Cierpkie retro, czyli metamorfoza salonu!


Nadeszła wiekopomna chwila i oto zapowiadana metamorfoza naszej lamperii. Po kilkunastu miesiącach egzystowania wśród ścian na wpół błękitnych, od kilku dni poznajemy się z... no właśnie. Jak określić ten kolor? Poprosiłam Was na moim fanpage o Wasze skojarzenia i stadnie poszliście w żywność: limonki, jabłka, cytrusy, gruszki, pistacje, a nawet konserwowy groszek i kiszone ogórki :-D Padło też 'mango green' oraz 'chartreuse', co rzeczywiście jest super trafne. Ja jednak od początku miałam teorię, że moja ściana jest w kolorze... kamienia siarkowego :-)

Po przemalowaniu lamperii okazało się jeszcze, że ten odcień zmienia się w ciągu dnia z pięć razy i rzeczywiście może być jednocześnie tym wszystkim, co wymieniliście :-) Kiedy pada na niego światło, jest soczysty i bardziej żółty, kiedy nadchodzi wieczór, staje się głębokim, zgniłozielonym tłem. Dobrze współgra z granatem, fioletem, bakłażanem, ciemnym winem, burgundem, złotem, brązem, a nawet zgaszonym pomarańczem. Na jego tle pięknie prezentuje się również ciemna zieleń roślin. Ale jednocześnie jest też odcieniem.... hmmm, kontrowersyjnym może? Na pewno zapomnianym, tym z gatunku retro, przypomina mi bowiem wystrój wnętrz z lat siedemdziesiątych. Jest też wymagający i pewnie wielu z Was by go nie wybrało. Skąd zatem we mnie ten pomysł? 

Nie powiem, że ten kolor miałam w planach i przez długie tygodnie dopasowywałam dodatki. Nie, ja tak nie działam. Ten kolor to był totalny spontan, który wybuchł we mnie po obejrzeniu jednego brazylijskiego mieszkania. W fantastycznym lofcie ujrzałam całą ścianę w tym cierpkim kolorze i odpadłam. Oni to dopiero potrafią! Te barwy, ta energia, ten żywioł. Ta odwaga i szaleństwo w łączeniu rzeczy niepasujących. To są moje klimaty! Urządzanie wnętrz to dla mnie zabawa, radość i przyjemność, a co za tym idzie również spontaniczność, szybkie decyzje i eksperymentowanie. Uwielbiam! Postanowiłam więc zmierzyć się z kolorem dość nieoczywistym, ale za to jak bogatym i energetycznym. Kolorem doskonałym do mojej eklektycznej boho- mieszanki.


Całą metamorfozę przeprowadziłam przy użyciu dwóch farb: gruntującej Tikkurila Optiva Primer oraz nawierzchniowej Tikkurila Optiva Matt 5 w odcieniu N391. Nie wyobrażałam sobie innego wykończenia malowanej ściany niż mat, który jeszcze bardziej podbija retro charakter tego koloru. Gęsta, dobrze kryjąca farba Tikkurila idealnie spełniła swoje zadanie. Prace zaczęliśmy jednak od gruntowania, aby poprawić kondycję naszej ściany, która już niejedno przeszła. Podkład wzmocnił podłoże i wyrównał jego chłonność. Następnie pokryliśmy odmierzony kawałek lamperii farbą nawierzchniową (dwie warstwy). Do malowania używaliśmy szerokiego wałka z dość długim włosem, by matowa lamperia nie była gładka i zbyt 'płaska'. Lubię na ścianie strukturalne efekty.




Odcień farby na ścianie jest dokładnie taki, jak na wzorniku. Na powyższym zdjęciu widać też różnicę między jedną warstwą farby a dwiema. Wszystko zajęło nam jeden dzień, choć dużo wcześniej już zajęliśmy się 'górą'- szpachlowaniem i łataniem dziur po trylionie gwoździ oraz malowaniem na biało górnego pasa i sufitu. 

Poniżej efekty metamorfozy! Starałam się, byście dostrzegli, jak ten odcień zmienia się pod wpływem słońca i półmroku, jak 'pracuje' ze światłem i jaki jest optymistyczny! Idealny do salonu w kolorowym i radosnym boho- stylu.
A, no i wytrzymajcie do końca, bo to jeszcze nie koniec malowania :-) 
















Przy okazji powstałego na czas remontu bajzlu, a także wykorzystując chwilę, kiedy stary machał wałkiem w livingu, postanowiłam odświeżyć nieco kącik przy mojej stronie łóżka. Na cel wybrałam sobie przemalowanie naszej drewnianej drabiny, którą mamy nietkniętą taką jeszcze od czasu przeprowadzki, czyli od ponad siedmiu lat :-) Pomalowałam ją emalią akrylową Tikkurila Everal Aqua Semi Matt 40 w odcieniu J322. To farba wodorozcieńczalna, przyjemna w aplikacji, ponieważ nie ma uciążliwego zapachu i szybko schnie. W przeciwieństwie do farby na lamperię wybrałam wykończenie półmatowe, ale dostępne są jeszcze dwa inne- mat i połysk. Lubię wieszać na drabinie różne rzeczy, więc dobrze, że jest też przy okazji odporna na zarysowania. I voila! Pamiętajcie też, żeby drabinę malować od góry :-)





I tak właśnie dzisiaj wygląda nasz kwadrat. To tylko 45m2, a wciąż tyle się dzieje :-))) 

Do następnego! 

Dziękuję marce Tikkurila za pomoc w realizacji mojej metamorfozy.

16 komentarze

  1. Ojesu, wyszło świetnie! Nie przepadam za zieleniami, ale tutaj... pasuje jak ulał. Jakby tu od zawsze była. Najsss.

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze, genialnie to wyszło!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Też jestem bardzo zadowolona :-))

      Usuń
  3. Teraz też chcę lamperię , no i jeszcze tą puszkę w której rośnie Twoja monstera, CZAD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lamperię da się zrobić od razu, z puszką może być gorzej :-P
      Dzięki!

      Usuń
  4. Jak ja czekałam na ten odcinek, to tylko ja sama wiem. Zaskok pełen i czad do entej. Świeżość, słońce i powiew latynoskiego tego czegoś. Nie wiem jak to nazwać. Ławeczka cudnie pasuje, jest nieduża i można ją przesuwać do woli. Kącik z drabiną też super, lubię róż, więc jestem na tak. U mnie na blogu post poremontowy, zajrzyj proszę, bo opinia mojej wnętrzarskiej GURU jest bezcenna.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O hehe, to cieszę się, że było na co czekać! To prawda, można kręcić nią wszędzie, bo jest bardzo lekka, choć głęboka, super się na niej siedzi (z kocem pod tyłkiem :-D).
      Wpadnę na pewno!

      Usuń
  5. retro zielen z lat 70-tych, pieknie...ja juz wiedzialam, ze to ten kolor jak byl post o Mezulku...vel Starym! Pieknie♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Coraz lepiej, a kapelusz leciałaś złotem? Bo wygląda obłędnie.
    Całośc w ogóle MEGA!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, posprejowany :-)
      Dzięki wielkie :-*

      Usuń
  7. super wnętrza, i piękny pieseł :D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń