Jak zmniejszyć zużycie folii w czterech prostych krokach.


Minęło już trochę czasu, od kiedy napisałam post o świadomym konsumowaniu. Na moim osiedlu i w najbliższej okolicy poprawy nie zauważyłam, co może świadczyć albo o tym, że jednak nikt mnie nie czyta, albo o tym, że społeczeństwo dalej głównie pragnie mieć, kupić, zdobyć, niźli myśleć. 

Pytanie, które zadaje sobie każda zakupoholiczka na odwyku: DO I NEED THIS?? Proste, skuteczne, a jakże jednocześnie trudne w wykonaniu. Czyhające na każdym kroku pokusy przybierają dziś postać wszystkiego tego, co widzimy na instagramowych obrazkach i natychmiast pragniemy mieć to samo. A to 'natychmiast' staje się dziś jeszcze szybsze niż kiedykolwiek- tylko jedno kliknięcie dzieli nas od posiadania (no, jeszcze pełne konto).

Ostatnimi czasy bawią i jednocześnie wkurzają mnie insta- osoby, które zapadły na modę na weganizm, gdyż 'kochają zwierzęta', z drugiej zaś strony wciąż są chodzącą reklamą wszystkich możliwych sklepów na świecie, kupują zafoliowane truskawki zimą, mają garderoby wielkości mojego mieszkania i głównie kupują online. Uwierzcie mi, Wy weganki od siedmiu boleści, że to wszystko niszczy faunę sto razy bardziej, niż gdybyście pożarły tego jednego kurczaka. 

Bo to wszystko generuje folię. Worek foliowy jest dziś metaforą uduszonego żółwia i synonimem współczesnych czasów. Foliówki walają się wszędzie, wszę-dzie, to prawdziwa zmora. Sama bardzo walczę z folią, choć oczywiście nie wszystko da się zawinąć w bawełnianą ścierkę i niekoniecznie uda nam się ubierać tylko na bazarku, ale o zero waste bez fanatyzmu to już najlepiej opowiedziała RYFKA

Zauważyłam, że bardzo dużo folii zużywałam zupełnie bez sensu. Pytania przemiłych ekspedientek: 'siateczkę?' zawsze kwitowałam potwierdzającym skinieniem. Kupowałam dwa jabłka w woreczku, by ten po dziesięciu minutach już wylądował w koszu. Koperty, reklamówki z ubraniowych zakupów też w nim lądowały. Ba, brałam nawet foliową siatkę, kupując jeansy w szmateksie. Ale ukróciłam ten krwawy dla planety proces i wprowadziłam trochę zmian. I tylko materiałowej torby na zakupy nie ujęłam w moim zestawieniu- uznaję śmiało, że to już norma w każdym domu.

WARZYWA WAŻONE LUZEM



Jakiż to jest odruch bezwarunkowy- przy każdej wadze wisi rolka woreczków, które beznamiętnie każdy odrywa, by włożyć tam jednego banana. Skończyłam z tym jakiś czas temu, wpadłam bowiem na genialny pomysł, że przecież mogę nakleić naklejkę z kodem bezpośrednio na produkt. Oczywiście ideałem byłoby kupowanie warzyw i owoców wyłącznie na jakimś ryneczku, który nie generuje naklejek, ale w dużych miastach nie jest z tym tak lekko- ja np. do najbliższego rynku mam jakieś 20 kilometrów, więc nie zawsze to się udaje. Tyle osób jednak zaopatruje się w marketach- nie rwijcie tych worków, przecież i tak to wszystko potem myjemy. 

KUPOWANIE NA WAGĘ, CZYLI JEDEN WOREK ZAMIAST WIELU


Jak skrzętnie dokumentuję na moim instagramie, praktycznie co rano rozpoczynam dzień od owsianki. Nie wyobrażam sobie jednak jedzenia tej papki o smaku papieru bez jakichś dodatków, takich jak daktyle czy suszona żurawina. O ile jeszcze do niedawna kupowałam małą torebkę tych przekąsek kilka razy w tygodniu, o tyle dziś kupuję je na wagę, biorąc po prostu jeden duży worek, który starcza mi praktycznie na cały miesiąc. Bo nie zawsze jesteśmy w stanie wyeliminować worki totalnie (kiszone ogórki, kapusta), tu chodzi o ograniczanie zużycia tam, gdzie śmiało można to zrobić. 

WORKI NA ŚMIECI, CZYLI PONOWNE UŻYCIE FOLII



Pamiętam, jak w podstawówce nosiłam pełny kubeł śmieci, który za każdym razem po opróżnieniu trzeba było myć. Choć nie było wtedy segregacji, to i nie było też folii- każdy kontener przypominał osiedlowy kompostownik obsadzony wronami. Z czasem jednak nadejszła ta próżna wygoda- worki z rączkami! No lux, panie. Osobiście nie pamiętam już, kiedy ostatnio kupiłam zwyczajne worki na śmieci- zamiast nich używam reklamówek, a nawet kopert bąbelkowych (tych w dużych rozmiarach). Zdarza mi się zamówić coś online, jak każdemu z nas, ale nigdy nie wyrzucam tego, w co rzeczy są pakowane. Kartony nadają się do przechowywania czegoś w piwnicy (buty, jakieś rzeczy rowerowe itp.), a wszystkie siatki czy przezroczyste worki służą mi jako worki na śmieci właśnie. 

