Trzy trendy, które się u mnie w ogóle nie sprawdziły i uroczy domek w Buenos.


Chyba już mam dość biegania za trendem. Cokolwiek jest 'na czasie', lecz wbrew mojemu wnętrzarskiemu instynktowi, powinno od razu odpadać w przedbiegach. Ale nie, silniejsza jest moja skłonność do ciągłych zmian. Staram się w żadnych kwestiach raczej nie iść za tłumem, bo zawsze wychodzę na tym źle, to jednak szał pał w kwestii urządzania zawsze się jakoś na mnie odbije. 
 
Denerwują mnie głębokie sentencje w stylu: 'industrial odchodzi już w zapomnienie'. Gdyby każdy opierał na nich swój wnętrzarski żywot, łatwo można by się w tym wszystkim pogubić. W naszych mieszkaniach mamy bowiem czuć się po prostu dobrze, a nie że ufff, płyniemy z nurtem. Fakt, że w białych mieszkaniach czujemy się fantastycznie jest okej, choćby cały świat właśnie trąbił, że na ściany wracają kolory. Jeśli nie nasze to klimaty, lepiej zostać przy swoim. Serio.

Nadmierne podążanie za modą może nieźle człowieka wydymać, naprawdę. Nie tylko z czasu i pieniędzy, ale przede wszystkim z własnego stylu. Potem już nie wiesz, czego chcesz, bo po prostu chcesz być zawsze modny. Najlepszy przykład: blogerki modowe. Większość z tych światowych niestety nie odznacza się niczym, poza aktualną tendencją w branży fashion reprezentowaną na własnych plecach. Żywy manekin nie przemawia do mnie at all. 

Osobiście znam swoje gusta i wiem, w którą stronę na pewno nie pójdę, choćby wszyscy uznali moje mieszkanie za przestarzałe w wymowie. Pewnym rzeczom jednak uległam jak Anastasia Grey'owi i w moim przypadku nie były to dobre decyzje. 


CZARNA ŚCIANA TABLICOWA. Któż z nas nie poddał się temu trendowi, bo ja niemal natychmiast. Nawet się nie broniłam, od razu kupiłam dwa baniaczki czarnej mazi (chyba żeby rozprawić się ze swoimi szkolnymi koszmarami). W zamyśle miało być ścienne pisadło, ostatecznie wśród moich znajomych nikt nie korzysta czynnie z tego wynalazku. Po pierwsze dlatego, że kreda przy każdorazowym użyciu niemiłosiernie osypuje się na podłogę, po drugie, wciąż ścierane napisy tworzą tą ścianę zamazaną i szarą. I z czasem ona w ogóle przestaje wyglądać. No i co tam codziennie pisać? 'Kochanie aj lov ju'? 'Kupić podpaski i masło'? Moim skromnym zdaniem, pomysł dobry, ale tylko do knajpy lub pokoju dziecka. 

MOTYWACYJNY PLAKAT. Na szczęście go nie kupiłam, tylko wydrukowałam (chyba na próbę). Są dni, kiedy kartka z motto: 'make every day a great day!' jest naprawdę super, np. w dzień wypłaty, kiedy wiesz, że zaraz zjesz pizzę z kabanosami albo właśnie wziąłeś urlop na żądanie. W każdy inny normalny dzień, kiedy zasuwasz i końca nie widać, kiedy jesz chleb z pasztetem, kiedy widzisz Kasię Tusk na łyżwach w Central Parku, a Ciebie nie stać nawet na łyżwy, wieszanie takiego plakatu jest równie niedorzeczne, jak zawijanie się w prześcieradło po seksie na amerykańskich filmach. 

IM WIĘCEJ ROŚLIN, TYM LEPIEJ. No nie, jednak nie. Fajnie jest oglądać urban jungle w wersji hard na instagramie, czyli dwa krzesła i tryliard kwiatów, rzeczywistość jest jednak bardziej przerażająca. Life's a bitch, jak to mówią. Podlewanie tego wszystkiego, sprawdzanie ziemi, przesadzanie, odżywanie, spryskiwanie, pamiętanie, co kiedy i gdzie ma stać na zimę... Ło matko, jednak nie jestem urodzonym ogrodnikiem. Plus jeszcze jeden minus- rośliny nie cierpią przestawiania. A ja ciągle przestawiam meble. I rośliny też w związku z tym. Moja monstera już spowolniła swój rozkwit, czekam, co będzie dalej, ale na pewno nie kupię już nic z nowych zielonych koleżków.

A na koniec kolorowy domek z Buenos Aires- mieszkałabym choćby na samej werandzie! 




















fot. María Tórtora, źródło: Casa Chaucha

Dajcie znać, co się u Was nie sprawdziło!  
Do następnego :-) 

3 komentarze

  1. Na tablicę się nie porwałam, bo młody miał tablicę na sztalugach i wiem, że kreda syfi. Plakaty motywacyjne też mnie ominęły, miałam tylko jeden mały obrazek z jyska z napisem, ale dżungla u mnie się rozrasta. Mam prywatnego ogrodnika, choć jest jeden duży minus tego stanu. Nie można kwiatów przestawiać, na przykład fikusy zupełnie tego nie tolerują. Domek piękny wyszukałaś,cudo, mniam, mniam:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, stąd po prostu nie mogę za dużo ich mieć- miłość do przestawiania jest silniejsza niż do roślin :-P

      Usuń
  2. Dodam od siebie, że jak sie jeszcze jakieś robale pojawią w roślinach, to już zupełna jest lipa i się odechciewa urban jungle :|

    OdpowiedzUsuń