Bombki PRL w wydaniu boho, czyli nasz świąteczny stół!


Do Świąt zwykle podchodzimy dość poważnie. Radość, która gdzieś tam się w środku tli, z czasem wypierana jest przez stres, powagę chwili, nadwyrężony budżet i na końcu zmęczenie. Utytłane w mące i oskubane z ostatniego grosza, opadamy wprost na krzesło przy wigilijnym stole. Rangę wydarzenia podkreślają też wytworne dekoracje, eleganckie ubrania i gdzieś tam w powietrzu unoszący się jeszcze wymóg ochoty na to wszytko. 

O tym, jak ja widzę nasze Święta w tym roku pisałam tutaj. Miało być lekko i barwnie, miało być bogato w kolorystyce nie w ilości. No i jest! Od samego patrzenia chciałam czuć swobodę i zabawę, a nie dostojny majestat. To Święto radosne, osobiście nie widzę potrzeby ubierania się na czarno. Nie lubię sztywnych przyjęć, dlatego Święta we własnej wersji to najlepsze, co można sobie sprawić, naprawdę. 

W tym roku główne skrzypce grają bombki PRL (szczególnie ta fioletowa z gwiazdami, którą właśnie stłukłam). Kolorowe staruszki nadały ton całej reszcie. Poszłam w nie-świąteczne barwy: jest moja siarkowa lamperia, do tego róże, fiolety, ciemna czerwień i zieleń. Stare drzwi pomalowałam na różowo, na nich zawisła piękna brokatowa gwiazda, którą stary upolował mi w TK Maxx. Bombeczki dyndają się na zwykłej gałązce, którą również pomalowałam na różowo i włożyłam do szklanej butelki. Wczoraj zdobyłam cudowną metalową, bogato zdobioną tacę, na której wylądowała owa butelka, a także jelonek, dekoracyjne gwiazdki, świece i dyskotekowa kula. Marzył mi się stół usłany dużym kawałkiem weluru, ale 150 złotych za metr, czyli tyle, ile zaśpiewała mi pani w materiałowym, ostudziły moje zapędy w tym kierunku- weluru jest więc nieco mniej. Wokół stołu różnorodne krzesła i stołki. Niewiele kupiłam, wiele zdobyłam, świeżego drzewka jak zwykle u nas nie będzie. Planuję jeszcze udać się za miasto po starego dziadka do orzechów i kilka ozdobnych talerzy, które mam na oku i tyle, więcej naprawdę nam nie potrzeba. Popadanie w świąteczną przesadę nie jest w naszym stylu i raczej nie będzie. Mam nadzieję, że moi goście na ten widok uśmiechną się, a nie zrobią wdech.



















Do następnego!

12 komentarze

  1. Wiesz doskonale kobieto jak ja uwielbiam stare bombki.Sama tylko takie posiadam.A różowe drzwi czad, odlot i kosmos;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno nic nie pisałam, ale jestem, czytam! :D Różowe drzwi są czadowe, stare bombki też! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gałązka w vintagowych bombeczkach wygląda wspaniale. Drzwi na różowo OMG!- cudne. Nie spodziewałam się tego, ale ściana fajnie podbija wszystkie kolory, takie hiszpańskie, loftowe boho teraz u ciebie :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, też nie myślałam, że ta siarka zagra z różem, a jednak!

      Usuń
  5. Bardzo pięknie to wszystko wyszło (choć nie wiem, czy słowo "pięknie" to najbardziej adekwatne, ale innego nie znalazłam) i bardzo po Twojemu. No i ten róż. Bomba!

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje mieszkanie coraz lepiej wygląda!

    OdpowiedzUsuń