Życie to nie tragedia, a święta to tylko święta.


Zawsze zastanawia mnie, dlaczego to, co de facto u podstaw ma wpisaną przyjemność, powoduje w nas dokładnie coś odwrotnego. Takie promocje w Lidlu na przykład- zamiast rodzić ogólną radość w społeczeństwie, generują wzajemną agresję (ostatnio stary omal nie zginął pod tipsami, sięgającymi po ostatnią figurkę Star Warsa). Wszystkie sprawy, którymi winniśmy się radować, od razu niosą ze sobą jakąś iskierkę podskórnego wkurwika, który z każdą kolejną minutą niebezpiecznie narasta, by ostatecznie puknąć nas w czoło jak wielka plażowa piłka i jeszcze odbić się ku komuś innemu. 

Tym sposobem rodziny, jak tylko osiągną swą wakacyjną destynację, od razu przestają się do siebie odzywać. Talerz bogaty w spożywcze pyszności kojarzy się z wyrzutami sumienia i misją Chodakowska do wykonania, zamiast cieszyć wyjący do księżyca żołądek. Pierwszego seksu też każdy się boi najbardziej na świecie, tak samo jak każdego zjazdu rodzinnego. Najlepszym przykładem są tu jednak święta. Jakiekolwiek, bo zawsze i przy okazji każdych jest dokładnie to samo. Spięcie i napięcie, widoczne gołym okiem jak zorza polarna pod Rejkiawikiem. Czuć to na drodze, w windzie i na szlaku do piwnicy. Do Wigilii ostatnia prosta, sześć dni, a tu miny jak po kolejnym wzroście cen franka. Nikt się jakoś nie cieszy, kurka wodna. Wydaje się, że społeczeństwo nasze jawi się jako te raczej mocno katolickie, a tu, proszę ja Ciebie, im bliżej godziny 'zero', tym gorzej. Bo i tak na co dzień Polak Polaka nienawidzi, ale przed świętami to tak jakoś bardziej jebitnie.

Jest źle już od windy, przez stoisko z choinkami, po kolejkę w sklepie i korek na drodze. Żony mają pretensje do ociężałych mężów, którzy jeszcze nie włączyli swych motorków w tyłkach, ci z kolei zrzucają ciężkie obowiązki na młodocianych, którzy woleliby pokręcić się ze swoją bandą po dzielni przy okazji tych kilku wolnych dni. Słyszę jedno wielkie gderanie i pięknie szemrzącą rzeczkę świątecznych słów. Głównie tych na: 'ch', 'j' i 'k'. Kasjerka mówi mi: 'Wesołych Świąt', tak przy tym przewracając oczami i wzdychając, że może lepiej, żeby chociaż dobrze wydała mi resztę i nara, więcej nie oczekuję. Kąciki ust opadają nam z każdym grudniowym dniem. 'Czas radości', głosi mi jakiś plakat w galerii, a tuż pod nim dwóch niewyżytych patafianów się ze sobą kłóci, kto komu zajął kolejkę. Zdążyć na czas, postawić dwanaście potraw, pokłócić się ze trzysta razy, ubrać choinkę, ugotować, czyścić, robić, robić, robić, paść. Może jednak wspólnie zrezygnujmy z tego, jak z przestawiania czasu, skoro tak nam to jakoś wyjątkowo nie służy?

A może lubimy robić ze wszystkiego tragedię? Święta- DWA DNI, które buzują w narodzie jak Pluszzz w szklance. Dzielą małżeństwa, rodziny i cały naród. Przepychanki w warzywniaku, bo baby muszą swoje nagotować. Zebrać zapasy jak na wojnę. Tak naprawdę nikt nie ma ochoty na tyranie, sporo osób nie ma w ogóle ochoty na święta. Zdaje się, że nikt nikogo o zdanie nie pyta, tradycja to tradycja, urobić się wręcz należy. Widzę na twarzach jeden wielki wysiłek, taki jak u dziecka, którego próbuje się na siłę nakarmić. I zamiast słać wzmożoną miłość do ludzi, zwyczajnie nie chce mi się na nich patrzeć.

