Antidotum na własną głowę, czyli hippie life.


Należę do osób pod takim względem skomplikowanych, że lubię być sama i jednocześnie nie za bardzo należy mnie samą zostawiać. Mój umysł od urodzenia przedstawia dziwne cechy dymiącej i rozpędzonej lokomotywy, żyję gdzieś pomiędzy przeszłością a przyszłością, niekoniecznie zaś w czasie obecnym. Jako jedynaczka, skończony introwertyk i odludek, osoba o bujnej wyobraźni i artystycznej duszy, nadwrażliwiec i odmieniec, jestem extra podatna na wszelkie psychiczne odchyły. Tak wprost rzecz ujmując, moja głowa jest naprawdę nieźle popieprzona. 

Na pewno wielu z Was może poszczycić się zaliczeniem takiej nocy, kiedy to wertowaliście całe swoje życie, cv, stan lodówki, kończąc na nuceniu jakiejś piosenki i zastanawianiu się nad końcem świata. Tak, to właśnie jestem ja. Lata spędzone w czytelni zamiast na boisku też zrobiły swoje, tak samo jak wolontariaty po schroniskach. Do tego trochę genów, biologii i Czarnobylu, i voila- wyszła z matczynego brzucha Paulina, pełna uczuć skrajnie sprzecznych. 

Jak żyć, chciałoby się zapytać, w tym kapitalistycznym świecie, kiedy nie za bardzo potrafisz się rozpychać łokciami, bardziej niż Goliata przypominasz wymierające jednostki z Teorii Ewolucji, obchodzi Cię los środowiska, chcesz, żeby wszyscy żyli w zgodzie. Nienawidzisz konfliktów, przeraża Cię większość rzeczy, a najbardziej własne myśli. No, lekko nie jest. 

'W mojej głowie wojna', jak śpiewała Maria Peszek. Wstępne i lekkie zdiagnozowanie siebie pomaga. I, dopóki nie dosięgnie nas stan krytyczny i macki specjalisty, można samodzielnie dusić własne demony, żeby nie pokonały nas jak Chestera. Dzisiaj mam dla Was listę, co mi na co dzień bardzo, ale to bardzo pomaga. 

Można o wielu z nich powiedzieć, że to dyrdymały, że nie mają sensu. Ale mają, powiem Wam, mają w tym swój sens. Takie trochę hippie life, które może uprawiać każdy, a które szczególnie wskazane jest nam, skończonym nadwrażliwcom. 

HERBATA 


Must have, absolutnie. Jestem zaopatrzona w różnorakie napary, które towarzyszą mi przez okrągłą dobę. Jestem osobą podatną na stres, często dopada mnie uczucie bycia anxious, dlatego też nie piję kawy, żeby nie fundować sobie niepotrzebnej delirki. Zamiast tego, od jakichś piętnastu lat, codziennie rano piję zieloną herbatę, która pobudza łagodnie i orzeźwia umysł. Wieczorem zaś koniecznością u mnie są herbaty ziołowe, ułatwiające zasypianie: rumianek, melisa, a także moja nowa mieszanka z roiboosem i fiołkiem. Kiedy dopada mnie nocna wyliczanka, kilka łyków ciepłej herbatki zwykle załatwia sprawę. 

MATKA NATURA 


Coś, co definitywnie wszyscy powinniśmy zgapić z hippisowskiego stylu życia: te wszystkie przytulania się do drzewa, tarzanie w trawie i nocne kąpiele na golasa. Kontakt z naturą wycisza niesamowicie, choć nie każdy wariant jest odpowiedni- ja na przykład duszę się w lasach i górach, za to najlepiej odpoczywam na łąkach i nad morzem. 

JOGA 


Joga stała się dziś mega popularna, co tylko dowodzi, że naprawdę wiele osób szuka dla siebie uspokajającego ratunku. Łagodne rozciąganie jest zbawienne dla ciała, szczególnie kobiecego, nie powoduje bowiem, że stajemy się kwadratowymi napakowanymi klockami, lecz nasze ciało się wysmukla. Walorów dla umysłu opisywać chyba nawet nie muszę. Kiedyś byłam fanką ostrzejszych ćwiczeń, jako antidotum na nadmiar emocji, ale zauważyłam, że zwyczajnie byłam po nich jeszcze gorzej wkurzona. Joga, praktykowana jakieś 2- 3 razy w tygodniu, wpłynęła naprawdę na plus na mój durny łeb. Może jeszcze nie jestem oazą buddyjskiego spokoju, ale zawsze coś. 