PIECZYWO


Wygodnickie łapki nie potrafią już dziś samodzielnie kroić chleba, musi to zrobić pani w piekarni na maszynce. A potem zawija ten ciepły bochenek w folijkę i oto mamy zaparzonego gluta, a nie chleb. Chleb krojony i w folii to zmora dzisiejszych supermarketów, na którą sama jeszcze czasem daję się złapać, bowiem mieszkam na takim zadupiu, gdzie nawet normalnej piekarni nie ma. Niemniej jednak znalazłam sposób taki: przestałam w ogóle jeść tyle chleba. Najczęściej sięgam po pieczywo chrupkie typu wasa (pakowane w papierowe paczki), kupuję chleb w całości i wkładam do bawełnianej torby albo piekę coś sama, czym można śmiało zastąpić pieczywo (jak ten pasztet powyżej, który dziś upiekłam wedle przepisu z Jadłonomii). Jeszcze nie jestem na etapie pieczenia domowego chleba, tak jak na etapie kompostujących dżdżownic, ale kto wie!


***

A jak to jest z tymi foliówkami w Waszych domach?

Do następnego!

Share:

19 komentarze

  1. Robię dokładnie tak samo jak ty. Jeśli kupuję torby foliowe podczas zakupów lądują w kuble jako wyściółka (jako, że segreguję śmieci i bardzo tego przestrzegam) szybko takie reklamóweczki kończą żywot w domu.
    Podobnie z owocami czy warzywami, które kupuję na wagę. Metki przyklejam bezpośrenio na produkt.
    No niestety często kupuję warzywa w foliach, plastikowych foremkach dodatkowo ofoliowanych, a i pieczywo też w torebkach. Przestałam kupować wodę w petach, a używam filtrów do wody z kranu. Nie widzę jakiejś mega różnicy da się to pić. Czasem kupie jakąś minerarłkę.
    Jak widzę śmieci foliowych gromadzę najwięcej. W co lepszych sieciówkach wędliny pakowane są w papier, ale mięso już w folie... Wszędzie, szeleszczące, cholerne torebunie....
    Naprawdę przerażające. I nawet fakt, że jak zrobię jakiś mikroułamek porządku na tym świecie nie daje mi poczucia spokoju :(
    Faktem jest.. że trzeba o tym dużo i głośno mówić.

    Dzięki za ten post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na niektóre to nie ma rady niestety, taki szpinak na przykład, sałata, borówka są często na plastikowych tackach. W ogóle o plastiku można by cały osobny post napisać- to dopiero jest zmora!

      Usuń
  2. A ja polecam Ci upiec chleb, to jest banalnie proste i przede wszystkim smaczniejsze od jakiegokolwiek sklepowego :) Od kilku miesięcy sama piekę, ba, nawet sama wyhodowałam zakwas, a jak mi się to udaje to myślę że każdemu się uda ;) a poza tym staram się zawsze mieć przy sobie ekotorbę i ograniczam się bardzo z woreczkami przy zakupach na wagę. No i zbieram się do uszycia woreczków materiałowych z resztek które zostały mi po skróceniu zasłon, choć to pewnie jeszcze potrwa. Najwięcej śmieci jednak zaczęliśmy produkować gdy pojawiło się u nas dziecko, na szczęście szybko zaopatrzyłam się w pieluchy wielorazowe i w ciągu dnia używamy głównie takich, dzięki czemu z siatki zużytych pampersów zeszliśmy do jednego dziennie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę spróbować tego chleba.
      Wow, wielorazowe pieluchy- no szacun! W tym temacie nie mam doświadczenia, ale jest to na pewno wyzwanie i więcej 'pracy', także super, że tak postanowiłaś!

      Usuń
  3. Podpisuję się obiema rękoma😊 choć prawdziwą zmorą sa opakowania ze styropianu. Nic się z tym nie da zrobić, także zamawianie na wynos to też punkt do listy. Nie robić tego albo szukać dostawców, którzy nie używają opakowań styropianowych. Z tych wiekszych, po telewizorze czy lodówce mozna zrobić domek na zimę dla jeża czy dzikiego kota. Ale tez lepiej unikać.
    Ps. Pamietam jak w latach 90. jako jedna z niewielu chodzilam z torbą bawelniana po zakupy. Przywiezione z Niemiec przez moją mamę byly dla mnie wtedy powodem do lekkiego wstydu, wszyscy wtedy zasuwali z pieknymi plastikowymi reklamowkami w kolorze😉 a tu proszę, jak się wszystko zmienia😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Styropian i plastik to kolejne koszmarki.
      Noo, wracamy do starych rozwiązań- lepsze jest wrogiem dobrego.
      pozdrowienia :-)

