Sześć rzeczy, które kupiłam totalnie bez sensu.


Są na to podobno jakieś fachowe określenia, 'zaburzenia kompulsywne' chyba? Nie pytałam swojego terapeuty, żeby nie dokładać mu zmartwień, a sobie wydatków, ale myślę, że cierpi na to co druga baba i to mnie trochę uspokaja. Kupowanie pod wpływem- czegokolwiek, byle nie rozsądku. Ach, jakie wszystko byłoby proste, gdybyśmy tak raz poszły z zamiarem kupna butów i z nimi wróciły, co nie? A tak, te wszystkie płaszcze, pomidory, kiełbasy w okazyjnej cenie, odżywki do włosów, witaminy, bodziaki dla dzieci, tylko tych butów ciągle brak...

Choć nie zdarza mi się to często, to jednak się zdarza- kupowanie czegoś bez sensu. Najczęściej kusi mnie wygląd, jakaś moda czy trendy, zobaczę coś u Victorii Beckham i też mi się gorąco wydaje, że tak właśnie i ja będę się prezentować. Żeby to jeszcze wyglądało tak, że wracam z tym do domu, mierzę/oglądam i stwierdzam, że jestem palantem wulkanicznym, na cholerę w ogóle to wzięłam, po czym pędzę oddać. Nieeee, nie! Ja to biorę, o tak, biorę to, a fakt, że to rzecz bez sensu, stwierdzam dopiero po długich miesiącach. Najczęściej wtedy, kiedy wypiorę paragon. 

ŚWIECZNIKI NIE NA TEALIGHTA

 



Klasyczne długie, białe świeczki, które tworzą wiktoriańską atmosferę na stole, brakuje tylko pieczonego bażanta i starego w falowanej peruce. Zawsze mi się wydaje, że będę je palić, nakupowałam więc cały  karton plus jeszcze do nich świeczniki. Już od samego upychania w nich świeczki trafia mnie szlag, bowiem wosk kruszy się i klei, a świeczka nigdy nie umie stać idealnie prosto. W związku z powyższym, do zapalenia żadnej jeszcze nie doszło.






DROGA PUSZKA BYWA GORSZA OD TANIEJ. 

 

 


Taaa, oto puszka za 69 złotych. Kill me! Skusiłam się na model (w dwóch egzemplarzach, kto bogatemu zabroni) pewnej skandynawskiej marki, po czym widzicie, jak prezentują się wyłysiałe z koloru plecki. Mogłam też kupić puszkę w pepco za 9 złotych, ale po co, może mam jakieś organiczne uwielbienie do kombinacji cyfr 6/9? W każdym razie, oprócz kolorku, rozlazło się też wieczko i albo nie nachodzi, albo jest za luźne i lata. No. I fajnie.







KABACZKI- OLBRZYMY PO ZŁOTÓWCE.

 

Zawsze mi szkoda tych babuleniek, co tam coś ze swoich plonów sprzedają, więc biorę. Wzrusza mnie zezowaty dziadek, dzieciak, co zbiera na piłkę, kobita, co to zarabia ciężki pieniądz od szóstej na rynku. A potem, w domu już,  okazuje się, że nabrałam wielkich kabaków po zecie, z których w ogóle nie wiem, co zrobić, więc, takie już na skraju wytrzymałości, wciskam matce. 




NAJPIERW WINYLE...

 

... dopiero potem adapter, pamiętajcie, nigdy w odwrotnej kolejności! Naprawdę, mówię Wam,  warto uzbierać pokaźną kolekcję takich płyt, by nie móc ich w ogóle usłyszeć. Wciąż jednak liczę, że zdołam adapter kupić, zanim winyle całkowicie wypełnią miejsce na niego. 






 

NOŻYCZKI, KTÓRE W OGÓLE NIE TNĄ, ALE WYGLĄDAJĄ.  

 

Świetnie zainwestowane pieniądze. Nożyczki, które się zacinają, nie tną i złazi z nich cała emalia, zakupione za 40 złotych, bo miały napisane, że loftowe. Czasem nie mogę uwierzyć, że je naprawdę kupiłam, trzymam więc je z sentymentu do własnej głupoty. 





DŁUGA OBCISŁA SUKIENKA W POZIOME PASKI. TAK WŁAŚNIE. 

 


Rodzaj zakupu z gatunku tych złych- widziana na kimś wygląda obłędnie, widziana na Tobie w witrynie na mieście, wygląda, hmm, no, Paulina, gdybyś była autem, w niej byłabyś multiplą. 



