Najpiękniejszy stół, jaki widziała moja kuchnia.


Dużo się u nas ostatnio dzieje na kwadracie. Wychodzę rano z fotelem, wracam wieczorem ze stołem, heh. Malujemy i kombinujemy, weekend upłynął nam na eksploatowaniu wiadra szpachli na livingowe ściany- bo piszecie, że pomimo wariackiej ilości zmian nie widać u mnie dziur. Otóż, moi Kochani, to tylko podbudowuje mnie jako fotografa. W rzeczywistości ściana nad sofą mogłaby pretendować do scenografii filmu o Powstaniu Warszawskim. I to bez charakteryzacji. 

Living więc jest in progress, za to kuchnia finito. Kuchnia w ogóle jest u mnie pomieszczeniem, które notorycznie pozbawiam jakichś sprzętów, by za chwilę znieść kolejne. I jednak nie wszystko, co w niej wymyślę, jest takie znowu dobre. Taka zmywarka na przykład- wyrzuciłam ją (sprzedałam w sumie), gdyż była za droga w utrzymaniu, zużywała mnóstwo wody, a, co najważniejsze, naczynia z niej wyjmowane notorycznie zionęły zapachem przypominającym surowe jajo. To było dla mnie nie do zaakceptowania, szczególnie podczas pms. I na nic drogie tabletki i płyny, na nic nawet zmywanie naczyń przed zmywarką (no to już w ogóle). Może to kwestia twardej wody, nie wiem. Koniec końców, poszła do nowej właścicielki. Na początku było dobrze, ale z czasem okazało się, że bez zmywarki jem po prostu jak ostatni wieśniak. Staram się nie zużywać zatrważającej ilości naczyń do obiadu, coby ich potem godzinami nie zmywać, więc jeszcze trochę i zacznę podawać posiłek na gazecie. Albo na jednorazowych talerzykach do grilla. To samo z lodówką- duża dla nas za duża, a nie ma nic gorszego, niż chłodzenie pustej lodówki, bo to dwa razy bardziej nabija to coś, w czym tam liczy się ten pobór. Mała z kolei nie wygląda, więc musi siedzieć w schowku. I tak samo było z barkiem, wyspą i wieloma innymi moimi wymysłami. W końcu jednak dobiłam do jakiejś meblowej mety, powróciłam do korzeni, postawiłam z powrotem stół na środku. 

A jest to stół nie byle jaki. Stół, który wygrzebałam w czeluściach wiadomo czego, który przyjechał do mnie dziś rano, i który szorowałam z miłością, zamiast na przykład spożyć śniadanie (no tak, jest to niewątpliwie pasja). Jest to najpiękniejszy stół, jaki widział ten kwadrat i niech mnie ręka boska broni go stąd ruszać. Albo malować. Albo cokolwiek! Ciężki, mega solidny, w całości wykonany z drewna, nawet spody szuflad są drewniane. Posiada jakieś papierowe naklejki, lecz nie jest dane mi je rozszyfrować, podejrzewam, że to czasy stanowczo sprzed PRL'u. Rama w kolorze bananowym, blat ciemniejszy, no bajka. Tuż nad stołem zawisła taka zwyczajna papierówka z Ikei, ale w nowej wersji, bo Ikea wprowadziła model, co to ma dziurkowany klosz. Cieple, miękkie światło nad stołem, aż nie chce mi się od niego wstawać, nawet, jak mam jeszcze do napisania jakieś trzydzieści tekstów. Tak, to jest najpiękniejszy stół, jaki widziała ta kuchnia. 















No i co myślicie? Może gałki wymienię :-) 
Przepraszam za szaleńczą ilość zdjęć, ale jak się czymś jaram, to nie umiem się powstrzymać. 

Do następnego!

CONVERSATION

14 komentarze:

  1. wygląda świetnie z tą lampą, przytulnie i w sam raz na długie zimne wieczory :) ja tam popieram wymianę gałek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :-) Tak, chyba wymienię jednak. pozdrawiam :-)

      Usuń
  2. Skomentowałam już na FB, ale nie mogę się powstrzymać: to jest okropnie fajne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obłęd, normalnie wymiękłam.Gałki prawdopodobnie są stare i oryginalne.Nic z nim nie rób.Ta stara farba jest czadowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, żeby zostawić? Teraz się zastanawiam, bo dwie różne są.
      Noo, na nogach ma przebłyski pomarańczowego nawet ;-)

      Usuń
  4. Niesamowity staruszek i jeszcze te szuflady! Skąd go wzięłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, a gdzieżby indziej, niż na o el iks :-P

      Usuń
  5. Masz tak niepowtarzalny styl, że aż mnie zatyka za każdym razem. I niesamowitą odwagę kreatora :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedna gałka, ta czterokątna to chyba lata 60-te :-) A stół na pewno starszy. U mojej babci stał identyczny, blat był przykryty ceratą, przypiętą pod spodem pineskami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak właśnie myślę, że starszy, może nawet powojenny albo i przed!

      Usuń
  7. No nie wierzę normalne... Chcesz wymieniać gałki w starym obśrupanym stole,bo różne są ?! Na nowe takie same ?! Ty ? No ludzie ... Stół super. A za zmianami w Twoim domu nie nadążam ;)Co pomyślę,że teraz najlepiej, to znowu zmiana :))Ale przyznam,że coraz bardziej stylowo.
    Pozdrawiam Iwona z Wawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam ankietę na insta stories, w której 75% głosujących mi radziło jednak wymienić, stąd ten pomysł :-) Tak się skłaniam ku tej wymianie, choć jeszcze nic porządnego nie znalazłam.
      Te zmiany to chyba wynikają z tego, że podoba mi się mnóstwo rzeczy, a mam za mały metraż, no to muszę jedne usuwać, drugie znosić :-D
      Dzięki Iwona, również pozdrawiam!

      Usuń

Instagram