Ten biedny mąż! Czyli jak to jest z tymi facetami we wnętrzach.


Czuję się dziś bardzo zainspirowana. Wena ma przyszła z telewizorni. Tak, oglądałam ostatnio rano tv, co się nieczęsto zdarza, gdyż sama takowego nie mam. Trwał tam taki program śniadaniowy, że makijaże, podpaski, wojna, moda, Rozenek, ploty, Lewandowski, gotowanie, idealne brwi i uchodźcy. Tak, to ten, wszystkiego po pięć minut i wio dalej. Siedział sobie cwaniakowaty prowadzący w garniturze, a jego gościem była kobieta, która trudni się i jara metamorfozami wnętrz. Coś jak ja, tyle że nie ja tam byłam. I ten kolo prowadzący, tak średnio raz na minutę, rzucał: 'no tak, a ten biedny mąż...'. 


Kobieta, która upodobała sobie jako pasję zmiany w domu, jawiła się jako ta nawiedzona demonica. Jaszczurka surowa. Nie dość, że stary przecież na rodzinę robi, że zdrowie swe poświęca, że czasu na nic nie ma, to jeszcze, proszę ja Ciebie, po trudach i znojach zawodowego życia, zamiast parującego stejka, na niego zimna szpachla czeka. Jeszcze kanapę musi przesunąć albo jakie inne biurko z miasta na kwadrat zwieźć. A te kobiety- blogerki?? Panie, to jakby nie tylko inna grupa społeczna, to już prawie rasa inna. Albo i płeć nawet. Tfu! Psia mać, a kysz! Giń, maro nieczysta! Kobieta- cyborg, w połowie cycki od połowy poziomice. Podła sadystka. Na głowie druciany ma wianek, w ręku flokowy pędzelek. Nie daje odpocząć, nie daje jeść, dopóki nie weźmiesz w rękę udaru i nie machniesz tej dziury, co to na zrobienie od dwóch dekad czeka. Musi stary uczestniczyć w di aj łaj, a ona i tak wszystkie męskie gadżety do postów pochowa, jakby tu w ogóle nie żył. Bo kolorystycznie nie pasują do skandynawskich gwiazdek. A ten niezainteresowany, przemęczony życiem i głodny wrak człowieka, zwany mężem, zwyczajnie robić musi. Widzisz, kobieto, Twój partner to ubezwłasnowolniony debil. 

Znam ja tysiąc powodów, dla których jednak warto wypieprzyć z domu tv, ale ten jest jakby nowy. Top on the top. Prowadzący na jedną rozmowę ma średnio kilka minut, no spoko, w zasadzie nie ma co jakby nawet pomyśleć, lepiej od razu walnąć coś stereotypowego, coś, na co pokiwać można tylko głową, spróbować tej jajecznicy od Siwiec i iść sobie do domu. Kobieta nie wiedziała, co ma na to rzec, to się trochę pośmiała, coś tam pobredziła o wzorach, no i tyle z porannej gadki. Kolo, usatysfakcjonowany, że odbębnił robotę na poziomie, zamknął kajet przed blokiem reklamowym i pewnie poszedł duże siku.

Jak to dobrze jednak, że współczesny facet nie jawi się już być tym typem a'la budowlaniec z serialu Alternatywy 4, którym chyba jeszcze umysłowo żyje kolo ze śniadaniówki. Stary, który pomaga, bo chce, robi, bo lubi, doradza, bo kocha. Szok i niedowierzanie, wszak powinien chyba chlać piwo z gazetą w tym czasie. Nie wiem, jak to jest możliwe, ale mój stary normalnie LUBI. Robić lubi. Zmieniać lubi. Sam łapie za pędzel, nawet kolory odróżnia! Pomagać mi lubi, bo ja jego żona, sam sobie taką wziął. Nie muszę go kijem poganiać, ni z batem mu nad głową sterczeć. Nawet nie muszę namawiać, prosić i na mych suchych kolanach błagać. Wydaje mi się, że on zwyczajnie uczestniczy. W naszym wspólnym życiu, w naszym wspólnym mieszkaniu. Taki chyba jednak bardziej życiowy partner? Mieszka też jakoś jakby ze mną, wydaje mi się, że jednak też mu jakoś robi różnicę ściana brudna i świeża, kanapa stara i nowa, przyjemny nastrój i świeczkowe pustki. W wystrój się zanadto nie wtrąca, tak jak i ja się nie wtrącam w jego sanitarne silikony i w spreje do kokpitu. Biedny jest tylko przed wypłatą i z katarem, bo na szczęście do malowania jakoś nożem go ściany przypierać nie muszę. I bardzo się z tego cieszę.


Do następnego :-)

12 komentarze

  1. Nie są już tacy biedni;) Tak naprawdę lubią to bardzo.Lubią czuć się potrzebni a my lubimy dowodzić i dyrygować hihi

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbym wzięła zamach, a palnęła tego prowadzącego w ucho, to pestki by mu się wysypały. Mój z racji tego, że od rana do wieczora w robocie siedzi rzadko mi pomaga. Ale chwali się przed innymi, że ma taką sprytną i zdolną nieżonę. Chociaż sprawiedliwie muszę dodać, że deski na blaty i dół od komody URŻNON jak fachura! Niestraszne mu zmiany, przeróbki i struple ściągane na kwadrat. Resztą zajmuję się ja. Łącznie z malowaniem - kupiłam se wałek na kijku teleskopowym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, znaczy się ekipa jak ta lala!

      Usuń
    2. On nie ma wyjścia. Czasem tylko wzdycha i przewraca oczami, ale widać mnie kocha, bo nie zgłasza sprzeciwów i jeszcze finansuje te fanaberie :D Rany, jakbym miała mieć meble na całe życie, to bym ómarła. Musi się coś dziać, musi się zmieniać, inaczej to nie prawdziwe życie a stagnacja.

      Usuń
  3. Śmichy-chichy, ale chłopy nie bardzo rozumieją kobiecą miłość do wnętrz i częstych w nich zmian. Ja działam może na 30 procent tego co bym chciała, żeby oszczędzić mojemu nerwów. Jednak jak jest remont, to pędzla nie da sobie wyrwać i działa aż się kurzy, choć młody nie jest. PS. Może dlatego lubisz oversize, bo się poziomice pod nim mieszczą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumieją, ale wcale nie muszą! Wydaje mi się też, że są jednostki płci brzydkiej, które też lubią zmiany w domu- sama obserwuję kilku takich na insta i to czasem właśnie od facetów czerpię inspirację <3
      Dobrze, że jednak Ci pomaga!

      Usuń
  4. Ha ha ubawił mnie ten tekst, ale u mnie rzeczywistość jest zupełnie inna. Gdy zabieram się za jakieś zmiany to muszę sobie zadać pytanie na ile ja sama jestem w stanie to zrobić, bo słyszę "coooo... znów... a w czasie przesuwania ciężkich mebli stękanie, mlaskanie i mruczenie pod nosem...
    Chwalić się lubi tym co zrobię, ale sam z siebie nic nie tknie.

    I to jest ten "biedny" mąż :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, no to faktycznie, to ten 'mąż z telewizorni' :-/

      Usuń
  5. Mój mąż jest zdania, że nie musze go pytać i tak zrobię po swojemu :D Obecnie mamy maluszka w domu więc o większe remonty cięzko, ale wcześniej, mąż poszedł do pracy, wraca, a tu przemeblowane, abo nawet pokój pomalowany :D

    OdpowiedzUsuń