Szukając ukojenia, znajdując pralkę.


Muszę przyznać, że po trzydziestce moje stany emocjonalne przybrały znacząco na sile. Chociaż nie, wrrróć, po prostu powróciłam do buntu trzylatka. Miałam okres spokoju, gdzieś między dwudziestką a trzydziestką i dziękuję Opatrzności, że pozwoliła mi w tym czasie chociaż spokojnie studia skończyć. Teraz jednego dnia płaczę, drugiego tańczę. Chciałam podpytać niektórych, co się z tym robi, lecz niestety zdążyli wyskoczyć już z okien.

Śmiem twierdzić, że w tak zwanych 'dzisiejszych czasach' ludzie ukojenia już nie w naturze szukają, a raczej w Internecie. Ja też do nich należę, stety albo i nie. Mieszkając dawniej na Mazurach i nie mając pod ręką takich wynalazków jak wifi, pałętałam się po jeziorach, zabierając ze sobą hordy komarów, które, upojone obficie jak Zagłoba, zadowolone zdychały na mym łonie ('Jezioro ma twój zapach i twój smak...'). Dzisiaj, zamieszkując przedmieścia miasta większego, zanim dotelepię się do jakiegoś lasu, szybciej sięgnę po telefon, stety albo i nie. Tak to dziś właśnie społeczeństwo wygląda: pokłócona para, znudzone dzieci (duże i małe), za długie posiedzenie w wuce- wszyscy scrollujemy bez sensu, w sumie niczego nie szukając. Chociaż nie, wrrróć, szukamy ukojenia. 

I ja też szukałam, bo od środy nękał mnie jakiś niezidentyfikowany psychiczny globus, objawiający się płaczem nawet na widok małego terriera. Czasem tak mam i jakby nie biorę do głowy, wiem, że czas ten należy zwyczajnie przeczekać, unikając tak zwanego wyżywania się na innych, a więc ograniczając kontakty międzyludzkie do minimum. Siedziałam skwaszona i scrollowałam, z małym przerwami na robotę i jogę, podczas której też płakałam, bo tam dużo o rozmowie z wewnętrznym sobą mówią, a to temat jest wrażliwy. Szukając ukojenia w scrollowaniu, tak się akurat złożyło, że pralkę znalazłam. 

Odbiło mi? Powiedzcie, że nie, jeszcze tylko Wy mnie rozumiecie. Jak mogłam przejść obojętnie obok małej praleczki Światowit, o metalowej konstrukcji i w miętowym kolorze, dokładnie prawie takim, jak moja drabina?? Wygrzebałam od spodu agregaty, pod żółtą pokrywą ukazała się wolna przestrzeń, w której nawet coś schować można. Moim najpierwszym skojarzeniem były te wielkie puszki z pinteresta, które widuję często, ale nigdy nie mogłam skojarzyć tego z niczym, co da się znaleźć (raz rozmyślałam nad puszkami po oleju Castrol, które ktoś oddawał na olx, ale Stary pokazał mi wnętrze swojego kanistra od benzyny i zrezygnowałam). Ten widok mnie pociesza, że nie jestem sama z niektórymi moimi wnętrzarskimi ideami. Ostatecznie więc nie jestem taka pewna, czy scrollowanie bez sensu jest takie znowu złe, w końcu w lesie bym tego nie znalazła, co nie? 















No to do zo, bejbiczki!

Share:

14 komentarze

  1. Bosko ! I jeszcze w środku schowek 😉Czapki z głów I wcale nie wygląda masywnie Jak zwykle zazdraszczam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Klinika Bieli23.03.2018, 21:05

    Wszystko w kolorze mięty wymiata. Pralki u nikogo jeszcze nie widziałam, powiem Ci, że wygląda czadowo😍 Jezioro ma Twój zapach i Twój smak powiedz jaka to piosenka bo mnie zaraz skręcić, przypomnieć sobie nie mogę🤔

    OdpowiedzUsuń
  3. O Pani, zajebisty grat! Daj znać, jak będziesz sprzedawać/oddawać, ja go biere!

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna, łza się w oku kręci:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne mieszkanie! Super gust! Ilekroć je oglądam mam wrażenie, że drewniana podłoga i drzwi pięknie dopełniłyby Waszą wizję wnętrza.

    OdpowiedzUsuń
  6. to smutne, ale istnieje pewne prawdopodobieństwo, że gdzieś w lesie też mogłabyś znaleźć taką pralkę... bo w 'dzisiejszych czasach' niestety zdarzają się głupi ignoranci, którzy nie wiedzą, że ze starej pralki nowa nie wyrośnie ;) ale to takie tam... a pomysł odważny i zabawny :) super! no i pasuje do drabinki ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń