Obsesja życiowej równowagi (i jak ją w końcu przegoniłam).


Gatunek ludzki lubi sam siebie skazywać na masochizm. Ochota na słodkie i nietknięta szafka pełna czekolady, bieg w deszczu o siódmej rano, choć kołdra była tak przytulna i ciepła, ale Lewandowska każe przecież rano. Dół emocjonalny też jakoś nie kończy się imprezą, tylko najbardziej rzewną playlistą ever. Lubimy się emocjonalnie chlastać.

Za jedenaście dni nadejdą moje trzydzieste drugie urodziny i już widzę, jak się znowu nasłucham. Że jestem już przecież PO TRZYDZIESTCE. Automatycznie zacznie się mój outdoorowy bilans, bo przecież ja sama go sobie raczej nie robię. 'Chodzi o to Paulina, że w tym wieku powinnaś już osiągnąć pewien życiowy balans. Równowagę. Życiową, finansową i emocjonalną'. Z pewnością dowiem się ponownie, że jak będę cały dzień siedzieć w komputerze, to nie zauważę, kiedy zima nadejdzie, a jak będę cały dzień przestawiać meble, to nigdzie ze starym znowu nie pójdziemy i nie poznamy nowych ludzi. 'Paula, jesteś jeszcze młoda, baw się więcej!'. Że nie biorę urlopu, tylko zasuwam, ale w sumie efektów stricte namacalnych też jakoś nie widać. W sensie, że nie mam jeszcze Corvetty, jacuzzi i tych wszystkich zajebistych gadżetów, które ma barbie. Generalnie też źle zarządzam swoim czasem, bo w dzisiejszym świecie dobrze jest mieć czas na wszystko. Żyć w perfekcyjnym rytmie- praca, dom, treningi, podróże, życie towarzyskie, medytacja, wolontariat, kurs francuskiego, pole dance i jeszcze rolowania sushi. Współczesny barometr sukcesu i życiowego spełnienia to skubanie wszystkiego po trochu.

Jeśli na którąś z aktywności nie masz czasu, masz wyrzuty sumienia, prawda? Szczególnie my, kobiety, lubimy narzucać na siebie presję. Nie mam czasu na teatr, na kosmetyczkę, nie szlifuję języków. A ja myślę, że każdy z nas ma swój zasób tak zwanego fuck- budżetu. Jedne rzeczy po prostu nas jarają, a o innych możemy powiedzieć 'I don't give a fuck'. Tak naprawdę próby znalezienia jakiegoś tam balansu kosztowały mnie więcej, niż jego olanie. Odkąd żyję najbardziej nie-balans, jest mi najlepiej. Zdarza mi się, że cały weekend siedzę w komputerze, choć powinnam być przecież 'offline' dla psychicznej równowagi. Pójść na basen, płodzić dziecko, piec muffiny. Starałam się wprowadzać zasady, żeby zaczynać pracę wcześniej i kończyć szybciej, żeby mieć jeszcze czas na trening, sprzątanie, obiad itd. A jak się jest freelancerem, to już w ogóle trzeba narzucić sobie ten podział, żeby zmieścić się w ramie 'work-life balance'. Bo inaczej przegapię coś tam i nie będę mieć czasu na inne rzeczy. Byłam tym wykończona i w końcu po prostu to olałam.

Skończyłam z dzieleniem życia na fragmenty, punktowaniem listy dnia i 'konstruktywnym zarządzaniem swoją energią'. Nie interesuje mnie już ciachanie doby- od tej do tej praca, od tej do tej to i tamto. Po prostu zajmuję tym, czym chcę się zająć. I tak długo, jak chcę. Cały wieczór pracuję i nie pójdę z koleżankami na drinka? Trudno. Wstanę w nocy i spiszę dużo tekstu, bo akurat mam wenę, za to w dzień będę nieprzytomna? Okej. To, że na coś nie mam czasu, przestałam rozpatrywać jako życiową porażkę i mieć jeszcze z tego powodu wyrzuty sumienia. Zaczęłam na to patrzeć jak na kwestię priorytetów, wyborów i pasji. Zamiast trzystu rzeczy, robię tylko trzy- moje życie towarzyskie jest w stanie opłakanym, płodne jeszcze bardziej i nadal nie nauczyłam się gotować. Zamiast szykować śniadanie od siódmej, siedzę i medytuję, choć wiem, że samo się nie zrobi. Jeść pizzę trzy dni z rzędu, bo kocham pizzę. Wezmę się za malowanie mebli, pranie poczeka. Zdecyduję się na spontaniczny lot, choć będę musiała ominąć coś innego. To może niepoważne, ale perfekcyjnie poukładane i zaplanowane życie, jest chyba nieco nudne.

