Konsumuj świadomie człowieku.


Człowiek- to brzmi dumnie, aż chciałoby się powiedzieć, ale jednak zdarza mi się dość często poddawać w wątpliwość tą tezę. Im dalej brnę w las, czyli w Internet, im baczniej obserwuję, czyli oglądam realny live stream na plaży, tym bardziej żałuję, że nie urodziłam się takim gołębiem na przykład, bo z chęcią opróżniałabym swe jelita na co niektóre męty, tym samym gasząc im tego czwartego z rzędu peta. Weszłam wczoraj do wiaty śmietnikowej, po czym moja nadwrażliwa dusza ugięła się, padła i rozpłaszczyła plackiem. Na rancie kubła wisiały cztery pełne worki chleba.

Doszczętnie spleśniałego dodam, żebyście nie pomyśleli, że ktoś przypadkiem jedzenie dla bezdomnych zostawił. Orgia marnowania, obłęd kupowania, zaćmienie gromadzenia- nowoczesne, a raczej może nowobogackie, współczesne społeczeństwo. Każdorazowy dziki szoping jest jak przepychane prowincjusza przez społeczną dziurkę od klucza, prosto ku słonecznemu wyższemu statusowi. Naprawdę potrzebujemy pięciuset par dżinsów? Naprawdę koniecznie musimy posiadać osobny pokój na buty? Serio? 

Najgorzej, że to zaćmienie umysłu pogłębia się wprost proporcjonalnie do mnożenia się kasy na koncie. Gwiazdy, które publicznie coś tam bredzą o planecie, mają osobiste samoloty do transportu trzech osób, czterdzieści osiem pokoi na stu hektarach ziemi i nie ruszają się nigdzie bez swego Lamborghini, które pali więcej niż wawelski smok. Sukcesem życiowym piłkarskiej WAGiny jest przemierzenie połowy świata w poszukiwaniu klapeczek, które ostały się jedne jedyne gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie, za to za osiem tysięcy euro. Szczęście daje torebka o wartości auta, bo 'warto inwestować w jakość'. No na pewno każda z tych bab umrze z tą jedną torebką pod pachą.

Swego czasu oglądałam jeszcze na YT brytyjską młodzież, która zrobiła błyskawiczną karierę, pokazując swe codzienne życie. Początkowo było to śmieszne nawet, ale teraz nie mogę. Taka Zoella- kiedyś naprawdę ją lubiłam, a teraz tak mnie drażni ta dziewczyna z osobną komodą na same błyszczyki. Blogerzy dużo dostają za darmo, owszem, ale jest na to prosta rada. Nie bierz! Jeśli mam, to nie biorę więcej, bo nie potrzebuję. NIE POTRZEBUJĘ, trudne słowo klucz. Nie potrzebuję trzeciej lampy, nowego krzesełka, kolejnego zestawu do sprzątania. Simple as that. 

Zresztą, co ja tu się wyrywam o celebrytach. Ot, taki zwykły Zenek i Brygida z klatki obok na zakupach w Tesco- fiu, fiu, chyba wypłata była, bo z kosza się wprost wysypuje! Potem jednak obserwuję ten smutny widok, jak Zenek niesie worek z połową tego, czego nie zdołał przez te kilka dni zeżreć. Biedne zwiędłe sałaty i zaśmiardłe makrele. I to już nawet śmieszne nie jest, bo mi się płakać chce zwyczajnie. Może dlatego, że w życiu nieraz zaznałam uczucia głodu, może dlatego, że boję się, że jak wyrzucę chleb, bo teraz mam go nadmiar, to kiedyś znowu mi go zabraknie, może na wspomnienie mojego dziadka, który podczas wojny jadł szczury, a może na myśl o tylu milionach ludzi, którzy marzą o tym worku suchych piętek i takiej parze conversów, których ja mam dziesięć par i do końca życia ich nie zużyję. 


Najgorzej, że świadome konsumowanie wymaga wysiłku. Trzeba ruszyć dupskiem i robić częściej zakupy (mniejsze), trzeba ruszyć mózgiem i je lepiej zaplanować, trzeba umieć rezygnować z pokusy pokazywania i brania. Najłatwiej powiedzieć, że rzeczy używane mnie obrzydzają. Że nie umiem nic zrobić samodzielnie. Wszyscy płaczemy na filmach National Geographic, jak żółw zaplątuje się w siatkę z h&m'u, dryfującą wraz z milionem innych po oceanie. Ale potem wracamy do domów, otrząsamy złe emocje i znów przyjmujemy kolejne kolorowe paczuszki. 

