Kosmetyczny dzikus, kobieca presja i niespodzianka dla Was!


Przy okazji ósmego marca no to wręcz nie wypada nie spotkać się z Wami i nie obgadać paru spraw. Wyobraźcie sobie, że siedzimy sobie na wielkim łóżku, pijemy różowe oranżady, za nami Justin na plakacie ze swą zupką chińską na głowie, a my w klapkach z futerkiem. No tylko temat narzucam ja. Kobiety i kosmetyki. Kobiety i kosmetyki to jak Daft Punk, jak Frida Kahlo i Diego Rivera- zdaje się, że duet nierozerwalny. Kobieta z kosmetykami, jak przystało na każdy soczysty związek, przechodzi też różne fazy, od fanatyzmu po olewkę. Ja natomiast tkwię wciąż w miejscu tym samym. We mgle. 

W wieku trzydziestu dwóch lat śmiało mogę powiedzieć, że wciąż jestem kosmetycznym dzieckiem we mgle. Widzę matki kilkorga dzieci, pracujące na pełnym etacie, a z tak nienagannym manikiurem, że aż mi głupio za moje sterczące na wszystkie strony jak broda Starego skórki. Te blogerki i instagramerki, z tymi włosami gładkimi, brwiami ombre i wykonturowanym policzkiem. Co tam z resztą jakieś obce osoby- moja własna matka, która ma same najnowsze pomadki w torebce. Ilekroć przychodzi do mnie, pyta: 'A co Ty, Paulinka, nie malujesz się/nie smarujesz/nie myjesz?' (jeden żel pod prysznic). Serio. I nie kokietuję wcale, że oesu jakie to miałkie rzeczy są, takie nieistotne, ja w moim życiu to Kanta na pamięć się uczę i tłumaczę Szymborską na fiński. Ja naprawdę chciałabym czasem tak wyglądać, tak umieć, obkupić się, tylko wciąż mi to jakoś nie wychodzi. 

Mam wrażenie, że w mojej łazience wciąż nie ma nic ciekawego, a ja lubię mieć coś do wyboru. Tymczasem zawsze mam jeden krem, jeden balsam, jeden szampon. O tak, to jest bardzo #zerowaste, ale kurde! Chcę błyszczeć i pachnieć, no chociaż od czasu do czasu, dajcie żyć. Tymczasem voila, nie mam tuszu do rzęs, co widać na powyższym zdjęciu (tylko nie zoomujcie, błagam), ni też pędzla nawet. 

Wszystko rozchodzi się o to, że z wiekiem straciłam chęci do szukania. Po złomowisku mogę ganiać pół dnia, proszę bardzo, ale jak mam iść do kosmetycznego, to dramat. Jest za dużo wszystkiego, nie umiem się zdecydować, nie wiem, co mam wybrać. Często spisuję sobie polecane przez różne dziewczyny rzeczy, ale najczęściej cenowo mnie przerastają (120 zł za puder to dla mnie wciąż dziko droga cena). Po trzydziestce moja skóra też jakby zmieniła swój skład- kiedyś mogłam posmarować się pastą do butów i byłoby okej, a dzisiaj?? Po tym mnie coś swędzi, po tym szczypie, po tym sucho, po tym za tłusto. Zainwestowałam w szampon za 45 zł i teraz muszę myć po nim głowę codziennie. Well done. 


Ciągle czuję się jak ta dziecinka z podstawówki, która sama wycinała sobie grzywkę i pytała koleżanek, co to im się tak super błyszczy na twarzy, a one mi odpowiadały z politowaniem: 'To puder, jeeeez.....'. Nie cierpię szukać nowości. Jak już coś mi przypasuje, nabywam to w kółko. Jak z kolei chcę zmienić, to nie wiem na co, więc znowu kończę z tym samym. Często pytam tych pań w drogeriach, ale patrzą na mnie takim dziwnym wzrokiem, że zaczynam czuć się jak ostatni kosmetyczny dzikus. Może jest jakaś presja, że jako kobieta (jeszcze w tym wieku!), to już raczej powinnam to wiedzieć? W końcu to baby najczęściej obgadują inne baby, że 'mogłaby sobie chociaż ten odrost zrobić'. 

