Zachodnie luksusy i kwiatowe przebudzenie, czyli hity i kity lutego.


Po dziś dzień nie wiem, gdzie jest luty. Był i się zmył, zabierając ze sobą minus dwadzieścia stopni i moje blaszane, wintydżowe zelówki. Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj była Wigilia, potem niekończący się styczeń i nagle jest połowa marca. I tylko przez fakt dwóch niehandlowych niedziel o tej Wigilii pamiętam, bo teraz dwa razy w miesiącu będziemy czuli się dokładnie jak przed nią. 

Luty- miesiąc, podczas którego pierwszy raz od dawna poczułam, że jeszcze jedna para rajstop pod spodniami i nie będę mieć już zginających się kolan na zawsze. Walentynki i mało dni roboczych (co na etacie sprawiało mi zajebistą radochę). Miesiąc rzeczy poważnie przecenionych, których nie kupiłam. A w moim lutym dwa hity i dwa kity były. Let's go. 

HIT PIERWSZY: TRÓJMIEJSKIE KWIACIARNIE JAK PRZEBIŚNIEGI

Flora Muzyka

Co to przebijają się powoli spod sterty poliestrowych wstążeczek, przypinek- biedronek i starych róż. A, i jeszcze spod nierozwiniętych lilii, które niby że się kiedyś rozwiną. O tym, że szit w Trójmieście pod tym kątem panuje, pisałam już w tym poście, lecz nikt mnie wtedy nie posłuchał i w dwutysięcznym osiemnastym dalej pięć godzin szukałam jakiegoś przyzwoicie wyglądającego, w miarę żywego kwiata. Nie że zaraz mam nieludzkie wymagania, że jaskry, astry albo, nie daj Boże, jakieś anemony, ja tylko lilię jedną, rozwiniętą, do k^&%&%^ nędzy bym chciała, najlepiej różową. Mniejsza o to, nie będę się uruchamiać, bo oto na trójmiejski świat florystyki jakaś nadzieja spłynęła i promień słońca padł, który rozbudził we mnie nadzieję, że jeszcze się tu coś uda. Po pierwsze, odkryliśmy ze Starym kwiaciarnię NARCYZ. Przyznaję, biję się w piersi, nie wiedziałam o niej, w Gdyni nie bywam za często, a i uprzedzona też trochę do kwiaciarni jestem. Odkąd jednak dostałam na Walentego bukiet świeżych i pachnących kwiatów, które raczyły mnie swym urokiem bite trzy i pół tygodnia, przykleję się już do tego miejsca na amen. A nawet do jeszcze jednego, do FLORY MUZYKI. Nowe miejsce na gdańskim Przymorzu, gdzie prócz bukietów znajdziemy też większość roślinnych okazów, żeby stworzyć w swoim domu urban jungle warte instagrama. Nie powiem, chłopaki z Kwiaty i Miut powinni jakiś Order Odrodzenia dostać, że Polska w końcu zaczęła inaczej do sprzedaży kwiatów i roślin podchodzić. Jeszcze trochę i może nawet rulonów fizeliny się pozbędziemy. Jest nadzieja! 

Narcyz 

 Narcyz

 Flora Muzyka

HIT DRUGI: ISANA, CZYLI LEPIEJ PÓŹNO NIŻ WCALE


Pisałam już w poprzednim poście, że pod względem kosmetycznym niekoniecznie daję radę pomimo mego wieku chrystusowego i matki z kolekcją dwustu błyszczyków. Jak nazwałby mnie mój pan od polaka z podstawówki: nygus. Nygus jestem. Nie znam się, nie wiem, zarobiona jestem. Ten usprawiedliwiający me nierozgarnięcie wstęp był tu niezbędny, bowiem publicznie chciałam (ale nadal z dumą) powiedzieć, że odkryłam w rossmannie markę Isana, ich własną z resztą. Nie wiem, jak to się stało, ale ta różana pianka pod prysznic to moje odkrycie lutego i już nie umyję moich bum cheeks niczym innym. Cieszę się, że kobiety pod względem owłosienia dziś mają wybór, mogą się golić lub nie, ja jednak wybrałam golenie i śmiało mogę powiedzieć, że ta pianka służy ku temu też wybornie. Skusiłam się jeszcze na dezodorant w kremie i granulki do kąpieli o zapachu mandarynki i maślanki (wat??), których jeszcze nie użyłam, ale niemieckie etykiety sprawiają, że czuję pewien respekt, że to produkt z Zachodu, a więc bardziej luksusowy i poczekać musi na lepszą okazję niż tylko zwykły, poniedziałkowy wkurw. Nawet jeśli kosztuje złoty dwadzieścia. 

