Złote dynie w welurowych dresach.


Chciałam napisać, że zaklinam jesień, ale proszę- dzisiaj Trójmiasto spowiło plus siedemnaście. I ma być jeszcze cieplej. Już się cieszę na te wszystkie krzyżaki, co dopiero przykimały na moim balkonie. Powiedzmy jednak, że to złota jesień at its finest, z całym swym dobrodziejstwem inwentarza. Czy przygotowujecie jakieś sezonowe dekoracje? Powiem szczerze, że dodatki a'la panująca pora roku nie są moją mocną stroną. Skoro za oknem kasztany, po co mi one jeszcze w domu. To jak z napisem 'bedroom' na sypialnianej ścianie- masło maślane. 

To samo tyczy się ich prezentacji- wszystko jest dość tradycyjne, a tego słowa raczej nie mam w swoim wnętrzarskim słowniku. Widząc jednak niektóre kobity, co już dyniowe ciasteczka robią trzeci raz w tym miesiącu, poczułam się trochę nędznie jako pani tego domu, więc też zakasałam rękawki. U mnie na ruszt również poszły dynie, ale mam nadzieję, że ta wersja się w Waszych głowach przyjmie. Stary bowiem orzekł, spoglądając rześko na me dzieło, że to takie grubaski w welurowych dresach. No dobrze, niech więc będzie, że taki był zamysł. 

Górną część dyniek potraktowałam złotem w spreju, a następnie opasałam je resztkami tkanin, które miałam na stanie- dwa welury i jeden aksamit. Wycinałam nieduże kółko, pośrodku którego stawiałam dynię, a następnie, wykorzystując do tego taśmę dwustronną, oklejałam ją materiałem. Na koniec, jak przystało na rasowe dresy, dynie otrzymały w pasie troczek. Welurowy trend ma się wciąż bardzo dobrze, a moje tkaniny vintage dobrze korelują z moim przeboskim stołem. No, teraz już nie mam sobie nic do zarzucenia.










Do następnego!

10 komentarze

  1. Świetny pomysł, nikt nie ma dekoracyjnych dyniek w dresach. Mnie się bardzo podobają:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale piękne! Elegancko ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dynie na fitnesie hihi, który nie bardzo im pomógł;) Dajesz radę z jesiennymi dekoracjami.Ja ciasteczek nie piekę ale zrobiłam duchy makramy, już na halloween.Kuźwa chyba mi wali bo trochę za wcześnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no dzięki!
      'Duchy makramy'?? Jeny, nawet sobie wyobrazić tego nie mogie!

      Usuń
  4. Ej no, krzyżaki nie są takie złe - "szczęśliwy dom, gdzie pająki są", jak są pająki to znaczy, że nie ma toksyn. Także z pająkami to się w sumie można zaprzyjaźnić;) A co do dyń, to różowe welurki wymiatają:) Zdecydowanie! Są przezabawne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie znalazłam na nie patent- jak je ponazywam, np. Zdzisiek i Wiesiek, to jakoś tak milsze się wydają i mniejszą chęć mam na ukatrupienie ich.
      Dzięki!

      Usuń
  5. fajne te dynki♥ jak z fabryki czekolady charliego...zwlaszcza ta khaki♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a nie oglądałam, ale to z Johnnym Deppem, więc biorę za komplement.
      :-*

      Usuń