No i kto to będzie sprzątać?


Wiosna Panie Sierżancie. Wraz z cieplejszymi temperaturami (plus cztery, woohoo!) przylazły również wszelkie alergie. Polskie alergie są jednak na tyle przebiegłe, że trzymają się nas przez okrągły rok, nawet zimą, a nawet przy minus dwudziestu, gdy zarazki powinny być zahibernowane niczym twarz Donatelli Versace. Przez 365 dni w roku jesteśmy uczuleni na otwarte półki. 

Nieważne, czy masz ich jedną, trzy czy trzydzieści trzy i pod sam sufit, zawsze reakcja innych jest ta sama. Nikt z rodaków nie chce 'spędzać jedynego życia na ścierze', co bezsprzecznie oznacza posiadanie kilku dupereli na wierzchu. Niefajnie jest wycierać rzeczy, kiedy w tym czasie można np. obejrzeć Ajron Majdan i wyedukować się rozrywkowo na najwyższym levelu. Nasze rozumienie urządzania zamyka się niczym ta kuchenna górna szafka- szczelnie i skrycie. Bo jeszcze najlepiej żeby i uchwytu też nie było widać. 

Trzymanie wielu rzeczy na wierzchu wymaga trochę dyscypliny, bo ten szczery widok może być dla oka niemiłosierny- wiele osób decyduje się więc na głębokie szuflady czy drzwiczki, bo ukryty przed wzrokiem pierdolnik razi mniej. W zasadzie to jakby go przecież nie było- wrzucam, zamykam, zapominam. Gwałt niech się gwałtem odciska, jak mówił Mickiewicz, więc skoro fani dekoracji na widoku sprzątają ciągle, to zwolennicy chowania przedmiotów zapewne nie sprzątają wcale. No oba twierdzenia z lekka mijają się z celem. Ja należę do frakcji pośredniej- sprzątam po trochę i na bieżąco. I nie zajmuje mi to więcej czasu niż piętnaście minut dziennie. 

Temat jakby nawinął się sam, bo w związku z wiadomo-czym-co-przyjdzie-w-ten-weekend, pół bloku w jakimś jajecznym szale myje okna. Temat sprzątania jest u nas wrażliwy, niemalże święty, choć nie przypominam sobie, żebyśmy górowali w rankingach czyścioszków (szczególnie świadczy o tym trawnik na moim osiedlu, który pokazywałam Wam na moim insta story oraz mój sąsiad w niedzielę rano). Brak chęci na życie ze ścierą w dłoni też rozumiem, lecz z moich obserwacji to dopiero niehandlowa niedziela wygoniła wszystkich na rowery. Kończę więc mój wtorkowy wywód sprzątaniowy takim oto wnętrzem, gdzie prawie wszystko na widoku, gdzie regał, ło panie, po sufit otwarty, a gdzie ładnie jest i gdzie klimat niepowtarzalny. No tylko kto to będzie sprzątać? No zapewne ci, którym najzwyklejszą przyjemność sprawiają te wszystkie ciekawe rzeczy na widoku. 















źródło: Historias de Casa
zdjęcia: Isadora Fabian
więcej zdjęć z tego wnętrza: tutaj.

W następnym wejściu pokażę Wam moją wielkanocną dekorację last minute :-)

Do następnego!

Share:

4 komentarze

  1. Jeden z moich ulubionych argumentów, ładne... ale niepraktyczne....


    Jestem absolutnie niepraktyczna.... i cieszę się z tego, przynajmniej żyję, albo przynajmniej staram się żyć pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, 'niepraktyczny' i 'nie pasuje' <3
      Pięknie to ujęłaś!

      Usuń
  2. Powiem to wprost - a niech mnie wychłoszczą - argument o niepraktyczności i lataniu na ścierce to argument nieco nudnych ludzi. Ja mam wszystko na wierzchu i rzadko sprzątam, wolę siedzieć w necie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja też mam dużo na wierzchu, czasem widzę kurz, co jest normalne i nie spędza mi to jakoś snu z powiek ;-)

      Usuń