Jeśli chodzi o praktykowanie, to na zajęciach fitness są już w programach jogi, nawet na moim zapyziałym osiedlu mają i czasem korzystam. W większości jednak ćwiczę sobie w zaciszu domowego ogniska, a jako instruktorkę polecam Wam gorąco kanał Adriene, na którym jest całe mnóstwo wariantów, od podstaw dla początkujących, przez rozciąganie konkretnych partii ciała dotkniętych bólem (krzyża na przykład), po całościowe programy rozciągające.


KSIĄŻKI I MEDYTACJA


Z tą medytacją to wciąż jestem na etapie, że nie wiem, czy jeszcze medytuję, czy już przysnęłam. Niemniej jednak od jakiegoś czasu moja 'medytacja' wygląda tak, że siadam sobie po turecku rano na poduszce na balkonie (w każdą pogodę i w każdy dzień), zamykam oczy i tak sobie siedzę, oddychając nie za głęboko i nie za płytko, starając się o niczym nie myśleć (co jest katorgą, ale da się). Siedzę tak od dziesięciu do dwudziestu minut, a w bardziej kryzysowych sytuacjach powtarzam sobie w myślach różne zdania, które zapamiętuję z książek. Wiem wiem, tytuł: 'Poznaj moc, która jest w Tobie' brzmi pewnie jak tytuł jakiegoś porno klasy B, ale nie zrażajcie się. Może się wydawać, że z trzy czwarte takich książek to brednie, ale czasem trafisz na jedno tylko zdanie, które potrafi odmienić cały Twój światopogląd. Zapisujesz je, powtarzasz jak mantrę, a potem okazuje się, że żyje Ci się jakoś lżej. Z moich osobistych doświadczeń mogę polecić całą twórczość Louse Hay, która wydała też naprawdę fajną serię kart z mantrą na każdy dzień.

ZWIERZAK


Patrzysz na takiego ciula i gęba cieszy się sama. Przytulanie zwierząt obniża też ciśnienie (Frani podwyższa, bo nie przepada). Wiele osób preferuje bardziej kontakt ze zwierzętami niż z ludźmi (na przykład ja). Ma to jakieś tam uwarunkowania psychologiczne, zwierzę kocha Cię bowiem bezwarunkowo i nie musisz na jego uczucia niejako 'zasłużyć'. Ale zwierzę też zmusza do wyłażenia z domu, do jakiejś większej rutyny i masz kim się opiekować, poza tym można brać przykład z jego zachowania, np. cieszyć się z małych rzeczy. I nienawidzić kąpania.

PASJA


Coś, co zrywa Cię rano z łóżka, na myśl o czym mierzwi Cię w brzuchu i nie możesz się tego doczekać. 'Musisz odpowiedzieć sobie na zajebiście proste pytanie: co lubisz w życiu robić? I to rób', jak mówił Laska i co potwierdziła mi swego czasu pani psycholog. Sens w tym całego życia jest ukryty. Pasja to najlepsze antidotum na depresyjne stany, to coś, co daje Ci cel i kopa w dupę. Nawet, jak Ci się naprawdę nic nie chce.


Można powiedzieć, że to wszystko zebrane do kupy to takie trochę życie w trybie slow, ja to nazywam hippie life. Celowo też nie wymieniłam tu ludzi- choć przebywanie z bliskimi daje mi radość, to zawsze uważam, że szczęścia i spokoju najpierw musimy szukać w sobie.

Namiętnie słucham też ukochanej muzy, pozbyłam się pięć lat temu telewizora. Obserwuję też kilka fajnych osób trudniących się tą tematyką, polecam Wam też stronę społeczności Wake up World, gdzie jest wiele dobrych i otwierających oczy artykułów na psychologiczne, zdrowotne i ogólnospołeczne tematy. A jak już to wszystko nie pomaga, to zostaje już tylko wódka.

***

Ciekawa jestem, jak Wy sobie radzicie z Waszymi głowami :-)

Do następnego!

4 komentarze

  1. Bardzo fajny artykuł, do jogi przymierzam się już od dawna, dzięki za ten kanał, może w weekend spróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i powodzenia w asanach!

      Usuń
  2. Znam te metody i praktykuję z powodzeniem, oprócz jogi:) Doszłam do perfekcji w wyrzucaniu z głowy złych myśli, a dodatkowo praktykuję uśmiechanie. Wystarczy unieść kąciki ust, by poczuć się lepiej, a ludziska, którzy patrzą na ciebie też się oduśmiechają:)

    OdpowiedzUsuń