Cztery stare trendy, którym możesz dać dziś drugą szansę.


I co z tych najnowocześniejszych brzmień, co z tak pięknie wyczyszczonych z wdechów i wydechów elektronicznych kompilacji, co z tej całonocnej roboty Pharrella Williamsa nad nowym Justinem, kiedy my i tak dzisiaj słuchamy Spicetek i znowu chcemy nosić sneakersy na platformach. Niektóre wymysły popkultury, choćby nie wiem, jak bardzo wsiowe były, wdarły się w nasze serca na wieki i za nic nie damy sobie tego odebrać.

Współcześni twórcy coś tam bredzą o minimalistycznych nowościach, a ludność i tak tęskni za swoimi pokojami z lat 90- tych, za plakatami Backstreetów na ścianach i za swoim regałem w miliardzie naklejek, który doprowadzał wszystkie matki do szału. Było coś w tym takiego, że się siedziało godzinami w tym pokoju z kumpelami i było miło. Nikogo nie dręczył ten psychiczny nalot scandi, każdy miał swoje królestwo, do którego żadna ojcowska ręka prawa nie miała. Nie powiem, trochę współczuję tym dzisiejszym dzieciakom, co to im rodzice zgodnie z pinterestem pokoje urządzają, żeby i na insta pasowały, i do gazetowych sesji. Że niby z designem od małego zapoznają i 'uczą dobrego smaku', żeby im przypadkiem latorośle na wieśniaków nie porosły. Ale każdy dzieciak musi przejść swoją fazę, choćby najgorszym się szajsem zainspirował. Bo wena z dziecięcego świata nijak się ma do weny starych. Remember dat.

Cieszę się, że mój młodociany pokój, zrobiony z komórki przy kuchni, odstawał od reszty naszego mieszkania. Był mój i zajebiście czytało mi się w nim cztery razy w miesiącu 'Dzieci z Dworca Zoo' i wszystkie pozycje Małgorzaty Musierowicz. Płakałam w nim przy Hansonach, robiłam domowe mini- szklarnie z robakami, zbierałam dezodoranty Impuls i marzyłam o Nicku Carterze. Było mega.

Chyba trochę rozumiem, dlaczego współcześni trzydziestolatkowie (czytaj: ja), stalkują Victorię Beckham, żeby jednak dała się przekonać i żeby powrót Spice Girls na scenę w końcu się ziścił. Tęsknimy za latami 90- tymi, za kolorem, beztroską, szalonym kiczem i za tym, jak bardzo w dupie mieliśmy dizjan. 

A było trochę takich gagatków, na samo wspomnienie których włos niejednemu jeży się na głowie. Ale, ale! Nie po to dzisiaj wymyśliliśmy eklektyzm, żeby nie móc ich w magiczny sposób przywrócić. Przynajmniej niektórych. 

1. KORALIKI. 


Wystarczyło wprowadzić szał na boho i proszę- bambusowe ustrojstwa, które namiętnie wieszaliśmy w drzwiach do kuchni i salonu, powróciły. I to z hukiem. Na etsy (zdjęcia powyżej) aż roi się od handmade' owych arcydzieł, malowanych, nawlekanych i z czego tylko. Na instagramie już zaczyna brakować drzwi do sypialni, zamiast których dumnie teraz zwisają drewniane albo szklane kulki, które doprowadzały do szału każdego, kto spieszył się po kanapkę z mortadelą. A dziś, voila, esencja królestwa bohemian. 

2. KOSMICZNE LAMPKI.



Lampka 'ufo' albo lampka 'lawa'- kto o nich nie marzył, niech pierwszy rzuci kamieniem. Lawa była moim wnętrzarskim marzeniem, którego mój chytry ojciec za nic nie chciał zrealizować, uparcie twierdząc, że to wiocha. A w obi kosztowała tylko trzy dyszki i za każdym razem, gdy ją mijałam, wzbudzałam w sobie miłosne mdłości, wodząc wzrokiem za dziwnymi plamami do-dziś-nie-wiem-czego w środku. A, no i jeszcze lampka z bryły himalajskiej soli, którą niegdyś na rynku sprzedawały panie o rosyjskim rodowodzie, a z której Urban Outfitters robi właśnie swój hit sprzedaży do boho sypialni. Podobno działa oczyszczająco na powietrze. Także tak, dziś jest czas powrotu kosmicznego oświetlenia. 

