Wnętrzarskie triki, których nauczył mnie Pinterest.


Można psioczyć na Internet. Można mówić, że to zło, że lepiej zainwestować w jakąś profeskę i uczyć się na drogich kursach o odpowiednio nonszalanckim zarzucaniu pledu. Można też mówić, że przekaz z sieci to wata nie wartość. Moje ignoranckie podejście wynika jednak z prostej rzeczy: nigdzie nie nauczyłam się tyle, co zwiedzając internetowe portale wnętrzarskie. 

Moje mieszkanie sprzed ery Pinterestu, upublicznione gdzieś w sieci, zbrukałoby historię każdej przeglądarki. W ogóle sprzed ery blogów, portali i social mediów. W sieci jest po prostu wnętrzarskie wszystko. Wertując te wirtualne miejsca, jeszcze bardziej mi się chce: zmieniać, poprawiać, ulepszać, kombinować. Kiedyś? Jak stało, tak stało, bo wydawało się, że w sumie to dobrze jest. Teraz co drugie zdjęcie, przypięte do pinterestowej tablicy, nie daje mi spać i gmera mi w głowie swymi nieskończonymi mackami. Tam jest wnętrzarska otchłań bez dna, a aplikacja na telefon to już kompletny bermudzki trójkąt. Od hamptonowskich willi po malutkie berlińskie kliteczki. Kocham. Dziękuję, że ktoś to stworzył, niemal posyłając całą wnętrzarską prasę w diabły.


Taka moja jadalnia na przykład, która jeszcze niedawno wyglądała tak, dzisiaj już mieszka w innym kącie. Wszystko przez jedno niewinne zdjęcie, które zaprzątnęło mi moją przewianą głowę na całe wczorajsze popołudnie. Kiedy jednak masz ochotę szurać meblami, wiedz, że choroba powoli odpuszcza. Nie było zatem na mnie siły i Brodaty musiał robić :-) 

Wnętrzarsko z sieci nauczyłam się wiele- wystarczy tylko nieco przeanalizować i robić, eksperymentować, próbować na sobie. Korzystać z tego internetowego dobra po całości.  


* STYLIZACJA- nie cierpię tego słowa, szczerze go nie cierpię, kojarzy mi się ze sztucznością i przebraniem. Ale tkwi w nim wnętrzarski diabeł. Zrozumiałam, że mieszkanie, przy lekkiej pomocy 'stylizacyjnych' trików, zyskuje naprawdę dużo. To jest gra dodatkami, to jest ten niedbale rzucony pled, te gazety, duperele. To są też albumy na stoliku kawowym, rośliny. Jakieś elementy zaczerpnięte z obecnych trendów. Ostateczny efekt musi być jednak naturalny, lepiej więc nie ustawiać poduszeczek w jednym rządku. 

* POSTRZEGANIE MIESZKANIA PRZEZ PRYZMAT ZDJĘCIA- w sumie nauczyłam się tego przy okazji blogowania, ale jak to ułatwia sprawę! Jeśli nie jestem przekonana, czy całość prezentuje się dobrze, robię zwyczajne zdjęcie telefonem i po prostu oceniam je tak, jakbym właśnie zapisała je sobie z Pinterestu. Czy jest jakaś symetria, czy lampa wisi krzywo, czy kompozycja wygląda ładnie, czy coś trzeba przemalować, wymienić? Czy to wygląda lekko, ciężko albo totalnie beznadziejnie? Jakbym je pierwszy raz teraz ujrzała, to podobałoby mi się czy nie? Jeśli coś na zdjęciu robi efekt 'wow', w życiu też tak na pewno jest (o ile nie nadużywamy fotoszopa :-P).

* KWIATY I LAMPKI- nieodłączne elementy pinterestowych zdjęć. Latem wszystkie instagramowe konta tonęły w piwoniach, teraz toną w świetle lampek, świec i suchych liści. Tak bardzo jednak wciągnęłam się w te dodatki, że zostały ze mną prawie na zawsze- już nie są tylko elementem zdjęcia, lecz stoją na stole i wiszą w sypialni. Dzięki temu, a nawet trochę mimochodem, mam w domu o wiele częściej świeże kwiaty na stole czy przytulny nastrój przy łóżku. 

* SZEROKIE KADRY I PROSTE UJĘCIA- nie ukrywam, że na wielu polskich blogach bardzo mi tego brakuje. Ktoś ma nowy stół, lecz raczy nas tylko jego rąbkiem, nowy dywan błyszczy wełnianym skraweczkiem, a kuchnia jedną trzecią półeczki. Pinterest nauczył mnie, że wszystko najlepiej ze sobą gra jako całość- duży, wyprostowany kadr wiele pokazuje, ale też i wiele ujawnia. Tu świetnie się sprawdza mój trik numer dwa- robienie 'próbnego' zdjęcia, które obnaży dużą powierzchnię ze wszystkich wad i zalet. Jak wiele rzeczy na fotce ze sobą nie zagra, no to niestety, ale przecież tak to właśnie wygląda w realu :-) To najlepsza motywacja do udoskonalania i zmian. 







Ciekawa jestem, czy też skorzystaliście na tych internetowych źródełkach :-)
Przypominam też wpis o trendach we wnętrzarskiej fotografii.

A teraz czas chwycić pędzle w dłoń i lecieć z lamperią!

Do następnego :-)

12 komentarze

  1. dobra (nomen omen) zmiana, bardzo mi sie podoba - jest przytulnie, autobusowe siedzenie ma swoją scenę, ale współgra ze stołem :) nie mogę się doczekać aż będę miała swoje mieszkanie, żeby też móc sobie eksperymentować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) jeszcze poszalejesz, zobaczysz ;-)

      Usuń
  2. Podzielisz się swoim kontem na pinterest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, w sumie nie wiem, czemu tego nie zrobiłam, heh, proszę: https://pl.pinterest.com/stylerecital/
      Ostatnio dużo zdjęć jakoś pobieram na telefon, muszę je przepiąć do tablic.

      Usuń
    2. Dzięki! Już followuje :*

      Usuń
  3. Ostatnio pisałam, że nie nadążam...no właśnie:) nie podoba mi się tylko ten taboret z lewej- wolałabym tam coś "lżejszego".Ale co ja tam wiem😃 fajnie, bardzo przejrzysty zrobił się ten kącik

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze świetne wnętrze, bardzo oryginalne. Po 2gie uwielbiam Pinterest, jest źródłem mojej pracy, momentów inspiracji oraz promotorem wielu wnętrz, które projektowałam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że niewiele do zdjęć musisz stylizować, pięknie mieszkasz po prostu. Zdjęcia robisz, jak dla mnie rewelacyjne, uczyć się od ciebie mogą. Są niebanalne, naturalne, nie przestylizowane i choć cały czas te same kąty, to bardzo ciekawe. Za każdym razem zachwycam się szczegółami i kolorami. Uwielbiam twój blog kobieto:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boszzz, Gosiu, aleś mnie miłością zasypała <3 Dzię-ku-ję!!!!

      Usuń