Mnie się udało nie kupić nic z ciuchów przez całe wakacje, nie ruszają mnie wyprzedaże, nie ruszają mnie dary losu od agencji, o ile akurat czegoś rzeczywiście nie potrzebuję. Zanim kupię, rozsądnie rozważam. Czy ja tego już czasem nie mam? Czy ja to zjem, zanim upłynie termin ważności? Bezsensowne gromadzenie, mrożenie gotówki w milionach kolejnych nowych przedmiotów, chwilowa przyjemność. 

Na zdjęciach poniżej widzicie wszystko to, czego używam do twarzy oraz ciała. Do tego jeszcze mamy max. dwa żele pod prysznic i dwa antyperspiranty, stary ma jeden krem i czarne organiczne mydło do brody. Nie jest to reklama, nie są to gratisy, to autentyczne kosmetyki z mojej łazienki. Staram się, by obyło się bez szkodliwych substancji, co nie zawsze się udaje. Ale tyle w zupełności mi wystarcza. Nie muszę szpanować pełnymi półkami i drogimi wyborami. Obnoszenie się z nadmiarem posiadania było i zawsze będzie dla mnie szczytem wiochy. 




I nie kupię nic nowego, i nowego nic nie przyjmę, dopóki z tego nie popłynie ostatnia kropla. Jeszcze niedawno pisałam, że brakuje mi drugiego krzesła przy stole. Wbudowany już mam taki odruch, że nie biegnę od razu do sklepu. Dzięki temu przypomniałam sobie, że w piwnicy zimuje jeszcze jedno krzesło, które przytargałam kiedyś ze śmietnika. Nie pasował mi zupełnie ten brąz, więc rozjaśniłam je nieco szarą farbą, którą używałam jako podkład na ścianie z rdzą, celowo robiąc to nieregularnie. Nie chciałam zakryć go doszczętnie, widać zdrapki poprzednich warstw, co bardzo lubię. Teraz ta część jest już skończona, a wszystko to odbyło się bez szwanku dla portfela. 




Wcale nie trzeba kończyć żadnego esgiegiewu, żeby zrozumieć, co się dzieje wokół nas. Jak się dużo mówi, a niewiele robi, jak wszyscy trąbią o wyniszczających środowisko zachodnich koncernach, gdy tymczasem oni wciąż notują zwyżki sprzedaży. Jak się nie wybiera lokalnych produktów, jak się ma za dużo wszystkiego, jak się śmieci nie segreguje. Największym wyzwaniem dla mnie jest plastik, wciąż szukam niedrogiej wody w szkle, wciąż jeszcze czasem jem mięso. Ale fakt, że przestałam głupio gromadzić, że mam 90% rzeczy w domu z recyklingu, że przerabiam stare ciuchy, że ratuję śmieci, że robię małe zakupy spożywcze i nigdy niczego nie wyrzucam, to już jest coś. I tak bez demagogii- nie da się w ogóle nie kupować. Nie da się żyć tak skromnie, aż piszczy, za dużo jest wszystkiego wokół. Ale wystarczy włączyć trochę świadomości, a wyłączyć ogłupienie, a wszyscy przestaniemy narzekać, że nie ma normalnej zimy.


Do następnego :-)

CONVERSATION

26 komentarze:

  1. Wielki szacunek za ten wpis, wielki! U mnie tak na serio ograniczanie marnotrawstwa zaczęło się wiosną tego roku - przeczytałam "Minimalizm po polsku", a potem się złożyło, że przez jakiś czas trzeba było pomoc finansowo komuś z rodziny, więc i kasa na siebie się skurczyła,ale dobrze, to było mi potrzebne, żeby trochę z konieczności, ale jednak ograniczyć swoje chciejstwo. Więc jeszcze raz, szacun, piona i cieplutkie pozdrowienia :-)
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ola! Najczęściej to właśnie życie weryfikuje nasze potrzeby, by potem może bardziej doceniać, co się ma, co się potrzebuje. Fajnie, że zdecydowałaś się komuś pomóc, rezygnując z własnych potrzeb, to na pewno do Ciebie wróci. Pozdrawiam serdecznie <3

      Usuń
  2. brawo Kochana♥, NAJSWIETSZA PRAWDA...ja tez tak mam, ze od koperty oddzielam okienko z folii- staram sie jak moge, bo zaczac trzeba od siebie- OBY JAK NAJWIECEJ OSOB TO PODZIELALO♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha, z kopertami tak właśnie robię :-D Zacząć od siebie, najprostsze i najlepsze <3 uściski!