Po trzydziestce skóra jakby nieco więcej wymaga, a ja jakby jeszcze bardziej jakaś nieogarnięta w temacie jestem. Zaczęłam nawet wracać do pielęgnacyjnych sposobów mojej babci, szczególnie jeśli chodzi o włosy. Bo nasze rodzinne babki zawsze miały świetne włosy, co było zasługą nie tylko genów czy miękkiej wody w kranie. Moja babcia zawsze mi powtarzała, że włosy należy myć super rzadko, a potem opłukiwać je octem, piwem albo wodą po ugotowanym ryżu. Maski z żółtek i miodu to już klasyk w mojej rodzinie, ale ani to pachnie, ani to szybko się robi. Moje włosy są grube, mam ich sporo, nie wypadają, za to są permanentnie suche i napuszone. Mój kolega- rastaman zawsze mi powtarzał, że miałabym najlepsze dready w mieście. Nie ma szans, że umyję włosy bez nałożenia odżywki, chyba że zrezygnuję z ich późniejszego rozczesywania. Suche końce to moja prawdziwa zmora.


Dzięki uprzejmości marki Barwa, ja i moje włosy testujemy obecnie nowość- odmładzającą linię ryżową do włosów osłabionych i przesuszonych z najnowszej serii Barwa Naturalna. Szampon i odżywka (a także krem do rąk), zostały zainspirowane domowymi sposobami pielęgnacji, na które dziś tak trudno znaleźć nam czas i chęci. Moja linia oparta jest na dobroczynnych proteinach ryżu, które odżywiają, regenerują, nawilżają i uelastyczniają włosy oraz skórę. Dzięki naturalnym składnikom mogą zastąpić samodzielne lepienie własnych specyfików. I o wiele lepiej pachną ;-)



I oto teraz wkraczam ja, cała na biało (a raczej w ryżu). 

Mam dla Was PIĘĆ ZESTAWÓW kosmetyków Barwa z linii ryżowej! 

W skład każdego zestawu wchodzi: 
*ryżowy szampon odmładzający (z regenerującym kompleksem witamin, bez parabenów, barwników i silikonów)
*ryżowa odżywka do włosów (z olejem kokosowym, ułatwia rozczesywanie, nawilża, również bez szkodliwych substancji)
*krem do dłoni i paznokci (ryż, gliceryna, lanolina, szybko się wchłania i długo pachnie!).

Co trzeba zrobić, żeby otrzymać ode mnie jeden z pięciu zestawów? 
Koniecznie polubcie i obserwujcie mój facebookowy FANPAGE, bo cały konkurs rusza jutro (9.03) właśnie tam :-) 

Wypatrujcie jutro popołudniu takiej grafiki! 


 Tymczasem życzę Wam dobrego Dnia Kobiet! 



Dajcie znać, jakimi Wy jesteście kosmetycznymi typami.

Widzimy się jutro na fanpage!

Share:

22 komentarze

  1. Paula...no Wiesz co,rzes nie malujesz?!Musza byc wyczesane i bez grudek,rok mieszkania z fanatyczka rzes poszedl w las....buuu.Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, widzisz, jestem niereformowalna :-P

      Usuń
  2. Rany, mam tak samo! Chciałabym czasem być taka zadbana, pomalowana, seksi, ale nijak się mnie ten stan nie trzyma dłużej niż przez jeden wieczór! :D Pozostawiam więc kolorówkę w ilości minimalnej, ale odnajduję się ostatnio w pielęgnacji. W dużej mierze wymusza to na mnie kapryśna skóra nosozorca, ale zaczyna mi się to podobać. Tym bardziej, że mniej robię maseczki, a więcej mieszam kwasy ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oesu, ja już nie pamiętam, kiedy jakaś maska u mnie wjechała (poza na włosy) o:O Jest gorzej, niż myślałam...

      Usuń
  3. Klinika bieli08.03.2018, 17:41

    Ja mam to samo, im starsza tym głupsza i niedorozwinięta kosmetycznie😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Na włosy takie jak Twoje (mam podobne) najlepiej zadziała olejowanie :) kup olej lniany w biedrze, jak Ci nie podpasuje to do sałatek zyżyjesz :) odżywka to za mało dla suchych włosów - porządnie nawilży tylko jakaś konkretna maska. Z łatwo dostępnych polecam Biowaxy (może olejowy?). Domowe sposoby zawsze na propsie, ale jeśli narzekasz na puch i suszę, to np. zbyt częste nakładanie jajka (proteiny) może Ci zaszkodzić. Tobie potrzebne nawilżanie (np. Żel z siemienia lnianego!!!). Jeszcze polecę Ci dwa cudowne, nie aż tak drogie szampony i już kończę się wymądrzać :D natura siberica frozen berries do mycia na co dzień (kupisz w hebe), do porzadniejszego oczyszczania np. raz na tydzień Yves Rocher Volume. Co do pielęgnacji twarzy to sama się dopiero uczę, jak obsługiwać prawie 30letnią mieszaną cerę, ale z włosami chętnie pomogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wskazówki :-) Olej stosuję, akurat mam kokosowy z biedry właśnie, ale może faktycznie sięgnę teraz po lniany. Jajek to w ogóle nie nakładam, bo mi śmierdzą :-P

      Usuń
    2. I kokos Ci służy? Bo wydaje mi się, że możesz mieć wysokoporowate włosy, a dla takich kokos jest niepolecany :) ale jak służy, to ekstra, ten kokosankowy zapach <3

      Usuń
    3. Właśnie niespecjalnie, to znaczy nie widzę po nim większej różnicy :-/

      Usuń
    4. Lniany ma większe szanse powodzenia, to mój ulubiony olej. Mimo ze wali rybą XD

      Usuń
    5. Haha :-D Wykończę kokos i przerzucę się na len. Dzięki!

