest ładniejszy ode mnie.Skrzynia pięknie niedoskonała, wow :)

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com