Kochanie, odkurzmy palety!


Rzuciłam do starego tuż po sobotnim śniadaniu. Stary miał bowiem w planach weekend luźny, polegający głównie na pętaniu się tu i ówdzie i na szeroko pojętym obijaniu. Na jego nieszczęście, los obdarzył mnie (akurat na ten sam weekend) jakąś dziwną energią kosmiczną, która trzyma mnie do teraz. Nie jest to jednak ten rodzaj energii, że tylko chcesz się pobujać na rowerze. Jest to charakterystyczne mierzwienie, które spożyć można tylko w jeden sposób.

Przestawiając meble! Tak, znowu, wiem! Ja też czasem cierpię z tego powodu, ale to jest jedyna rzecz oprócz okresu, która jest silniejsza ode mnie. Mieliśmy tylko odkurzyć te palety pod materacem, ale stwierdziłam, że skoro już wszystko wyniesione z pokoju, to przy tej cudownej okazji, możemy nieco zmienić szyk ustawień. Dosyć długo miałam dziką ochotę, żeby ustawić łóżko w inny sposób. Konkretnie w taki, żeby to właśnie ono grało tu główne skrzypce (w końcu to pokój do spania), żeby był do niego lepszy dostęp oraz dojście do okna. Pusta sypialnia w sobotę stanowiła doprawdy luksusowy żer dla mojej wyobraźni- ja już widziałam tą boską, tropikalną pościel w centrum, już widziałam tą półkę za głową, na której będę sobie ustawiać różne ładne rzeczy. I tylko jeszcze stary stał mi na drodze, coś tam przebąkując o bolącym krzyżu, ale choćbym miała go całą noc gorącym ryżem okładać, przestawimy to, bo skisnę.

Łóżko już stoi pod skośną ścianką, ale pokażę je pod koniec tygodnia, bo dzisiaj będzie ściana obok. Myślałam, że zastawię tym łóżkiem cały pokój, a tu zyskaliśmy jakby jeszcze więcej miejsca. Chyba dlatego, że ta ściana jest dłuższa i nie ma żadnych skosów. Łóżko w nowym miejscu jest rozwiązaniem genialnym, wstaję sobie jak człowiek na równe stopy, a nie turlam się krabem do jego końca, żeby jakoś elegancko zleźć. Pod dawną ścianą łóżkową nic w sumie nowego nie ma, zniosłam wszystko, co miałam, oprócz szafeczki z miodowymi szybkami, którą przed weekendem zgarnęłam za darmo z Przymorza. Pani oddająca była taka wdzięczna, że praca ręczna jej taty nie poszła na marne. Daliśmy Pani za nią zgrzewkę wody, bo akurat ma remont, no i popędziliśmy do domu. 

Początkowo stać miała w kuchni na blacie, lecz posiada zapach, którego nie mogę się pozbyć. Jest to taki zapach perfumo-mydła, podejrzewam, że służyła swego czasu za szafkę łazienkową. Zmieniłam więc koncepcję i uznałam, że do sypialni w nowej wersji nada się znakomicie. Jest to w ogóle szafeczka wisząca, ale postawiłam ją do góry nogami na komodzie :-) I pasuje! Plus zyskałam dwa razy więcej miejsca na ciuchy, co od razu przecież świadczy, że się udało. 










To jeszcze tylko: dwie tropikalne pościele, jeszcze jedna lampka stojąca, trzy kilo szpachli, sto litrów białej farby i metamorfoza skończona :-)

Do następnego!

10 komentarzy:

  1. Super masz tę szafkę;) Już oczami wyobraźni widzę Twój zapał w ten weekend;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. znam to uczucie, za mną też chodzi przemeblowanie... a co do szafki, może wypróbuj żwirek dla kotów? powinien wchłonąć zapach. ja w domu też mam zdobyczną szafkę z której bardzo długo unosił się zapach perfum starszej pani, i dopiero żwirek pomógł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no to jest właśnie w ten deseń zapach! Ale nie pomyślałabym o takim rozwiązaniu- że w sensie rozsypać go tam, zostawić i odkurzyć?

      Usuń
    2. można rozsypać, można w jakimś naczyniu postawić, i tak zostawić na kilka dni. u mnie sprawdził się silikonowy, nie wiem jak inne.

      Usuń
    3. Dzięki za tip! Na pewno wypróbuję.

      Usuń
  3. Najpiękniejsza chata blogosfery <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Potwierdzam, jest na czym oko zawiesić. Widać rozwój i jest coraz piękniej. Nowy nabytek wygląda świetnie, a mnie zazdrość zżera, bo nie potrafię, bo nie grzebię i nie chce mi się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Tym bardziej, że mi to się wydaje, że ciągle to samo pokazuję i wcale się nie rozwijam :-D
      Tu nie ma co potrafić, trzeba po prostu ciągle szukać :-P

      Usuń

INSTAGRAM

@stylerecital_com