Styl zaczyna się, gdy nikt nie patrzy.


Wczoraj spędziłam jeden z tych wieczorów, kiedy jedynym moim kompanem byłam ja sama. Jako freelancer oraz skończony introwertyk lubię to, we własnym towarzystwie zawsze nudzę się najmniej. Spędziłam ten czas produktywnie- grzebiąc w złomie. Nikt na mnie nie patrzył, w zasadzie to nikogo prócz mnie nie było. Następnie, radośnie i z argentyńskim trofeum w ręku, wyszłam sobie na dość zatłoczony chodnik. I w zasadzie wtedy się zaczęło. 

W sumie to nic się konkretnego nie zaczęło, to, co określiłam jako 'zaczęło', to bardziej gonitwa moich myśli. Minęłam wiele osób, wiele kobiet wracających z pracy, wiele matek z dziećmi, wiele nastolatków, nawet jednego policjanta (bynajmniej nie z mojego powodu, wszystko odbyło się legalnie). Generalnie minął mnie cały czerwcowy pochód, wśród którego nie było człowieka (no może poza dziećmi), który nie obrzuciłby mnie spojrzeniem. W sumie nie wiedziałam, o co im chodzi, mój outfit wszak nie przypominał strojów z Love Island, ale jednak coś tam ich w tym wszystkim intrygowało. Dopiero witryna Rossmanna mnie oświeciła- miałam rozczochrany, krzywy kucyk, pół ręki czarnej od sadzy i wielką, blaszaną puszkę w dłoni, z której luzacko zwisał sobie pająk. Miałam na sobie dresowe spodenki, za dużą bluzę starego i generalnie wyglądałam jak żul po udanym polowaniu na piątaka. Spojrzałam się na siebie, buchnęłam śmiechem i usiadłam na ławce. Faktycznie, czeszę się i sukienki ubieram chyba tylko zdjęć.

W tym czasie, gdy byłam w swoim żywiole, gdy polowałam na starą rdzę, gdy nie miałam pod ręką telefonu, gdy nikt na mnie nie patrzył, byłam kompletnie sobą. Zapomniałam o trendach, zapomniałam o modzie, zamknęłam oczy i zwyczajnie robiłam to, co kocham. Wyjście ze złomowego mroku od razu wystawiło mnie na ludzkie oceny, wszak pewnie nieczęsto idzie takie trzeźwe dziewczę, dzierżące śmieć i jeszcze uśmiechnięte pod czarnym nosem. Czasem żałuję, że nie mieszkam gdzieś w Stanach, gdzie widok podobnych do mnie dziwadeł nie budzi jakiejkolwiek sensacji. Rodzimy nasz świat jednak solidną oceną stoi i srogim spojrzeniem.

Już wiem, jak odnaleźć własny styl- nie szukać go nigdzie. Własny styl zaczyna się wtedy, kiedy nikt nie patrzy. 

Są artyści, którzy stawiają na charakter (jak Harry Styles), są tacy, którzy stawiają na kreację (Brodka), są też tacy, co mają 0% talentu i 100% arogancji (Dj Khaled). Wy bądźcie tymi, co mają pewność siebie. Dzierżyjcie w swej rączce co tam chcecie, reszta niech spada na drzewo. Niech nie lubi, niech znika, 'nie będzie dziś walczyka'. 









Do następnego :-)

27 komentarze

  1. uwielbiam! absolutnie! wsio!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ha ha ha.... żul po udanym polowaniu na piątaka xD
    Świetna zdobycz. Też mam wielką starą puszkę po kawie, którą wyszarpnęłam z jednego, z opuszczonym domostw w ramach moich penetracji urban exploration :)
    Bardzo lubię takie zdobycze i wszelkie śmietniki, i złomowiska zawsze omiatam wzrokiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, taka puszeczka po kawie też by mnie satysfakcjonowała, póki co jeszcze nie trafiłam, ciekawa sprawa Te Twoje eksploracje :-)))

      Usuń
    2. Ciekawa to była wyprawa, dom taki duży przedwojenny, piękny, na przedmieściach... aż żal normalnie, że takie domostwo w rozsypce. Na górę prowadziły drewniane schody, a tam łóżkooo żelazne takie z rozmaitymi wygibasami (stare). Niestety spenetrowałam tylko dół, bo drewniany strop był niebezpiecznie naderwany i trochę się bałam, że te schody mogą sie zawalić. Dreszczyk emocji przedni. A puszka mega, trochę już podrdzewiała. Profanuję ją w łazience na płyny do mycia kibla, ale wiesz chyba przeproszę i przynajmniej jakimś odrdzewiaczem przelecę.
      BTW jesem wielką fanką urbexu, kiedyś z moim ojcem penetrowaliśmy stare, opuszczone dwory wokół Płocka.

      Usuń
    3. https://www.facebook.com/pg/kp.pictures.74/photos/?ref=page_internal polecam te grupe, sa z Niemiec- popatrz sobie na ich zdobyte obiekty, sa to domy, wille - czesto w pelni umeblowane i wyposazone, setki skarbow vintage...ja mam ich na FB, jesli jestes to poprostu mozesz ich polubic- vmam nadzieje, ze sie nie zawiedziesz :o) ja tez uwielbiam ten temat, bywa tak, ze do poznej nocy sledze rozne strony urbexowe...na tej poprostu PRZEPADLAM♥ POZDRAWIAM SERDECZNIE♥

      Usuń
    4. Dzięki za namiar! Na pewno sprawdzę :-)

      Usuń
  3. Ja to bym się oglądała za Tobą, ale z zazdrości jaką ekstra puchę wyszperałaś! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, no i czemu na Ciebie akurat nie trafiłam wtedy??

