Rozmiar nie ma żadnego znaczenia (i organizer ze skórzanych spodni).


Moja mama zawsze powtarza, że w secondhandzie nigdy nic nie potrafi upolować. Że albo wszystko na nią za duże, albo za małe. To samo stary- wszystko takie niedopasowane do jego ciała no! Boszzzz, Wy słabe ludzie, od kiedy to rozmiar ma znaczenie? Osobiście, przez dwadzieścia lat życia w szmateksach, może z kilka razy zdarzyło mi się kupić coś naprawdę w swoim rozmiarze. Łupy to jest bowiem dopiero materiał do kreatywnej pracy! A oni to nie dość, że coś max za piątaka chcą, to jeszcze jak na miarę szyte. Pfff, pępuszki wy moje, w życiu nie ma tak lekko. 

Szmateks traktuję jak cudowną otchłań materiałów. Nie że ubrań, ale tkanin, z których dopiero ciuch mogę sobie zrobić. Kupuję więc rzeczy za małe, za duże, męskie, dziecięce, wszelakie- ma się zgadzać print, materiał i metka. Często do ceny doliczam jeszcze koszt krawcowej, która mi coś zwęzi, poszerzy, przerobi- choć jak mam przeszywać wzdłuż cały skórzany kożuch, to nie biorę, za drogo, ale zwyczajne zwężenie spódnicy w pasie, wstawienie klinów w jeansach, czy przerobienie bufiastych rękawów- jasne! Tak się to właśnie odbywa najczęściej. 

Sobotnie naloty na secondhandy, kiedy to jest wyprzedaż totalna i wszystko idzie za grosze, to jest dopiero raj. Tam to już w ogóle nie znajdziesz pewnie nic w normalnych rozmiarach (w sensie tych najbardziej popularnych, każdy rozmiar jest normalny), ale za to jakie to fantastyczne źródełko materiałów. W ostatnią sobotę wyrwałam na przykład cudowne skórzane spodnie, nowe z metką, za, uwaga, złoty dziewięćdziesiąt dziewięć (1,99 zł dokładnie). Rozmiar to nawet nie wiem, czy jest ludzki, w pasie tyle, co mam w nadgarstku może, ale za to ta miękka gruba skóra w kawowym kolorze, no nie mogłam ich tam zostawić, sami rozumiecie. Wzięłam je więc i przeznaczyłam do jakiegoś projektu rangi DIY. 

I olśniło mnie dopiero wczoraj, kiedy odcięłam nogawki i zrobiłam sobie domowy organizer- na gazety, listy, kartki. Organizer powstał z resztki blatu, który pomalowałam na szaro, żeby skóra była bardziej widoczna oraz z kawałków skóry z nogawek, które mocowałam do drewna przy pomocy trakera (stary dostał nowy w pracy, ale to jest super!). Przycięłam odpowiednio rozmiary, zostawiłam widoczne zszywki, bo ja lubię takie efekty, no i gotowe. Na nową dostawę prasy, na listę rzeczy do zrobienia i na listy miłosne ze skarbówki jak znalazł.








Do następnego!

CONVERSATION

12 komentarze:

  1. Wow, pięknie to wygląda!

    OdpowiedzUsuń
  2. Listy miłosne ze skarbòwki -no boskie:),aż się popłakałam ze śmiechu i teraz nie wiem co mi się bardziej podoba to jak piszesz czy to jak mieszkasz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, czy to takie śmieszne- one naprawdę przychodzą! :-D

      Usuń
  3. Świetnie wygląda. Brąz skóry cudnie się odbija od szarości. Tło sklejkowej ściany też swoje robi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłam do Ciebie szwendając się po blogach i jestem zachwycona! Bardzo mi się tu podoba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owocne szwędy! :-D Wpadaj jak najczęściej :-))

      Usuń

Instagram