      Usuń
  5. Wiem co to podkład, róż i tusz. Bronzery i rozświetlacze są mi obce. Ayeliner nie dla mnie, zamiast tego szara kredka. Cienie od wielkiego dzwonu. Najważniejszy jest dla mnie podkład i musi być dobrze dobrany, niekoniecznie drogi. Reszta kolorówki z niskiej półki. Aaa, raz miałam nawet bazę pod podkład- serio:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ja też! Ale chyba to była jakaś próbka w gratisie o:O

      Usuń
  6. Ja lubię kosmetyki naprawdę. No ale ostatnio to nie mam na nie czasu ... Serio. No i sumienna nigdy nie byłam i raczej nie będę...czesto zapominam wklepac krem...zresztą nawet nie wiem jaki mam typ skóry :) jednak ostatnio mój malz do mnie mówi że chyba muszę zrobić badania bo skóra jakąś taka poszarzala, włosy lecą....i sobie myślę no nieźle !!! Ja wiem, że to efekt po ciążowy i karmienia bo dziecko ciągnie że mnie wszystko no ale, że aż tak źle? I się zawzięlam w sobie. I teraz nie ma że boli.dzielnie wkepuje ten krem na dzień potem inny na noc :) i wiesz co? I jest różnica:) na lepsze oczywiście :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Ci Stary pojechał no! Hehe, ja też wklepuję, nie ma zmiłuj :-P

      Usuń
  7. Ja kiedyś miałam mnóstwo kosmetyków, bazy, podkłady, pudry itp aż dotarło do mnie , że mniej znaczy więcej i choć mam tylko puder, róż, tusz i już to słysze, ze dobrze wyglądam. Nie cierpię tej presji malowania się, nawet w autobusie i samochodzie i w pracy w kiblu, no bo co - nie pomalowałaś się do pracy ? I same sobie to robimy, bo facet najwyżej pomyśli, że kobitka się gorzej czuje a druga babka Cię od razu wytknie, ze czemu się nie malujesz ? I te wszystkie okładki z super pomalowanymi celebrytkami, że czasem szukam nazwiska, bo normalnie nie wiem, kto jest na zdjęciu, koszmar, dziewczyny, dajmy sobie na luz, róbmy to, co naprawdę lubimy i nie nabijajmy portfela gigantom kosmetycznym, które nam wmawiają, ze bez tego kremu nie da się już żyć Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie nigdy nie miałam dużo, raczej zawsze po jednej/ dwie sztuki, ale czasem mi to doskwiera i chciałabym zaszaleć, tylko znowu nie wiem jak :-D
      No presja jest, dokładnie. I nie cierpię tego!

      Usuń
  8. pamiętam, jak w grudniu chodziłam z mym Mr.T. po sklepach w poszukiwaniu podarków pod tytułem 'wybierz sobie coś, bo ja to nie wiem...'. I w drogerii oglądam jakiś zestaw krem+coś-tam na zmarszczki dla skóry 30+. Zaczynam się wygłupiać do Mr.T., że to już czas, że to nie ma żartów i trza se wyprasować tu i tam, na co sprzedawczyni - gumowe ucho - komentuje bardzo serio: 'no wie pani, po trzydziestce to już mamy co sobie wygładzać.' Poległam i kupiłam standardowo ziaja ogórkowy ;) to jeszcze idę po ten ryz od Ciebie i będę miała komplet ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dżisas, sprzedawczyni level hard o:O
      Zapraszam! Pięć zestawów czeka <3 Tylko pamiętaj, żeby zgłosić się ze swojego prywatnego konta, nie z fanpage (regulamin konkursu znajdziesz w konkursowym poście). Pozdrowienia!

      Usuń
    2. no to dałam ciała, bo się zgłosiłam jako Żyrafa ;) no trudno - i tak fajnie było :)

      Usuń
    3. To nic! Zgłoszeń może być nieskończona ilość, tylko za każdym razem trzeba zaprosić inne osoby do zabawy :-) Możesz wpisać odpowiedź jeszcze raz jako Ty, z prywatnego konta :-)

      Usuń