Nowa wersja soboty.


Kiedy telepałam się gdzieś pomiędzy dwunastą a osiemnastą wiosną życia, moją największą udręką były soboty. W soboty bowiem moja matka rodzicielka urządzała generalne sprzątanie. Takie wiecie, z polerowaniem okien, myciem podłóg i trzepaniem dywanów. Każdy z domowników cały tydzień spędzał na gorączkowych i w pełni konspiracyjnych działaniach, jak by tu tego uniknąć: babcia koło piątku wieczorem zaczynała dziwnie pokasływać, ojciec przebąkiwał coś o dodatkowej pracy zleconej nagle i niestety strasznie pilnej. Czasami ratował nas pies z jakimś swoim kleszczem, czasami nawet okres choć raz był wtedy, kiedy trzeba, czyli w sobotę rano. Tak jednak zasadniczo to nie było zmiłuj- za szmatę i heja. 

Nie żebym miała za dzieciaka jakiś generalski rygor, ale wizja spędzenia trzech czwartych dnia na pucowaniu kredensu napawała mnie istną zgrozą. Rodzinne intrygi biegły po naszych umysłach energicznym truchtem, a zazdrość nieopisana spadała na tego, który sprytnie się wymiksował. Niekiedy miałam ochotę napaść dziko na drzwi wejściowe, sforsować ogrodowy parkan i uciec gdzieś do Argentyny (w końcu wszyscy tam uciekają), co by tylko uchronić się przed tą zmarnowaną sobotą. Moja mama, na szczęście i nieszczęście zarazem, od lat okupuje zawodowo służbę zdrowia, a więc inne dni tygodnia na sprzątanie nie wchodziły w rachubę- dwunastogodzinne dni pracy i nocne dyżury wykluczały wszystko od poniedziałku do piątku. Pewnego dnia jednak spuściłam ze smyczy swój charakter i postanowiłam sobie z uporem maniaka, że jak już będę duża, to zrobię wszystko, żeby moja dorosła sobota wyglądała zupełnie inaczej. 

Nowa wersja soboty co weekend napawa mnie szczęściem, jak to dobrze być już dużą dziewczynką i organizować sobie cudownie czas samodzielnie. Sprzątam więc przez cały roboczy tydzień, stosując zasadę pół godziny dziennie dla porządków, dzięki czemu unikam sześciu godzin tyrania ze szmatami w ten jeden nieszczęsny dzień. Nowy ład sobotni opiewa u nas bowiem spaniu do oporu, późnym śniadaniu i wszelakim grzebaniu. 

W ostatnią sobotę na przykład zaliczyliśmy rynek, z którego wyszłam z miodami, słonecznikami, kryształowym wazonem w szmaragdowej zieleni, złotą łyżeczką vintage z zielonym kamyczkiem oraz z drewnianym składanym krzesłem, które niemal wyrwałam dziadkowi spod tyłka :-P Siedział na nim, sprzedając swoje starocia, ale że kobieta napalona to kobieta niepowstrzymana, musiał więc sprzedać mi i to krzesło :-D 

I to uczucie, kiedy niespiesznie łazisz z kwiatami i gmerasz w starych łyżkach, podczas gdy gdzieś w tle dobiega bolesne trzepanie dywanu. Naprawdę, dzieciaki, serdecznie Wam współczuję. 









Do następnego :-)

CONVERSATION

20 komentarze:

  1. Nienawidziłam tego sobotniego sprzątania całą robaczywą, nastoletnią duszą. Nie wiem, co to za chora tradycja w narodzie, że na niedzielę ma być błysk we wszystkich kątach i firanki od linijki. Dlatego w dorosłym życiu mam wywalone na sprzątanie,- co prawda brudem nie zarastam, bo staram się ogarniać twórczy nieład i kocią sierść na bieżąco, ale perfekcyjną panią domu to ja na pewno nie zostanę. Wazon piękny dorwałaś! Mam podobny w kształcie,ślicznie błękitny,tylko nie z kryształu a z lanego szkła, bardzo go lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, a to może rzeczywiście o tą niedzielę chodziło?
      Dzięki, marzę jeszcze o takich szklankach kryształowych, może dorwę :-)