3. BALDACHIMY.



Znowu coś dla boho- maniaków. Nie było nocy, żebym nie kombinowała, jak tu zarzucić firankę do góry, żeby nie spadła mi na twarz, symulując napad i jeszcze żeby nie zasłoniła moich fluorescencyjnych gwiazdek, którymi ojciec mnie uraczył zamiast lawy. Baldachim! Marzenie jak z katalogów niemieckiego bon- prixu. Taka dekoracja dla romantycznej księżniczki, która dzisiaj zalewa social media i parentingowe blogi. Znowu chcemy mieć bladachim i marzyć o Dawsonie Leerym, wspinającym się tuż za nim na nasz parapet. 

4. FIGURKI Z BAJEK I FILMÓW. 




W dzisiejszych wnętrzach chodzi o personalizację. Za dużo już katalogowego wzornictwa. Mieszkanie ma pokazywać nas, być unikalne i skrojone wyłącznie na nasze potrzeby. Kolekcja Lego w biznesowej przestrzeni dzisiaj już nikogo nie dziwi, bowiem szef jest fanem i koniec. Kolekcjonerskie figurki Star Warsów, kilkaset metalowych resoraków z dzieciństwa albo ogromna Myszka Mickey w jadalni też nie. Dzisiaj śmiało możemy ustawić nawet Power Rangers na parapecie. Duże dzieci? Być może, choć ja zawsze będę forsować pielęgnowanie wewnętrznego łobuza. God save our young blood!


***

Jestem ciekawa, czy widzielibyście któreś z tych rzeczy na swoim 
kwadracie :-) 
A może tęsknicie za czymś innym? Albo właśnie w ogóle absolutnie za niczym, heh.
Dajcie znać!

Do następnego :-)

Share:

10 komentarze

  1. Dla mnie akurat lata 90 to swoisty koszmarek, choć ja już wówczas daleko odchodziłam w stronę, której nadal jestem wielką fanką czyli do eklektyzmu. Koraliki w drzwiach pamiętam z dziecińswa czyli jakieś 10 lat wcześniej i przyznam, że podziwiałam dobry gust mojej mamy, a jednocześnie dostawałam cholery idąc po rzeczoną kanapkę ;-)

    Personalizacja tak, ale wciąż mam wrażnie oglądając blogi, insta czy fb, że te wszystkie wnętrza to cały czas jedno i to samo wnętrze tylko trochę poprzestawiane. Wszędzie te same dekoracje, kolory, przedmioty, podobne meble i stylizacje (i nie mówię tylko o rodzimych aranżach). Trochę tak, jakby ci ludzie nie potrzebowali się wyróżnić, być sobą. Nie mieli odwagi albo pomysłu.

    Mam tylko nadzieję, że to taka faza jak u dzieci, że musza mieć pokój, piórnik, sukienkę czy spodnie takie same jak koleżanka czy kolega.
    Z czasem to mija.

    Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolą bardziej w modę i w insta- trendy niż w siebie, co mnie smuci.
      Ale jak im to ma minąć, jak to czasem stare baby są! :-D
      #toolate
      pozdrawiam! :-)

      Usuń
  2. Jeśli o mnie chodzi, to nie Spajsetki tylko George Michael, Limahl, Jackson. Fryzurę chciałam mieć jak Joe Tempest z Europe. Nosiłam szelki do jeansów i nabijałam ćwiekami, co się dało. Wracając do twoich propozycji to żadnej bym nie odmówiła. Lampka solna jest też na mojej liście chciejstwa, jak będzie okazja, to przygarnę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, ja też chcę tą lampkę jak diabli.
      A Jackson foreva <3

      Usuń
  3. tylko baldachim ... ach być księżniczką na ziarnku grochu !

    OdpowiedzUsuń
  4. Biere wszystko prócz figurek ;) miałam taką lampę ze świecącymi włosami - robiła odpowiedni klimat w pokoju ;) gdzieś chyba jeszcze jest u rodziców w piwnicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta lampka to był naprawdę mega szał!

      Usuń
  5. U mnie zamiast takiej lampki był podświetlany globus. To dopiero robiło klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo TAK! Ten globus to moje marzenie!

      Usuń