Trzy wnętrzarskie ryzyka, które warto podjąć (idąc śladami blogerek).


Zdolniachy te nasze 'wnętrzarskie dziewczyny', oto prawdziwe źródło inspiracji! Eksperymentują, kombinują i jeszcze się tym (głównie za darmo) z narodem dzielą. Powiem Wam, że choć większość pomysłów na dom mam we własnej głowie, to one i tak zawsze mnie jeszcze do roboty zagrzeją. 

Podejmowanie wnętrzarskiego ryzyka jest sprawą nieco skomplikowaną. Bo o ile możesz włożyć różowy sweter, a następnie stwierdzić, że go jednak nienawidzisz i natychmiast go zdjąć, tak pomalowanie całego livingu w ten kolor może być mocno ryzykanckie. Szczególnie jeśli postanawiasz jednak wrócić do bieli, a już przekroczyłeś budżet.

I dlatego podejmowanie wnętrzarskiego ryzyka może być czasem samobójcze, ale wcale być takie nie musi. Bo są one- kobitki, które je podjęły i pokazały, że efekt naprawdę może być czadowy i że my już o ryzyku nie myślimy jak o brawurowej jeździe bez trzymanki- im wyszło, to przecież i mi wyjdzie. A co! 

1. NIE BÓJ SIĘ CZERNI WE WNĘTRZU



Panuje przekonanie, że czerń optycznie pomniejsza. O ile czarne spodnie z pewnością zmniejszają nam tyłki, tak czarna ściana w kuchni zupełnie jej powierzchniowo nie redukuje. Wręcz przeciwnie! Czerń dodaje niesamowitej głębi i dzięki niej nawet bardzo niewielkie pomieszczenie może wydać się o wiele obszerniejsze. Sandra jest wnętrzarską królową czerni, a jej czarna kuchnia należy do grona moich ulubionych. I to nie tylko moich. Wciąż czytam u niej w komentarzach, że czarne wnętrze to ogromna odwaga, która jednocześnie zachwyca i konsternuje- czy to aby nie jest depresyjne, ciemne i małe wnętrze? Otóż nie, moi Drodzy, jest super przytulne i klimatyczne.

2. NIESZABLONOWO TAM, GDZIE ZWYKLE JEST SZABLONOWO. 



Mowa o łazience. Miejsce z założenia praktyczne, pozbawione zwykle jakichś większych detali i dekoracji, bo wiadomo, robisz, co masz zrobić i wypadasz. Ma być higienicznie, bla bla bla i takie tam. A to wszystko oznacza, że jest to zazwyczaj najnudniejsze pomieszczenie w domu. No bo co tam robić? Jak jeszcze masz okno, to chociaż kwiatka wstawisz. Generalny remont dla kilku kropelek nowego koloru? Kupa pyłu, gruzu i hydraulików z pękniętymi plecami. No i kupa nerwów. A Patrycja znalazła na swoją łazienkę tak nieszablonowy patent, że opadły mi dresy. Wciąż wracam do tego wpisu, bo zasłonka na wannie to jest jakiś majstersztyk. Jakże nieszablonowy i ryzykowny wynalazek, który wypalił jak dubeltówka mojego dziadka. Robi tu całą robotę, nie ma co (oprócz komody vintage, witryny i całej boskiej reszty). 

3. OSTRY KOLOR TO DOBRY KOLOR. A NA SZAFĘ JUŻ W OGÓLE.  


Malowanie starych mebli wciąż jest u nas jakimś mega wrażliwym tematem, jakby to co najmniej jakieś poświęcone przez prawosławnego popa relikwie carskie były. Mniej na krytykę naraża się ten, co to je wynosi, bezczelnie stawia pod śmietnikiem i czeka, aż same zgniją, niźli ten, co to je ratuje albo za grosze kupuje i, idąc z duchem zero waste i z recyklingiem za pan brat, pieczołowicie odnawia, szlifuje, maluje i używa. I to jeszcze maluje na soczystą żółć. Bo mebel w soczystej i ciepłej żółci nie może być złym wyborem, ale jeśli jeszcze jawi się to Wam jako ryzykanctwo na miarę górskiej wspinaczki zimą, to ja polecam szafę w kolorze przybrudzonego słońca by Joanna. Jedno z moich szczerze ukochanych wnętrz w sieci. Ja se też machnę swoją szafę w taki kolor. 

***

Ciekawa jestem, jakie ryzyko Wy podjęliście w swoich czterech kątach.

Do następnego! 

Share:

12 komentarze

  1. Przykłady świetne(szkoda, że trzy tylko), chciałby się rzucić robotę i lecieć do domu pomalować coś na żółto i czarno. Zasłonka wymiata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, no ciekawe co byś zmalowała :-)

      Usuń
  2. Sentimenti i Sandra to moje (oprocz Ciebie) jedne z najulubienszych Bloggerek- obserwuje je od lat i podziwiam ich przemiane, a raczej ewolucje ich mieszkan♥ choc to dwa rozne swiaty, kazdy piekny i nietuzinkowy♥

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam cały czas ryzykuje, bo nigdy nie wiem co mi wyjdzie z tego co sobie wymysliłam... Choc moze po zestawie kolorów w moim domu az tak tego ryzyka nie widać. Ale jak sie spojrzy na przestrzen tych lat..to juz zmiany widać. i to dość częste ;) No i szykuje kolejne :D
    Przykłady znam i lubię. Chociaż zasłonka do wanny u nas nie sprawdziłaby sie w ogole. Jak syn bierze kąpiel...wszystko pływa razem z nim.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częste zmiany to nasze drugie imię! :-D

      Usuń
  4. Miło mi, dziękuję :)
    Łazienka z zasłonką cudna :)
    Czerń cenię również, sama się dziwię że tyle jej u mnie się pojawiło :)
    Ale najbardziej ryzykowne wnętrzarskie decyzję w moim życiu podejmowałam wieeele lat temu, w epoce przedninterenowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziękuję Joasiu, zawsze chciałam mieć to zdjęcie u siebie :-D
      O! Masz jakieś zdjęcia w archiwum? Chciałabym to zobaczyć <3

      Usuń
  5. Mam czarne ściany w kuchni i potwierdzam, kuchnia zrobiła się przytulna, a nie ciasna czy przytłaczająca. Mam czarną tapetę z motywem roślinnym w pokoju i też nie przytłacza, nie dominuje.
    Lubię wnętrza z przymrużeniem oka, dlatego moje meble w kolejnym wnętrzu będą nieco szalone (jeśli chodzi o kolorystykę)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nigdy nie uwazalam niedoskonniedos za fiasko..najciekawsze wnętrza powstają w wyniku jakiejś katastrofy...". Od lat jestem wierna słowom H.Robertson i żadne wnętrzarsko-budowlane ryzyko mi nie straszne 😃 Również jestem zdania, że ciemne ściany dodają głębi oraz wydobywają piekno detali. Wyraziste kolory robią przysłowiową robotę, ale nie każdy czuje się w takich wnętrzach dobrze. Ja tam nie narzekam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nawet kropla koloru działa bardzo odświeżająco :-)

      Usuń