      Usuń
  2. znam to z dzieciństwa :P i tak samo u mnie sobota nie polega na sprzątaniu, oj nie!
    kocham Twoje kąciki <3 zawsze mnie tak fajnie nastrajają pozytywnie :)
    i świetne znaleziska!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. moja rodzina pochodzi z Wielkopolski, a tam tradycja każe nie tylko odpicować cały dom na wysoki połysk, ale też po tym wszystkim upiec ciasto :) teraz mieszkam sama i sprzątam, kiedy czuję taką potrzebę - wychodzi na to samo, ale decyduję sama i nie ma odgórnego założenia, że sobota jest na sprzątanie, i to chyba chodzi, nie? ;)
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ciasto! No to wypisz wymaluj jak na Mazurach :-))
      Dobrze samemu decydować :-)

      Usuń
  4. haha :D mam prawie identyczne pod dupą, jeszcze przywiezione z rodzinnego domu :D
    NIE ODDAM! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej, tej łyżeczki to Ci najbardziej zazdroszczę! A co do sobót, wypisz wymaluj moja trauma z nastoletnich czasów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, całe sześć złociszy mnie kosztowała :-)

      Usuń
  6. ja tez pamietam sobotnie porzadki, trwaly wiecznie...i tak naprawde z tej nieszczesnej soboty nie bylo nic...w niedziele znow kurz osiadal i tyle bylo z tego sprzatania, ja mialam na zmiane z siora moja raz lazienka i podlogi a za tydzien pokoj dzienny i kuchnia i tak jak kon w kieracie w kolo...tez sprzatam teraz regularnie, takze regularnie myje okna i nie istnieje dla mnie termin-sprzatanie na weekend lub swiata tzw. swiateczne porzadki, tak jest najlepiej♥sciskam♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oesu, to ja widzę, że sobotnie sprzątanie to jakieś nasze wspólne traumatyczne wspomnienie! Świąteczne porządki to w ogóle zgroza, brr! :-D

      Usuń
  7. A u mnie były to piątki :D Ale nie było to jakieś zdrapywanie zaschniętego keczapu z okapu, ot odkurzenie wykładzin, ogarnięcie ciuchów z podłogi, jakieś większe pranko jeśli pogoda dopisywała. A wieczorem kąpiel w czystej łazience, w wannie wypucowanej proszkiem. Sobota to leżenie do góry brzuchem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piątek brzmi dla mnie zdecydowanie lepiej :-)
      O rany, pamiętam ten proszek do szorowania :-P

      Usuń
  8. U nas sprzątało się na bieżąco, niemal instynktownie, więc nie była to katorga dnia szóśtego. Ja akurat zresztą lubię takie większe sprzątanie, bo lubię cieszyć się efektem, ale bez napinki, że muszę akurat w sobotę. Jak jest ładna pogoda, to idę na spacer albo zajmuję się ogrodem, a jak pada deszcz to maluję obrazki albo sprzątam, ale bez stałego harmonogramu, że w sobotę musi być maraton pucowania. Nie robię generalnych porządków na święta, bo wolę szykować prezenty i dekoracje. Mycie okien i pucowanie podłóg odbywa się po świętach, jak mam już spokojną głowę i dużo czasu.

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie do dzisiaj jest takie sprzątanie w 1 dzień w tygodniu i też jest to sobota mi to odpowiada bo każdy zabiera się za sprzątanie i nie muszę sama sprzątać a i tak w tygodniu sprzątam po codziennych czynnościach dlatego takie soboty są fajne przynajmniej dla mnie, nie czuje się wtedy samotna podczas sprzątania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękny wazon, cudnie się prezentuje i w ogóle uwielbiam szmaragdową zieleń! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, też ze względu na kolor się rzuciłam :-))

      Usuń

Instagram