Algorytm, co oczy zamyka (i dom ilustratorki z Melbourne).


Social media ostatnimi czasy dają nam mocno w kość. Aplikacje, które z założenia miały być eksperymentalnymi platformami do zapisu codziennego życia, do bycia lekkim, internetowym pamiętniczkiem, do zbierania inspiracji i wymiany kilku spontanicznych myśli, stały się nagle wylęgarnią milionowych interesów, źródłem zarobku, środkiem do życia, wyścigiem w zdobywaniu folołersów i generatorem wielu frustracji, że jednak mój dzień nie jest tak kolorowy jak dzień Chiary Ferragni.

Jessica Mercedes trzy godziny obrabia jedno zdjęcie, bo insta traktuje jak swoje biznesowe portfolio. Skończyły się czasy udostępniania wszystkiego, co popadnie (no chyba że jesteś Jaredem Leto, wtedy jest wszystkim i tak wszystko jedno, co wrzucisz). Foty życiowe nie mogą być prawdziwie 'życiowe', ale mają tak wyglądać. Trend na analogi i tęsknota za naturalnością spowodowały pojawienie się wielu nowych filtrów, dzięki którym możemy szybko wyglądać jak ostatni hipis na ziemi. Nie potrafimy już za bardzo żyć bez szerowania i podglądania. Nie powiem, sama się w to konkretnie wciągnęłam- umiem tylko czytać, pisać i zbierać śmieci, a i tak mogę być w necie gwiazdą, choć moje socjologiczne cztery oczy zawsze będą miały do tego dystans.

Najgorsze jednak nadeszło niedawno, kiedy pomysłodawcy tychże postanowili postawić dalsze kroki i niczym Jarosław Kaczyński wprowadzać zaczęli po cichaczu kolejne zmiany. A nie, sorry, zaćwierkali coś tam na tweeterze, że od teraz będzie inaczej. Przyzwyczajeni jednak jesteśmy do nieustannych modyfikacji, że tam co rusz trochę logo inne czy ikonki po drugiej stronie, także luz. Kiedy jednak insta- feed zaczął wyświetlać się nie po kolei, a nasze statystki zaczęły brzydko wariować, trafił nas jeden wielki insta- szlag.

Ten algorytm, niczym chiński wirus, ma wiele różnych objawów. Oprócz tego, że mocno nastawiony jest na wyciąganie od nas kasy (za wyróżnianie akurat naszych wypocin), to jeszcze solidnie pierze nam mózgi- pokazuje nam bowiem tylko to, co nam się podoba.

Każda nasza aktywność jest niejako rejestrowana, dzięki czemu kolejne zdjęcia podporządkowane są naszemu gustowi. Przykład: jak polubisz gorącego Szweda w majtach, to potem wyświetla Ci się jeszcze setka takich, aż Stary to widzi i stwierdza, że oglądasz tylko gołych wikingów na tym insta (true story). Jak polubisz wnętrze w jakimś stylu, to później masz same takie wśród proponowanych Ci profili. W sumie fajnie, nie?

No trochę niefajnie. Bo to strasznie zamyka nam oczy. Człowiek z natury jest explorerem. Odkrywcą. Nasz mózg ma nieskończone możliwości rozwoju, szukania. Dzięki algorytmom operujemy tylko w jakimś obszarze, przez co nie rozwijamy naszych poznawczych możliwości. Nie czerpiemy dla siebie z czegoś dla nas nowego. Algorytm to schemat, a schemat to sztampa. Wyobrażacie sobie urządzać się według excela? Gdzie wszyscy mamy te same koce o grubym splocie i czarno- białe kubki? Ja też nie. My siedzimy wciąż na tym jednym terenie, a w tym czasie jakiś front-end developer z Instagrama i Facebooka zbiera laury za świetne arkusze css. W ten sposób zaczyna dziś działać coraz więcej portali.

Język nowych mediów jest skomplikowany i jeśli chcemy jakkolwiek trafić do ludzi, musimy nauczyć się nim posługiwać. Z drugiej jednak strony, to tak bardzo nas ogranicza. Ciągły wpływ jednego źródła jest jak klapki na oczy, potem już wszyscy wyglądamy i mieszkamy tak samo, jak z insta- obrazka. Nienaturalne flatlay' e, kubki z szarym swetrem, piwonie na tle Brooklynu i dziwnie wygięte nogi. Jak dobrze, że jest jednak coś poza tym.











źródło zdjęć: The Design Files

Do następnego!

Share:

14 komentarze

  1. Bardzo mądre rozważania o algorytmach! Ja czasami polubię jakiś profil, bo podobają mi się zdjęcia, ale po jakimś czasu odlubiam, bo jasne, zdjęcia są piękne, ale wszystkie na jedno kopyto...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! No właśnie to 'jedno kopyto' to pewnie niestety jakaś wielokrotność jednego polubienia jest :-/

      Usuń
  2. Coś w tym jest... Ja słabo działam na insta, ale czaseml muszę doczytać nazwę użytkownika, bo wszędzie tak samo ha, ha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, niezłe to było :-D
      Moje insta jest przedłużeniem bloga, bo insta samo w sobie mnie aż tak nie kręci.

      Usuń
  3. Wspaniałe mieszkanie, wszystko mi się w nim podoba. Insta słabo ogarniam, muszę zwrócić na to uwagę. Kocyki z grubym splotem i inne takie, bokiem mi wychodzą, ale "dziwne ułożenie stóp" mam i ja w ostatnim poście:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Insta zaczyna mnie już wkurzać, lubię pogrzebać w zdjęciach, pooglądać, poinspirować się, ale rzeczywiście 7/8 zdjęć to kalki innych zdjęć. Banał do bólu.
    A mnie trzeba czegość takiego jak powyżej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też często wkurza, jednak co blog, to blog!

      Usuń
  5. Fantastyczny komentarz, na ogólnoustrojową biegunkę wnętrzarską bez kolorui i wyrazu. No i kto pije kawę na swetrze czy kocu. Nie kupuje tego i przewiduje spadek sprzedaży produktu w najbliższym czasie.
    Pisz, pisz i jeszcze raz pisz bo czyta się z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze wychodzę stąd szczęśliwsza, dzięki tekstowi i obrazkom :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani Paulino,

    po pierwsze, wieloma pomysłami jestem całkowicie oczarowana. :)
    Po drugie, orientuje się Pani gdzie można znaleźć grafiki na "roletach", "rollerach" ( nie wiem jak je otagować :) ) jak na pierwszym zdjeciu albo zdjęciach z abstrakcyjnymi ptakami? Chodzi mi o sam sposób zawieszenia, chociaż grafiki też przyznam że ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wykorzystała np. zwykłe listewki z marketu budowlanego lub miedziane rurki ;-) Gotowych tego typu zawieszeń niestety nie widziałam.
      pozdrawiam!

      Usuń