***

Do następnego :-)

12 komentarze

  1. Gratuluję, ja po czterdziestce na to wpadłam. Dzieci odchowane, mąż samodzielny, więc robię co chcę bez wyrzutów sumienia. Skorpionico kochana, wszystkiego najlepszego i rób co chcesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana <3 Inaczej nie umiem :-D

      Usuń
  2. Stara, weź nic nie mów... Mam skończone 31 i właśnie dziś sprzedaliśmy mieszkanie. Nie mam planu na przyszłość. Ale wiesz, jakoś to mnie specjalnie nie martwi. Pakuję mandżur, biorę kota, a resztę pokaże życie... Także moja Kochana, uwierz mi, że masz obecnie bardzo stabilną sytuację i równowagę!! I chociaż możesz sobie poszurać tymi meblami dla relaksu :D Dotąd prowadziłam bardzo podobne życie do Twojego i czasem wydawało mi się, że czegoś brakuje, jest nudno i wieje pustką. Teraz jak na to patrzę, to widzę, że nie brakowało NICZEGO. Ale człowiek docenia zawsze po czasie. A Ty jesteś piękną, mądrą, świadomą, kompletną istotą. Nie miej wyrzutów i żalu do siebie, że nie masz dzieci. To nie jest obowiązek. Nie zmuszaj się do niczego w życiu i rób sobie dobrze, w sensie bądź dla siebie najlepszym przyjacielem. Pozdrawiam i ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O masz, nowy etap jednym słowem! Zostajecie w mieście czy ruszacie gdzieś dalej?
      Wyczuwam w Twoich słowach, że mamy bardzo podobny charakter- ja też zawsze chcę od życia czegoś więcej, choć lepsze jest wrogiem dobrego. Przez to się czasem wiele traci, ale ja już tak mam, że zawsze chcę inaczej, więcej, lepiej. Oczywiście nie zawsze się tak kończy, czasem robię sobie gorzej, ale wolę próbować, niż ciągle mówić, że bym chciała!
      Ty mi uwierz, że moja sytuacja jest bardzo, bardzo daleka od stabilnej, a od równowagi jeszcze dalsza. Taka już rola social mediów, że widać jakiś tam kolorowy obrazek, ale kłopoty dotyczą wszystkich, wyjątków nie ma. Nie jestem gotowa jednak, żeby publicznie powiedzieć choćby o jednym z moich problemów, ale jakbym tak strzeliła wszystkimi, to od razu by Ci się lepiej zrobiło , bankowo, heh ;-)
      Dziećmi to sobie w ogóle na razie głowy nie zawracam! Powodzenia na Waszej nowej drodze, trzeba iść tak, żeby było dobrze, po prostu. Ściskam mocno!

      Usuń
    2. Tak, nowy etap. Chyba zapomniałam dodać, że się rozwodzę... Z dnia na dzień życie potrafi ostro trzepnąć w głowę. I jak na razie nie mam pojęcia co zrobić! Właśnie pakuję swoje życie w torby z ikei...

      Usuń
    3. O rranyyy... no to faktycznie duże zmiany w Twoim życiu. Każda zmiana niesie coś dobrego, innego. Dużo siły Kochana!

      Usuń
  3. Madrze i fajnie napisane! Też doszłam do podobnych wniosków, też mam 32 lata. Wszystkiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Magda! Ten wiek, chyba jakiś przełomowy ;-))

      Usuń
  4. Witaj. ja jestem tuż po 40'-tcebi powiem Ci, wracasz mi wiarę w pokolenie trzydziestolatków. Rzeczywiście fajnie jest dojść do takiego etapu świadomości przed 40, to sie chyba nie czesto zdarza:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Motywujący wpis :) powodzenia
    PS świetny sweter :>

    OdpowiedzUsuń