KIT PIERWSZY: POLSKI WOŁG 

Cholera, wiem, że nie ma co przeżywać, ale nie zapomnę tego rozczarowania, kiedy to w mroźny, lutowy dzień, biegłam do kiosku, żeby pierwszy raz z radością wydać na polską gazetę siedemnaście zeta i dostać TO. Okej, że połowa numeru to reklamy, to wiem, nie pierwszy to Wołg w mych dłoniach, ale żeby mnie czasopismo nie zainspirowało wcale, to rzadko się zdarza (chyba że to Weranda Country, bo domu nie mam). Od okładki po ostatnią stronę- nafing, jak to mówią Polacy po powrocie z Chicago. Najgorzej zainwestowanie siedemnaście zeta, trzeba było Grycanów dorobić. To był najszybszy przegląd prasy w moim życiu, a jestem maniaczką prasy wszelakiej i nawet francuskie magazyny czytam dłużej, choć nie mam tam co czytać, bom niewładna tym pięknym językiem. Drugie podejście nie było lepsze, a trzeciego wcale nie było. I tak leży teraz, czeka na wartość kolekcjonerską, ze swymi pozaginanymi rogami (co to za papier jest??).

KIT DRUGI: URODZINOWA FRANIA, CZYLI ŻEGNAM SIĘ Z PSEM


Wszystko w porządku, od razu uprzedzam. Frania miała w lutym piąte urodziny. Damn, dupa. Do kitu! No jak to?? Moja gwiazda kochana już pięć latek ma, a ja już wyobrażam sobie, jak ja przeżyję dzień, kiedy przyjdzie nam się na zawsze rozstać. Wiem, wiem, po co mam takie myśli. Mój poprzedni pies był ze mną lat niecałych osiem, a moja żałoba po nim (po niej) trwała dokładnie tyle samo. Rozstanie z psem to najgorsze, co może być. Najgorsze. Całe moje życie to ja i pies, jestem dokładnie jak z teledysku do 'Why does my heart feel so bad'. Kocham psy bardziej niż ludzi. Przepraszam, że to powiedziałam, ale w takim momencie nie mogę udawać. 

***

Tak to było w lutym. 
A Wam jak minął ten miesiąc? Pamiętacie coś? :-))

I to tylko do jutra! 

Do następnego :-)

Share:

8 komentarze

  1. Ja i mój pies żyliśmy razem szczęśliwie 10 lat. Gdy umarła przyrzekłam sobie, że nigdy więcej żadnych czworonożnych przyjaciół nie chcę mieć bo nie przeżyję następnego rozstania. I byłam konsekwentna kilkanaście lat aż przyszła do nas na działkę mała kocia bida potrzebującą pomocy. Moje postanowienie natychmiast się zdezaktualizowało. Bida zamieszkała z nami i już wiedziałam, że zmarnowałam te kilkanaście lat... Gdy po trzech latach przyszło nam się rozstać z kotką bo choroba wygrała, już następnego dnia szukałam kota w potrzebie żeby miejsce, które zwolniła nie marnowało się ani przez chwilę. I ten sposób jest dla mnie lepszy niż ten pierwszy, teraz to wiem i wiem, że gdy czas którejś z moich trzech kocic dobiegnie końca to jakiś bezdomniak szybko wypełni tę lukę, tę w domu i tę w sercu. 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda co piszesz, ja nie byłam w stanie wziąć kolejnego psa przez wiele lat, ale odkąd mam Franię to jakoś lżej mi nawet wspominać te trudne momenty. Następny zwierzak to najlepsze 'lekarstwo', szczególnie taki, którego można uratować np. ze schroniska <3

      Usuń
  2. piekny ranking...nawet Mazura bije na glowe♥ ISANA tez uzywam i lubie♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam trzy psy, jednego 11 lat, drugiego 9, trzeciego 16. Po odejściu każdego rozpaczałam, ale po odejściu ostatniej psiny nie mogłam się pozbierać, szłam pobiegać, widziałam mijającego mnie psa i ryczałam, biegłam i ryczałam w głos, a do miętkich nie należę;) Więcej psów mieć nie chcę. To nie ma moje nerwy... Zdrówka dla Farnki, takie małe pieski żyją ponoć dłużej (nie wiem, zawsze miałam olbrzymy) także pewnie jeszcze wiele lat przed nią, czego Wam życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo ładne te kwiaciarnie <3 chciałabym je odwiedzić, bo od dziecka uwielbiam zapach panujący w kwiaciarniach :) Kosmetyki Isana znam i używam :) ale muszę spróbować tej pianki ;)

    OdpowiedzUsuń