Starcie w art'cie.


A w podtytule: okładka, która podzieliła naród. Abstrahując jednak od tego, czy jest krzywa, prosta, radziecka, polska, pogrzebowa, high fashion czy low fashion, rozgorzała wokół niej niezła dyskusja, a więc można śmiało powiedzieć, że pierwsza i historyczna okładka Vogue Polska jest sztuką- zmusiła nas bowiem do myślenia i szukania miliona jej znaczeń. Nie zmieniło to jednak faktu, że ona się po prostu nie podoba. 

Czytałam komentarze i nawet sama dałam się trochę wciągnąć w dyskusję na jej temat. Szczerze? Nie widzę wokół niej jakiegoś specjalnego hejtu, choć wypowiedzi jest naprawdę mnóstwo. Bo rozgraniczmy to wreszcie- hejt i normalna, kulturalna opinia, poparta fajnym uzasadnieniem, są czymś przecież zupełnie różnym. Naturalnym zjawiskiem jest fakt, że coś nam się po prostu, zwyczajnie nie podoba. I ta okładka nie trafiła w estetykę większości. W moją niestety też nie trafiła, choć kolekcjonuję tytuły z całego świata. Jest to zdjęcie, do którego trzeba mieć ogromny dystans i nie brać go zbyt poważnie. Jest artystyczne w wyrazie. Ale Vogue to jeden z najbardziej komercyjnych modowych tytułów na świecie. Połowa numeru to reklamy. To biblia mody, święto fashionistów, dlatego ja oczekiwałam czegoś TAKIEGO, TAKIEGO albo TAKIEGO. A tu trochę klops ze smogowym sosem.  

Jeszcze bardziej abstrahując, tym razem całkiem od Wołga, w mojej głowie rozgorzała szersza dyskusja. I to już dawno rozgorzała, bo podczas zeszłorocznej Nocy Muzeów, kiedy to wraz z grupką ludzi wpatrywaliśmy się z niesmakiem w nieco obsceniczną instalację, zupełnie nie rozumiejąc jej sensu i znaczenia. Skromne wyrażenie na głos, że 'nie potrafię odnaleźć w tym żadnej myśli przewodniej', spotkało się jednak z niemiłym odzewem w postaci krzywych spojrzeń i ripost, że to przecież 'uznany światowy artysta jest'. Zastanawiałam się wtedy, uznany właściwie przez kogo, skoro każdy z nas ma przecież inną estetykę i do mnie to może zupełnie nie przemawiać. Simple as that. To mnie z kolei dalej popchnęło do zadania światu zatrważającego pytania, czy uznany człowiek nie może po prostu raz na jakiś czas zaliczyć zwyczajnej wtopy. 

Reżyser, projektant, fotograf, architekt, stylista- obojętnie. Światowej sławy ktoś, kto wypłodził artefakt niezrozumiany przez nikogo. Bo dla artysty najważniejsze jest trafienie do świadomości odbiorcy. Nieznany nikomu twórca może zostać szybko zmieszany z błotem, ale komuś o popularnym nazwisku zrobić już tego nie wypada- czy jemu to się już po prostu nie przytrafia? Czy bardziej to nam już nie wypada skromnie stwierdzić, że to jakoś chyba nie jest fajne. Niezrozumiana przez odbiorców koncepcja czy zwykła wtopa- oto jest pytanie za milion, jeno telefonu do przyjaciela brak.

Rozprawiałam się już kiedyś z wielkim designem i z lampami o wyglądzie zużytego durexa, więc albo to jednak ciągle we mnie siedzi, albo z natury jestem skończoną ignorantką. Niemniej jednak boli mnie trochę fakt, że 70% wypowiedzi o rozczarowaniu na temat wyglądu okładki spotyka się jedynie z pobłażliwymi uśmiechami od ludzi z tak zwanej branży. Bo przecież co my tam się znamy na sztuce. 








Do następnego!

Share:

12 komentarze

  1. Ciekawy post. Na Vogue się bardzo zawiodłam, chyba jedna sesja mi się spodobała i to wszystko :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-)
      Ja sięgnęłam tylko po pierwszy numer, żeby mieć na pamiątkę. Z magazynów tego typu w PL to już wolę np. KMaga.

      Usuń
  2. Chyba się szarpnę by ócz mój zatopić w tym arcydziele. Też słyszałam, że na 360 stron 300 to reklamy... i czytania mało.... to może w kiblu obejrzę.
    Ale w sumie okładka to mi się podoba. Taka polska jakaś....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to w Wołgu- zawsze mnóstwo reklam, nie jestem pewna tylko, czy my jesteśmy gotowi płacić 17 zł za taką ich ilość :-))

      Usuń
  3. To ja bym zaczęła tak, jak Ty - czyli w tym miejscu patrz akapit pierwszy Autorki - a dalej krótko i zwięźle: tyłka nie urywa (co by mi nikt wulgarności ni e zarzucał ;)). Zresztą z całością Twojego wpisu się zgadzam ;) bo co? Że sławny fotograf, to już wszystko musi być super?! Maluczcy się nie znają? W całej tej koncepcji to mi się ten krzywy Pałac podoba najbardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam z ciekawością. Być może dlatego, że się zgadzam w 100%. Niby rozumiem wizję artystyczną i symbolikę, ale od czasopism takich jak Vogue oczekuje przyjemnych i kolorowych zdjęć. Taką Warszawę to ja mam na co dzień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Dokładnie, mam to samo zdanie.
      Nie oczekiwałam, że będą kwiatki na wiosnę (groundbreaking), ale czemu zaraz takie skrajności :-D

      Usuń
  5. Nie kupiłam, ale jak widzę, to okładka mi się podoba. Ma klimat. Może skuszę się na następny numer:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam pierwszy, bo historyczny, ale na drugi się już raczej nie skuszę ;-)

      Usuń
    2. Może być, że za 50 lat będzie wart fortunę.

      Usuń
    3. No z PKiN-em w tle, bankowo!

      Usuń