Kaszanka, czyli sukcesy życiowe.


Jak poszłam do pierwszej pracy, to miałam okropną potrzebę sukcesu. Podyktowane to było chyba serialami, które wówczas mogłam oglądać albo może rodzice mnie za mało chwalili, w sumie nie wiem, w każdym bądź razie czułam się młodym, ambitnym rekinem na szerokim oceanie kariery, a świat stał przede mną otworem niczym ja przed ginekologiem.

Najgorzej, że moją pierwszą pracą była posada w urzędzie miejskim. Bardzo wtedy chciałam, żeby petenci po wyjściu z budynku pomyśleli o mnie, że to zła kobieta była. Chciałam kazać im czekać, aż skończę kanapkę i wyganiać do koleżanki z pokoju obok. Chciałam ubrać najbardziej stukające obcasy i czuć na sobie respekt wszystkich oczekujących mojej pieczątki. Bo w małym mieście taka posada to jest, Panie, coś! To jest coś, na co mówią: 'Uuu'. Patrzą ukradkiem i marzą, że im coś może załatwisz szybciej, jakieś pozwolonko czy coś. Idę se środkiem rynku i bójcie się mnie, łajdaki. Ostatecznie jednak, nie wytrzymując ogromu biurokracji, zwolniłam się sama i Stary mnie porwał do Gdańska.

W dużym mieście me ambitne plany z roku na rok malały, zwykle wprost proporcjonalnie do wzrostu rozmiarów ego każdego mojego kolejnego kierownika. Zaczęłam się zastanawiać, na huk mi te dwa dyplomy i, tłuczony od podstawówki, zaawansowany angielski. Z jednej strony mi się odechciało, a z drugiej strony szukałam jakiejś metody, jakiegoś nieznanego mi jeszcze obszaru, gdzie mogłabym poczuć życiowe spełnienie, zawodową satysfakcję i dotknąć tej wisienki z upragnionego, zwycięskiego tortu.

I oto stoję u szczytu. U szczytu złomowiska, dzierżąc trzy zardzewiałe puszki. Najgorzej, że jestem z siebie zajebiście zadowolona. Nawet bardziej, niż kiedy nie podstemplowałam komuś papierów w urzędzie. Taki łup i jeszcze jaki kontent na bloga. Shit, THIS IS IT.

I wtem przypomniały mi się słowa asystentki menadżera Spice Girls z filmu 'Spice World', która miała dyplom z polityki, ekonomii i filozofii, lecz jej pracą było pilnowanie, żeby Mel C miała na nogach właściwe Air Maxy. Cholera, mój zawodowy sukces to po prostu kaszanka.


 







Do następnego ;-)

Share:

10 komentarze

  1. Możesz robić nie wiadomo co, a Twoje dyplomy będzie widać, słychać i czuć😉 Puszki świetne, jadalnia też - stolik jaki pamiętam z barów wszelakich w latach siedemdziesiątych osiemdziesiątych
    🍻 Pzdr Iwona z Wawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iwona, to najlepszy komplement, jak o sobie słyszałam.
      <3

      Usuń
  2. wszystko jest wzgledne...nawet kariera♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe puszki, zazdraszczam. Gdzie to złomowisko się mieści? Jeśli kierunki wykształcenia cię interesowały, nic nie poszło na marne. Kariera zawodowa nie każdemu pasuje, a inteligencja bije od ciebie na kilometr:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś poszłam na rozmowę kwalifikacyjną i zapytano mnie jaki jest mój największy sukces, bez mrugnięcia okiem odparłam: "żyje tak jak lubię, robię to co chcę". Pani prowadząca rekrutację zamilkła na dłużej jakby zaskoczona moją odpowiedzią, po czym spojrzała na mnie i z powagą powiedziała: "tak, i to jest właśnie prawdziwy sukces!". Być być może z Tobą jest dokładnie tak samo... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio mój czterolatek spytał, 'co się robi po przedszkolu. Idzie się do szkoły?' i tu zaczęła się nasza rozmowa o ścieżce kariery naukowej i po co to wszystko. Na koniec powiedziałam mu, że nie kazdy pracuje zgodnie z wykształceniem - z różnych powodów - na przykład tak, jak mamusia (obecie bez pracy;)). Na co syn stwierdził: 'ale za to masz fajną pracę w domu':) no tak.

    OdpowiedzUsuń