***
Niektóre z zakupów bez sensu udało mi się wyprzedać w sieci, ale te powyżej jeszcze ze mną są.
Też macie w domu takie średnio trafione zakupy? Pocieszcie mnie proszę, że tak. 

Do następnego!

CONVERSATION

18 komentarze:

  1. Uśmiałam się. I nie gadaj, bo taka z ciebie Multipla jak ze mnie merc. Mam parę takich zakupów, ale nie zdradzę, tylko post napiszę o tym:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj no pewnie że mam!
    To w ogóle jest świetny pomysł na post - mogę odgapić, linkując do Ciebie? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super post! Jak robisz taki kolaż?

    OdpowiedzUsuń
  4. hahaha. a już myślałam, że to ja trafiłam na felerne nożyczki. cały blogowo instagramowy światek się nimi zachwyca..
    świetny pomysł na post, mój byłby znacznie dłuższy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyhy, cała prawda o felernych nożyczkach tylko u mnie :-)

      Usuń
  5. Ja mam całą masę takich zakupów- głównie z dekoracjami tak mam. Chciałam wykreować swe m na Prowansję i kupiłam masę bibelotów, które nijak pasowały mi do wnętrza- na szczęście sprzedałam większość nie używanych- oczywiście po tańszej cenie. Długo szukałam wazonu idealnego a w każdym zakupionym kwiaty stały nie tak, potem to już przed starym chowałam, żeby się nie wściekał. Ale najlepszy mój zakup to droga elegancka marynarka sztywna jak cholera i mi w niej bardzo nie wygodnie, wolę jednak dżinsy a nie eleganckie stroje, nadal wisi u mnie w szafie bo sprzedać jej nie mogę :). Pozdrawiam serdecznie Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, dekoracje najszybciej wyprzedałam na olx :-) pozdrowienia!

      Usuń
  6. Ta puszka to mnie zmiotła;) Nie..to ja wole jednak takie z Pepco;)Babuleniek tez mi szkoda i czasem przyniose jakąś dyńke. Nożyczki ostatnio kupiłam, ale zamówiłam mniejsze, bodajże za 24.99...i wyjmując je cała byłam upaćkana smarami...A z winylami było u nas tak,że my kupiliśmy najpierw adapter, jak staraliśmy się o kredyt na dom. Czujesz to? nie byliśmy pewni czy będziemy mieć chatę, ale mój mężulek kupił już adapter na winyle;)) Teraz nasza kolekcja się rozrasta. Nie ma nic cudowniejszego niż kąpiel w wannie i włączony winyl! Uwierz mi, wiem co gadam!!!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no adapter ostatecznie nieduży, można wszędzie ze sobą zabierać :-) Wieeeem, kupię na bank! I to na pewno nie będzie zakup bez sensu ;-)

      Usuń
  7. Z kabaczków najlepsze leczo, ja kilka takich gigantów dostałam w prezencie, więc póki tanie inne warzywa to nagotowałam gar leczo, po porcjowałam i do zamrażalki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chodzi o to, że nie chce mi się tego przerabiać. I nie mam zamrażarki :-D

      Usuń
  8. Zakupiłam sukienkę w sh. Bez mierzenia, bo czasu szkoda. W domu okazała się strasznie krótka. Wiec poświęciłam 2 popołudnia na łażenie po pasmanteriach, żeby doszyć do niej jakaś plisę czy koronkę. Koronkę zakupiłam, wypytałam i wypracowałam. Po 4 miesiącach wyjęłam sukienkę, żeby może doszyć ta koronkę, patrzę, a w okolicy biodra suknia w kratkę ma odbarwienie wielkości dziecięcej pięści. Tak, brawo ja. Ale się nie poddaje i ja jeszcze na cis przerobię! Z nożyczkami to się może niestety nie udać. Pozdrawiam i bardzo podobała mi die Twoja opowieść. Szczególnie rozczulił mnie kabaczek. Ja wyhodowalam mega cukinie (myśle, ze 3 kg) i przerażona jej wielkością oddałam ją keżance :-) w prezencie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, te lumpeksowe łupy, skąd ja to znam! Kiedyś, wyobraź sobie, true story, kupiłam dwa lewe buty :-D I kiedy pobiegłam wymienić, okazało się, że tylko takie dwa lewe mieli :P
      Dzięki za odwiedziny i również pozdrawiam!

      Usuń
    2. :-) historia o butach żyleta!

      Usuń
    3. I prawdziwa w dodatku :-P

      Usuń

Instagram