      Usuń
    2. Haha :) A byłam ostatnio w Twoich rejonach, a konkretnie w Gdyni i odwiedziłam polecaną przez Ciebie starociarnię. Potwierdzam, jest super! :) Z racji tego, że byłam na spotkaniu służbowym i udało mi się chwilkę wygospodarować, żeby zrobić małe zakupy, łaziłam potem po mieście w eleganckim stroju, dzierżąc w dłoniach jakieś starocie. Też musiałam wyglądać dość niecodziennie ;)

      Usuń
    3. No co Ty, serio?? I co wygrzebałaś? Ja co nie pojadę to ma zamknięte dziad jeden! (a może i dobrze :-P).
      Haha, no na pewno też wyglądałaś przednio, ale chociaż siatkie miałaś! Na złomie nie dajo :-D

      Usuń
    4. Serio, serio! :) W sumie to spontanicznie wyszło, bo jechałam z koleżanką i myślałam, że ona zacznie marudzić i nie będzie chciała słyszeć o odwiedzaniu takich miejsc, bo heloł, przecież jesteśmy nad morzem :D Ale jakoś od słowa do słowa, okazało się, że spodobał jej się ten pomysł :) Kupiłam lustro do powieszenia za 15 zeta (!!!) i jako, że pozazdrościłam Ci tej puszki, a akurat taka jedna patrzyła na mnie swoimi niebieskimi oczami to i ją przygarnęłam ;) (mam na razie jedną fotę na insta). Pan w taksówce dziwnie się spojrzał jak mu brzęczałam tą starą puchą :D A na lustro dostałam worek na śmieci, bo się nie zmieściło do siatki :D Ale rzeczy tam tyle, że zniknęłabym najchętniej wśród tych pudeł na cały dzień :)

      Usuń
    5. No to prawda, jest tam tego od groma! Facet ma mnóstwo klientów, czasami rzeczy stoją dosłownie chwilę, bo zaraz ktoś umówiony wpada. Świetna ta puszka, też miałam kilka rzeczy upatrzonych (np. starą skrzynkę poczty polskiej :P), ale wszystko wyprzedał, zanim złapałam go, kiedy miał otwarte :-)

      Usuń
  4. Oj nie wiem czy w USA by się nie gapili. Trochę idealizujemy te odmienne kraje, gdzie niby wszystko wolno. Zawsze z otwartą paszczą oglądałam strony typu style-arena, gdzie są zdjęcia ludzi w Tokio. I tak sobie myślę: cóż za kolorowy kraj, gdzie możesz założyć stare gacie do bluzki chanel albo przebrać się za jednorożca i nikt Cię nie będzie pokazywał palcemi swemi. Aż przeczytałam na blogu Polki co na stałe mieszka w Japonii, że Japończyk nie skomentuje Twojego stylu, bo jest na to za grzeczny, ale za plecami puka się w czoło, a na ulicach tokijskich to nudy się dzieją i ze świecą szukać tych fajnie ubranych ludzi. Ot taka ciekawostka :)

    Pwzoadarim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak w Tokio, to zupełnie inna kultura, azjatycka jednak, ale wiem np. jak w Londynie czy w Niemczech- naprawdę nikt aż tak nie przywiązuje uwagi do czyjegoś wyglądu, dzięki czemu ludzie mają też więcej odwagi by wyrażać siebie, eksperymentować, to naprawdę czuć i to jest wspaniałe :-) pozdrowienia

      Usuń
  5. Ale łup :-) świetny.
    Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
  6. ALE SKARB; TA STRONA Z LUSTERECZKIEM-CUDO MJÖDO♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dodałabym jeszcze parę groszy od siebie: styl zaczyna się gdy zaczynamy być odważni. Szkoda, że to takie niecodzienne zjawisko. Ale cudeńko wyszperałaś!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście musiałaś wyglądać komicznie, ale... opłacało się! "Złom" prezentuje się naprawdę dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoja opowieść przypomniała mi pewną zimę - mróz trzaskający, wiatr i te sprawy. Wyszłam po zakupy i wszędzie: w sklepie i na ulicy w drodze do sklepu, wszyscy przyglądali mi się z uwagą i byli dla mnie szalenie mili. Wszyscy chcieli mi pomóc,kiedy potrącili mnie koszykiem w alejce między półkami mówili "przepraszam", nie popychali koszykiem w kolejce do kasy, a nawet proponowali, że mnie w tej kolejce przepuszczą... Wróciłam do domu i mówię do męża: "wiesz chyba przez ten mróz ludziom serca topnieją, wszyscy byli dziś dla mnie TACY mili". Na co mój mąż ze śmiechem, wskazując mi lustro: "pewnie pomyśleli biedna, nieszczęśliwa dziewczyna i ci chcieli ulżyć w tym nieszczęściu". Spojrzałam w lustro i zobaczyłam swoją twarz z totalnie rozmazanym tuszem wokół oczu, czarne stróżki spływały mi po policzkach i wyglądałam jakbym płakała od wielu, wielu godzin... Po prostu wychodząc z domu zapomniałam, że jest wiatr i mróz, a mi w taką pogodę zawsze lecą łzy z oczu. Zwykle zabezpieczam się tuszem wodoodpornym, ale tamtego dnia o tym nie pomyślałam:)Do dziś z łezką w oku;)wspominam tę ilość ludzkiej życzliwości jakiej wtedy doświadczyłam... To tak a propos wizerunku rzecz jasna:), a twoje najnowsze znalezisko fantastyczne:) A w połączeniu z figurką Matki Boskiej - to już mistrzostwo świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, hehe, ale historia, a mam tak samo zimą.
      'Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie, nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie' :-))))

      Usuń