Czy stanie się coś złego, jeśli pobędziemy razem, olejemy sześć z dwunastu dań, pierogi będą kupne, a za to mniej ranigastu w apteczce? Nie sądzę. Jestem pewna, że świat się nie zawali. Najcenniejsze, co możemy dać sobie nawzajem, to czas. Zdaje się, że chyba nikt o tym nie pamięta. Zajęci jesteśmy bowiem szorowaniem kibla i darciem gęby na starego, że znowu nie pomaga. Czy naprawdę znowu musimy odgrywać te same dramatyczne sceny? Znowu walić te same teksty, znowu tytłać się w mące i domestosie naraz, byleby było idealnie? Serio nikt nie sprząta przez cały rok? Chcę spędzić Wigilię w dresie, a ten tydzień poświęcić na czytanie wszystkich zaległych książek. Jutro jeszcze idę po moje zamówione gotowe uszka. Dziękuję, do widzenia. To tylko święta, kur%&*^%$^&*a jego mać.  







Z tego miejsca i na tej ostatniej prostej, chciałabym Wam życzyć spokojnych Świąt. Zróbcie je takimi, jakie chcecie, żeby były. 
Jak się uwalicie po grzańcu całą rodziną na nieodkurzony dywan, naprawdę nic się nie stanie. Przynajmniej będziecie jeszcze na oczy widzieć i dacie radę popatrzeć na gwiazdkę. 

Buziaki, do następnego! 

12 komentarze

  1. Matce Boskiej na Twojej komódce aż ręce opadły od tych Twoich bluźnierstw ;)
    A poważnie to AMEN.

    OdpowiedzUsuń
  2. TAK BARDZO SIĘ ZGADZAM. w moim rodzinnym domu też praktykuje się takie święta na luzie, do wigilii siadam w dresach albo legginsach i obciachowym świątecznym swetrze. obżeram się barszczem z uszkami, rybami i mandarynkami, więcej do szczęścia mi nie potrzeba. śpię do południa, czytam, bawię się z psem, chodzę nad morze. ostatnio koleżanki z pracy oburzyły się, że razem z moim chłopakiem spędzamy całe święta u moich rodziców, zamiast drugiego dnia świąt jechać 200 km. do jego rodziny (w zeszłym roku byliśmy u jego rodziców, także równowaga zachowana). kompletnie tego nie rozumiem. święta to dla mnie czas odpoczynku, totalnego luzu i w życiu nie zdecydowałabym się na kilkugodzinną przejażdżkę nieogrzewanym pociągiem, bo tak wypada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram Twój tok myślenia w całej rozciągłości!

      Usuń
  3. Na szczęście żyję w innym świecie niż opisany :) acz samo ocieranie się o niego bywa niekomfortowe :)

    LOLO

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jakaś wybitna i osłonięta przed polskim nalotem kraina szczęśliwości ;-) Bo ja to obserwuję od Morza aż do Tatr :-P

      Usuń
  4. Łii tam, ja też na luzie. Tradycyjne święta z nosem przy ziemi też przeszłam i nigdy więcej. Gdyby tak jeszcze pozbyć się choinki... Na przygotowanie potrzebuję jednych zakupów i dwóch dni. Jeden dzień na ciasta i pierogi, drugi dzień na ryby, barszcz i sałatkę. Mąż sprząta, a prezenty robimy w grudniu "po drodze".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też przeszłam i to chyba ze sto razy- never!
      Ja tak samo, jedne zakupy. Pięknie się podzieliście, u nas ja ogarnęłam a atary po zakupy, luuz pełny.

      Usuń
  5. ...u mnie nie ma sprzatania swiatecznego- bo o porzadek dbam przez caly rok, regularnie i bez wiekszego wysilku... ,mieszkanie dekoruje- bo to poprostu lubie i sprawia mi duzo radosci♥ potrawy tradycyjne, ale nic na sile- wiec nie musi ich byc 12, ale musza byc smaczne♥ prezenty- staram sie dobierac wg potrzeb, lub zainteresowan- nie ma wiec mowy o kolejnych skarpetkach itp. Kochana moja ulubiona Bloggerko- zycze Tobie i Mezusiowi cukrowych, leniwych i spacerowych swiat, duzo usmiechu i ciepelka♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha to prawda, Lidlowe promocje kiedyś doprowadzą do tragedii (dosłownie). A święta cóż... ludzie dostają szału zakupowego, sprzątania oraz... rewii mody

    OdpowiedzUsuń