Czy w świecie wnętrz jest miejsce na spontaniczność?


Spontaniczność- słowo, którym czkam w sobie regularnie. I chociaż znam siebie jak nikt inny, wiem, że płacz przy 'Heroes' Bowiego oznacza okres za trzy dni, a jak się ultra dobrze ułożę na podusi, to na bank zapomniałam tego włochatego patałacha wziąć na wieczorne siku, to jednak często siebie zaskakuję. Lubię zapodać sobie coś nieoczekiwanego, nie bardzo umiem cokolwiek zaplanować, bo nawet nie wiem, co dzisiaj zrobię na obiad, a już na medal opanowałam wychodzenie ze strefy swego wnętrzarskiego komfortu. Wszystko przez fakt, że upodobałam sobie ciche wymykanie się schematom. 

To wymykanie się jest możliwe, gdy nie narzucamy sobie w życiu żadnych kategorycznych reguł. Może nie zawsze jest to żywot totalnie bezplanowy, ale taki na zasadzie: 'to było trzy plany temu'. Ta odrobinka nieprzewidywalności podobno jest w życiu potrzebna, działa odświeżająco na mózg jak orbit na dziąsła, przytrzymuje rutynę w progu. Czy pójście na żywioł możliwe jest tylko wtedy, kiedy nie mamy dzieci, żadnych zobowiązań lub gniecie nas w tyłek portfel bez dna? Podobno ludzie impulsywni są cholerykami nie do zniesienia, ale ja takich właśnie lubię. Takich małych 'yes- menów', co to może nie że zaraz na skok ze spadochronem się odważą, ale na kilka drobniejszych ruchów już tak. Nie dywagują nad wyborem odpowiedniego kalafiora w warzywniaku, jak nad kartą do głosowania, dają dojść do głosu nieco swemu instynktowi, a ich życie nie jest sumą ściśle zaplanowanych i odhaczanych po kolei check- boxów. Jak śpiewa Harry Styles: 'why are we always stuck and running from the bullets'- generalnie lubię takich, co nie boją się popełniać błędów. 


Miałam kiedyś w pracy takiego kolegę, którego fascynowały w życiu różne rzeczy, ale najbardziej on sam. Szczególnym jego atutem, którego najwidoczniej wszystkim wokół brakowało (według niego), było dokonywanie wyłącznie właściwych wyborów. Wszystko miał w życiu przemyślane, a na czyjeś słowa a propos np. kupna niewłaściwego ekspresu do kawy, odpowiadał: 'Heh, no właśnie dlatego JA najpierw robię sobie ranking, porównuję, pytam, oceniam, eliminuję, oglądam, proszę o rady ekspertów....'. Wszystko po to, żeby wybrać wyłącznie dobrze i najlepiej na wieki wieków. Nie powiem, typ, którego się wystrzegam, a najchętniej usunęłabym takich z planety jak wszystkie moje osiedlowe szerszenie. Bo na każde: 'mogłam nie kupić', odpowie Ci z triumfem, że on by w życiu nie kupił. I zawsze czujesz się przy nim jak ostatni tępy łeb.

Człowiek, który boi się wbić w ścianę gwoździa 'na oko', żeby czasem nie zrobić niepotrzebnej dziury. Jak już wybierze, to nigdy zmienia, przecież jest jeszcze dobre. Bo on wybiera rzeczy 'dobrej jakości i na lata'. W szkole pisał pewnie wypracowania najpierw 'na brudno', żeby nie zrobić przypadkiem kleksa z atramentu.


Czy w świecie wnętrz jest miejsce na spontan? Przecież wszystko jest tak zaprojektowane, dopasowane i przemyślane. Pójście na żywioł może oznaczać błąd, a w sferze urządzania chyba nie ma miejsca na pomyłki. To sfera raczej nieśmieszna, raczej solidna i merytoryczna. Jak nie masz odpowiedniej wiedzy, lepiej nie ryzykuj. Tu nie ma miejsca na żarty, jak walniesz coś dziwnego, to zaraz Ci ktoś powie, że gówno wiesz. Tu kolorystyka jest dopasowana z wzornika, dobór dodatków też z tej samej serii. I broń Boże nie prowadzę tu żadnej krwawej krucjaty przeciwko architektom, nie nie, wiem, że są ludzie, którzy naprawdę ich potrzebują, ale z zawodowców to najbardziej lubię Leona i jeszcze tych, co to zostawiają trochę oddechu na szaleństwa jakiejś panny Ewy, co to ma wkrótce zamieszkać na tym kwadracie. Że jak znajdzie po drodze z pracy jakiś fotel na śmietniku, to będzie miała gdzie go wstawić, bez burzenia całej zabudowy z karton gipsu za gruby hajs. Że jak jej się znudzi kolor, to może zawsze przemalować, ale najlepiej bez wymiany połowy mebli. Prasa wnętrzarska, która w dużym stopniu stała się portfolio różnych rodzimych projektantów, czasem mnie naprawdę powala. Wydaje mi się, że raz porządnie urządzone mieszkanie pozostanie tam już takie na wieki, bo właściciele wciąż mają w górnej szufladzie rachunek za robotę. A nawet jakby chcieli coś ruszyć, to jedna rzecz pociągnie za sobą następne, czyli już za chwilę znajdą się na densflorze z napisem: 'remont generalny'. 


