Toaletka na miarę Rity i wnętrzarskie zakupy w dyskoncie.


Czy w dyskoncie można kupić fajne dodatki do wnętrz? Do tej pory podchodziłam sceptycznie do tego tematu. Ja w ogóle urządzam mieszkanie sceptycznie- sieciówki to nie, tanie to badziewne, drogie to nie warte ceny, musi być vintage, a nie a'la vintage. Za dużo przy tym myślę. A może być tak otworzyć się zwyczajnie na więcej możliwości? Bo nagle jakby więcej opcji przed oczyma staje. 

Poczyniłam nowy kąt w sypialni, który normalnie hollywoodzką toaletkę przypomina. Co najmniej taką na miarę Rity Hayworth (ja już wprawdzie nieco mniej, ale w końcu to strona o wnętrzach). Kojarzycie pewnie takie art decowskie toaletki z rozkładanym trójczłonowym lustrem? Żyję dla tego mebla, ale to nie w tym mieszkaniu i jeszcze pewnie nie w następnym- to rozłożyste bydle potrzebuje przestrzeni. U mnie na kwadracie przestrzeni niewiele (światła do zdjęć jeszcze mniej), więc przydała się do tego moja stara komoda z zasłonką, nad którą zawisło nowe (w sensie stare) lustro vintage w drewnianej ramie. Opróżniłam nieco blat, co by móc się spokojnie co rano porządnie wyszykować do wizyty w warzywniaku. 

Drugą rzeczą są drzwi, które maznęliśmy w weekend na biało. Zawsze chciałam mieć białe drzwi, jednak siedem lat temu coś ewidentnie opętało mnie w castodramacie i postawiłam na brąz. Może kiedyś je wymienię, mam całe dwie pary, póki co poznaję się z białym skrzydłem i zobaczymy, jak to się u nas przyjmie. Drzwi pomalowane zostały zupełnie nieprofesjonalnie- po prostu zaczęłam je malować. Nie tam szlifowanie, po mojemu wystarczy osiemset warstw śnieżnobiałej emulsji i jest. 

Wracając do dyskontu, wpadłam jak po ogień do Lidla i wyszłam z niego z futrzanym dywanikiem za 39 złotych, a wczoraj jeszcze dobrałam światełka led za 12, w komplecie z bateriami. Kurczaki no, kto by pomyślał, bo na pewno nie ja, kiedy były lepsze rzeczy do dorwania. Zawsze jednak sobie myślę, że to pewnie jakiś szajs i tylko debile rzucają się w te kosze o siódmej rano. Chyba jednak od dziś też zacznę się rzucać (Lidl mi za to nie zapłacił, odwdzięczam się im za kurczaki zagrodowe).







Do następnego :-)

4 komentarze

  1. Ci powiem, że futereczko też bym chciała. Zakupy made in Azja odpuszczam sobie, robię wszystko, żeby nie kupować, z omijaniem sklepów włącznie. Jak z daleka widać, że chińskie, to spoko nie ma żalu. Ale nie zarzekam się, że nie kupię kubka w Pepco.
    Jakbym trafiła ładne futerko to rita tita tita, cieszyłabym się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te z Lidla naprawdę daje radę, raz na jakiś czas myślę, że można uderzyć tam po coś do domu :-)

      Usuń
  2. Masz bardzo oryginalny i ciekawy gust! Zakochałam się w twojej miętowej podusi

    OdpowiedzUsuń