      Usuń
  3. Kocham Cie za ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo, bardzo się z Panią zgadzam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ to świetnie jest napisane. Podpisuje się rękami i nogami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Cieszę się bardzo :-*

      Usuń
  6. Wspaniały wpis,kocham cie za to, co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana, Twoje klimaty, zainspirowałaś mnie do tego wpisu :-)

      Usuń
  7. Jak ja nie znoszę wyrzucania pieczywa.I też miałam momenty kiedy mi go zwyczajnie brakowało i dziadziusiowi mojemu, który miał ośmioro rodzeństwa też. Ale tyle jest pomysłów na jego wykorzystanie. Można przecież bułkę przerobić na tartą, z czerstwego chleba zrobić tosty w jajku, czy grzanki.. Czy naprawdę trzeba go wyrzucać ??? Wrrrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że te patenty na tartą bułkę można zrobić z chleba niepaczkowanego, w całym bochenku, który naturalnie wysycha. Chleby paczkowane/ pieczywo tostowe etc., no nie wysychają, lecz pleśnieją. Dlatego już nie wymagam, żeby ktoś to nieświeże pieczywo przerabiał, ale skoro wie, że ten chleb pleśnieje po pięciu dniach, to po jakiego grzyba kupuje go cztery paczki :-/ W naszej wiacie jest style zmarnowanego chleba, nie mam już siły na tych ludzi :-/

      Usuń
  8. Sama prawda, może ktoś kto nie potrafi się powstrzymać od kupowania przeczyta to co napisałaś i dotrze do niego. Inaros

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam podobnie. Ludzie z agencji czasem są zdziwieni, kiedy na propozycję gratisu, odpowiadam: "ale ja już mam zegarek" albo że nie chcę czegoś, bo nie jest mi to niezbędne do szczęścia. To nie znaczy, że gratisów nie przyjmuję całkiem, no bo heloł, nie jestem z kamienia, no i jednak coś tam od czasu do czasu jest mi potrzebne, ale większość agencji poprosiłam o usunięcie mnie z list wysyłkowych.

    A co do wody butelkowanej, to nie myślałaś o przestawieniu się na dzbanek filtrujący? My używamy dzbanka od jakichś 6-7 lat (w sumie tak naprawdę w większych miastach ponoć można pić wodę prosto z kranu: http://pijewodezkranu.org/ , ale Dzióbek twierdzi, że przefiltrowana lepiej mu smakuje). Tego lata zaopatrzyliśmy się też w 0,5-litrowe butelki z filtrem - takie do torebki czy na rower (jeden filtr starcza na 300 napełnień - ile to plastiku mniej!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to tych propozycji rzecz jasna dostaję o wiele mniej, ale ostatnio na przykład jedna agencja chciała mi wysłać zestaw środków do sprzątania, tylko że Perfect House wcześniej wyposażyło mnie po uszy, więc dla mnie było normalne, że nie potrzebne mi kolejne produkty i odmawiam.
      Właśnie już mam ten dzbanek, biere się za to!

      Usuń
  10. O, jakie bliskie to moim przekonaniom,myśleniu i działaniu na szczęście też :) Uwielbiam Cię, śmieciaro jedna. Iwona z Wawy nie

    OdpowiedzUsuń
  11. Segreguję śmieci,- jestem w o tyle dobrej sytuacji, że moje miasto zapewnia kosze nawet na odpadki kuchenne typu obierki i resztki obiadowe. Nie kupuję bezmyślnie, ratuję stare struple, ciuchy mam z recyclingu :-) ale co do kosmetyków - czasem nie umiem się powstrzymać. I to nie, że kolorówka, pudry i te inne, nie. Odżywki do włosów. Bo mam suche, kręcone pierze i jak nie nawalę tony mazidła, to przypominam chodzący stóg siana, które sterczy we wszystkie strony. Ale czasem taka odżywka robi dobrze przez jakiś czas a później nie i mamy klops, bo pół flaszki zostaje - staram się nie wyrzucać, świetnie się goli nogi na odżywkę :-)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z Tobą w 200% Przede wszystkim mądre konsumowanie! Mogłabym na ten temat napisać komentarz długości Twojego posta, ale naprawdę przeraża mnie często ten konsumpcjonizm i brak umiaru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to temat rzeka, mój post mógłby mieć pewnie długość książki, ale kto by dobrnął do końca :-D Najważniejsze, że się zgadzamy, dzięki wielkie :-*

      Usuń
  13. Trafiłam dziś do Ciebie przypadkiem i bardzo mi się tu podoba;) Piszesz ciekawym stylem, ja tak barwnie ubierać w słowa nie potrafię. I zgadzam się z tym co piszesz i robisz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Wpadaj jak najczęściej :-)

      Usuń

Instagram