Kiedy wybieram się na pchli targ, na zakupy, na lumpy, czy nawet na spacer, nigdy nie wiem, po co idę i z czym wrócę. I to jest w tym wszystkim najlepsze. Jak chcę powiesić lampę, to stary robi dziurę, a jak nam się znudzi, to jest coś takiego jak szpachla. Bo rzeczy materialne (te tańsze rzecz jasna) nie są warte aż takiego dywagowania i rocznego macania. To tylko rzeczy, które przychodzą i odchodzą. Pójście na żywioł w temacie urządzania nie jest wcale drogie, tym bardziej, jeśli połowa dzisiejszych domów to jakiś miks starego z nowym. Trochę 'oddam' i trochę sieciówki. Jak się zrobi trochę miejsca przy stole dla spontanu, a najlepiej jeszcze poluzuje tą ciasną gumę w swoich majtach od Kalwina Klajna, to i te wszystkie reguły gdzieś tam tylko zamajaczą w tle i se pójdą. Bo tak naprawdę nie ma żadnych reguł, są tylko Ci, którzy je wymyślają i nas na nie skazują. A poza nimi jest już tylko nasza wyobraźnia i uśmiechnięta facjata z radosnego komponowania. 


A mój nowy fotel ze śmietnika idzie po weekendzie do tapicera po nowe ubranie :-) 

Dobrego weekendu!

14 komentarze

  1. Jak zawsze teksty niesamowitp brawo

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam trochę inne wrażenie po lekturze prasy wnętrzarskiej - co sezon co innego jest w modzie. Na dodatek "musisz to mieć"! Gdyby chcieć nadążać choćby za samymi modnymi kolorami, można by nie wychodzić z remontu, wiecznie malować, wiecznie wymieniać. Tylko skąd brać kasę i czas?
    Jestem propagatorką neutralnego tła (ściany, podłogi, większe meble) i swobodnego wymieniania oraz przemalowywania dodatków. A dodatki najchętniej okazyjne - sh, pchli targ. Takie zmiany mnie cieszą :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trendy jak trendy, coś tam możemy w nich dla siebie znaleźć albo i nie, tylko ten, kto nie ma własnego stylu będzie rżnął wszystko jak leci. Jak była moda na ciemną zieleń to sobie taką walnęłam w kuchni i tak mi przypasowała, że teraz inne kolory, mimo że modne, mnie nie ruszają, bo ta zieleń tak leży mi cały czas.
      No a gust, wiadomo, sprawa indywidualna :-) pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja się pod tym podpisuję wszystkimi kończynami, nie dla sztywniackich wnętrz! :))) pozdrawiam, Joanna

    OdpowiedzUsuń
  4. O raju tak bym chciała, ale mężu z tych, co to nad tym kalafiorem...Na nową dziurę w ścianie reaguje jakby miał to być lej po bombie. Po ostatnim malowaniu wszystkie kołki zostały po staremu. Pozostaje kombinować z tym co jest, bo rozwodzić się nie chcę. Zajrzyj do mnie, zrobiłam juju hat z trawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, kurcze, no to lekko nie masz :-))
      Lecę!

      Usuń
  5. Nie czytam prasy wnętrzarskiej, bo mnie od niej mdli. Scandi look, retro look, shabby chic look, pomaluj farbami Ann Sloan, pomaluj na biało, pomaluj na ciemną zieleń, postaw na kwietniki z drutu, itd itp. Nie ze mną te numery :-) Nie potrafiłabym urządzić mieszkania "na zawsze" bo zmieniam, ciągle zmieniam. Dopasowuję, przemalowuję, zrywam tapicerkę. I czekam, czekam na ten dzień, kiedy będę miała swoje własne lokum. Bo w wynajmowanym nie mogę nawet przemalować ścian bez zgody właściciela, a często jest tak, że tenże własciciel jest tak przywiązany do nudnego beżyku na ścianach, że nie trafiają żadne argumenty. Więc cierpię i czekam. I zmieniam to, co zmienić się da. Inaczej moje życie nie miałoby sensu :D A meble ze śmietnika i drugiej ręki są najlepsze. Fotel cudny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już niestety czytam coraz mniej, choć nadal lubię od czasu do czasu, nie powiem, przejrzeć coś tam.
      Domyślam się, że łatwo nie jest. Akurat jak ja wynajmowałam, to jeszcze ta moja zajawka była połowicznie uśpiona, więc pomyśl, co będzie, jak będziesz kiedyś miała swoje :-D

      Usuń
    2. Mnie jest tylko żal mojego faceta. Bo z iście stoickim spokojem znosi wszystko bez mrugnięcia okiem. Fakt, że wszystkie prace w mieszkaniu jestem w stanie zrobić sama, łącznie z malowaniem ścian i nie proszę go o pomoc zbyt często, ale jednak takie zmiany wprowadzają chaos w jego uporządkowaną przestrzeń. I boję się pomyśleć co się stanie, jak już nic, ani nikt nie będzie mnie ograniczać.

      Usuń
    3. Ja tam wychodzę z założenia, że fajny facet zawsze doceni, że ma kobietę z pasją, co to nie leży w bajzlu i wszystko jej jedno. A Twój jak sądzę, na pewno też to widzi :-)

      Usuń
  6. Jednoczereśnie08.10.2017, 19:07

    To ja może dodam, że moje mieszkanie co chwila się zmienia z masy różnych powodów, jak z katalogu nie wygląda a ja jestem wiernym czytelnikiem. I architektem! ;)

    OdpowiedzUsuń