      Usuń
  4. Przeniosłam się w lata 80, kosz na śmieci wyścielony był zawsze wczorajszą gazetą... Od paru lat nie biorę żadnych reklamówek ze sklepów. Czasami jak patrzę na ludzi co w centrum handlowym na każdym palcu noszą torbę z logo sklepu budzi się we mne złość. Byle co kupia, śmierdzi chińszczyzną ale szał na ulicy jest. Takie amerykanskie to. Ja zabieram płócienną siatkę i czuję się z tym najlepiej. Pomysł na oklejanie owoców kupuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja mam kompletnego fiola na punkcie segregacji smieci- stosuje zasade, ze takze wszystkie torby reklamowe sa ponownie wykorzystywane...u nas jest obowiazek podzialu odpadow na:BIO, PAPIER, SZKLO, RESZTA I TWORZYWA SZTUCZNE- DO WOROW I RAZ W MIESIACU SA WYSTAWIANE PRZED DOM I ODBIERANE...sa tez pojemniki na mala elektronike i AGD no i w razie potrzeby zglasza sie termin na tzw. WYSTAWKE...-
    czyli wszelkie wiekszych gabarytow graty i sprzety, oraz jest tez wyznaczany termin na odbior odpadow tzw. GIFT czyli doslownie trucizna...tzn. wszystkie kleje, resztki farb itd. -sprawdza sie to doskonale i kazdy w miare konsekwentnie sie trzyma tej zasady...moj fiol jest tak maksymalny, ze wyrywam folijki od zuzytych kopert...,o tym juz Ci kiedys pisalam♥ mam takie parcie na sortowanie, bo mysle ze praktyczne dzialanie najlepiej utrwala sie w glowie i mentalnosci mojej 13 letniej corki...- trzeba zaczac od siebie i dawac przyklad innym...to choc troszke uspokaja moje sumienie, rozwiazaniem idealnym - tutaj w Niemczech jest zwrot butelek PET i puszek po napojach...kaucja przy zakupie to 0,25€ wiec kazdy ochoczo zbiera je i oddaje do automatu by odzyskac swoje pieniadze♥ i oczywiscie nie ma problemu puszek czy innych plaskikowych flaszek walajacych sie wszydzie po ulicach...sciskam bratniego ekoludka♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też jest podobna segregacja- mam osobny duży kubeł na papier (tam oczywiście nie stosuję foliowych reklamówek, tylko wrzucam prosto do kubła suchy papier, kartony czy gazety), a szkło zbieram w osobnym kartonie, wynoszę do pojemnika na szkło i z nim wracam :-) U nas te wystawki są już coraz bardziej popularne i nawet regularnie je organizujemy, więc całkiem spoko. Ale z tym zwrotem za butelki to jest sztos! Świetny pomysł, nie dziwię się, że aż chce się je zbierać :-D
      Ściskam również!

      Usuń
    2. poprostu po wypiciu napoju laduja w niebieskiej torbie od Szweda zamiast w smietniku i przy najblizszej okazji zakupow sa zabierane, oddawane do automatu i rozliczane w rachunku za zakupy na podstawie wydruku z automatu, bierzesz kolejne napoje dolicza sie kaucje i tak w kolko...- wiec poprostu zeby odzyskac swoja kaucje musisz je zaniesc do sklepu- dodam, ze wszystkie sklepy i stacje benzynowe maja takie machiny, nie ma znaczenia skad pochodzi PET czy PUSZKA...wiec zbieraja je wszyscy w swoich gospodarstwach domowych...♥♥♥

      Usuń
  6. ja równiez staram się nie brać jednorazówek ze sklepów, wszystko wrzucam do eko torby, z workami na śmieci to jest kłopot - niesegregowalne mam w worku, czasami jakiejś foliówce z odzysku, a papier, oraz plastik z metalem mam w wiaderku bez worka, podobnie szkło i gdy opróżniam pojemniki wrzucam wszystko do jednej większej reklamówki i segreguję już na dworze przy śmietnikach... nie używam folii spożywczej, Ale zero waste przy dwójce dzieci to trudna sprawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to prawda, na pewno jest w tym dużo więcej zachodu i pracy. Ale robisz już coś, to się też liczy.
      pozdrowienia!

      Usuń
  7. Zero waste, to mój konik, też walczę z plastikiem i metody mam podobne. Rodzina papierowi na rolki powiedziała nie, więc doskonale być nie może. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam przerażający widok sprzed kilku lat, kiedy jadąc przez Maroko wszędzie powiewały na wietrze czarne reklamówki. Nie wiem, jak jest teraz, ale te kilka lat temu, kiedy tam byłam Marokańczycy zachwycali się plastikiem i jakby mogli, to każdego daktyla osobno by do woreczka pakowali! Ja na szczęście targ mam dwa kroki od domu. Sprzedawcy już mnie znają i nie pakują warzyw w woreczki. Podobnie jak Ty wszelkie opakowania i foliówki staram się użyć ponownie. Masz rację - nie wszystko się da wykluczyć, ale można się chociaż trochę postarać ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama sobie zazdroszczę ;) jest super! w sezonie rolnicy przyjeżdżają w dni targowe i pomidory pachną słońcem, a nie plastikiem ;) mmmm...

      Usuń