Łańcuch z neonowych lotek i kolor roku 2018 według Pantone (już u mnie).


Poniedziałkowy grudniowy poranek jest najlepszą okazją, żeby coś postanowić. Czy lepiej być w #LewandowsyTeam czy może w #chodagang, czy kupić jeszcze coś na Święta, a może nawet, czy by tu nie walnąć se jutro urlopu na żądanie- cokolwiek by to nie było, zbliżający się koniec roku i początek nowego będzie sprzyjał wszelkim goals- listom i zapewne większość już zaczyna je robić.

Sama chciałabym od stycznia ruszyć z czymś nowym, mam nawet kilka koncepcji, ale z planowaniem czegokolwiek w moim życiu jest naprawdę kiepsko. Jestem klasycznym przykładem osoby, którą los pokochał tylko w połowie- jeszcze pozwala mi egzystować na tym padole, ale co i jak to on już sam zadecyduje. Plany i postanowienia staram się spisywać w nocy, po ciemku, żeby ich skurczybyk nie widział, ale to i tak na nic. Już nawet podczas pisania pierwszych słów, słyszę w uchu ten szyderczy śmiech. Ale robię te listy, cóż, każdemu wolno jest pielęgnować jakiś swój własny idiotyzm. 

Póki co postanowiłam, że kończę już ze świąteczną tematyką w kwestii dekoru, moje Święta w stylu Rice mają się bardzo dobrze, a zwieńczeniem tegoż jest dzisiejszy łańcuch świetlny. Pomysł z wykorzystaniem lotek do badmintona nie jest jakiś innowacyjny, ale w tym sezonie przypasował mi wybornie. Wczoraj w sportowym zakupiłam sześć lotek w neonowym żółtym kolorze, które posłużyły mi za klosze do ledowych lampek z Ikei. Lotki ponacinałam po bokach i przeciągnęłam przez nie kabel, odkleiłam z łebków logo producenta i maznęłam je brokatowym lakierem do paznokci w złotym kolorze. Zupełnie mimochodem umieściłam je przy vintage' owej rakietce- cóż za sportowy zbieg okoliczności. Klosze w tej wersji też wyglądają jakoś tak retro, gdyby je jeszcze powiesić na ciemnej ścianie, zapewne powstałyby jakieś fajne efekty świetlne. 

Równie mimochodem postanowiłam też dziś rano zdobyć to fioletowe drewniane krzesło. Nie tylko pasuje mi do tegorocznej świątecznej stylistyki, do miętowego stołka z Ikei, ale jeszcze jest w kolorze roku 2018 według Pantone. 'The future is purple', postanowił ogłosić niedawno Instytut i znowuż wszyscy złapali się za głowy, jak co roku z resztą. Jakkolwiek by to jednak nie brzmiało, może nawet filozoficznie i nieco złowieszczo, to fiolet gra mi z moją siarkową lamperią tak pysznie, że nawet postanowiłam zdobyć jeszcze coś w tym odcieniu. Będę introwertykiem, co mieszka jak ekstrawertyk. I nawet, jak dopadnie mnie gówniany miesiąc, przynajmniej nie będzie tego widać po moim mieszkaniu. Uff, jednak dużo tych postanowień na dziś. 











Jak Wam się podobają lotki w takim wydaniu? :-)
W tym tygodniu będę malować witrynę, kolor wybrany! 

Do następnego :-)

10 komentarze

  1. Fakt, fiolet z zieloną lamperią wyglądają odlotowo. Zresztą ta para jest mi znana i zawsze ją lubiłam. Skąd wytrzasnęłaś to piękne krzesło? Girlanda boska, nigdy takiej nie widziałam, pomysł przedni i pasuje wyśmienicie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łoooo matko, genialna jesteś.Pomysł na wykorzystanie lotek obłędny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och jak ja tu lubię zaglądać:) Łańcuch genialny. Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny pomysł z tym sznurem świateł! :D Mega!

    OdpowiedzUsuń
  5. No na to bym nie wpadła!Podziwiam pomysłowość. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń