Królowie złomu, czyli z kim w życiu trzymać.


Rodzice zawsze mnie uczyli, że w życiu z ludźmi trzeba dobrze żyć. Trzeba wiedzieć, z kim trzymać sztamę, przyjaciół mieć przy sobie blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Nie wierzyłam w to ni w jednym percencie, do czasu, aż pół klasy w podstawówce podmieniło mój sok na stęchłe piwo (paliło jak siki słońca). Wtedy, przełykając tę gorycz życiowej porażki, mrużyłam mściwie oczy i rozumiałam już, że ja muszę jednak z kimś zawrzeć jakiś pakt. 

Te pakty w późniejszym życiu oznaczają różne rzeczy: kiedy wypiłaś o osiem piw za dużo i ktoś musi podciągać ci spodnie (albo opuszczać spódnicę), kiedy w korpo chcesz sprawdzić fejsbuka i ktoś musi zasłonić twój ekran albo kiedy razem z sąsiadem robicie remont w tym samym czasie i radośnie blokujecie windę reszcie bloku (to dopiero jest beka, spróbujcie). Generalnie w życiu chodzi o to, że jak kogoś zabijesz, to żeby wtedy mieć przy sobie człowieka, który nie zapyta: 'dlaczego?', tylko pomoże ci załadować ciężkie zwłoki do bagażnika. Partner in crime. Nie żadne tam kumoterstwa i protekcje, dzięki którym wspinasz się po szczeblach kariery po znajomych plecach. Nie wyrachowane przyjaźnie, które mogą coś 'załatwić', jak w Agencie, w którym trzecioligowe gwiazdy kitrają się w trójki po plastikowe dżokery. Tu chodzi o osobników, których splata z tobą wspólna palma, choćby ona najbardziej krzywa była. Nic tak bowiem nie jednoczy, jak zgodny pierdolec. 

I oto ja, kobieta w kwiecie rozrodczego wieku i zupełnie z tego nie korzystająca, ni stąd, ni zowąd, zbratałam się nagle z człowiekiem płci przeciwnej, starszym ode mnie jakoś ze dwa razy. Chyba nawet wnuki ma. Dobra, krzywcie się z obrzydzeniem, ale jeszcze chwila i sami przyznacie, że to naprawdę jest gorący towar w mieście. Nie, Stary nie jest zazdrosny, bo też jest w naszej paczce. Owszem, mogłabym trzymać ostatecznie z jakąś dziewczyną, może nawet z jakąś w moim wieku, ale czy ona ubierze swe najgorsze ciuchy i pojedzie ze mną o dwudziestej na złom? A on jedzie. Ba! To właśnie on grzebie i tylko mi podaje, ja nawet aż tak rąk nie brudzę. Mówię, że potrzebuję jakichś fajnych puszek na kwiaty, a on mi znajduje pięć i jeszcze oryginalny szpitalny stołek, bo pasuje mi do barku w kuchni. W dodatku ma garaż blisko mojego osiedla i skrzętnie przechowuje dla nas kilka skarbów. Jest lepszy niż mój chrzestny, bo prezenty daje. Znajdzie wszystko, co tam sobie żelazno- blaszanego można wymyślić i dorabia na ziszczaniu moich wnętrzarskich marzeń. Ja, On i Stary jesteśmy jak nieustraszeni królowe złomu ('Królowie życia mówią tak, królowie życia, on i ja'). Wujek Samo Zło(m), bo o nim mowa, to moja najlepsza sztama w życiu. 











 


 Do następnego!

Share:

12 komentarze

  1. Właśnie dzisiaj myślałam o Twoich zdobyczach i nazywałam Cię w myślach Królową Puszek :D Takiego mi smaka narobiłaś na jakieś żelastwo, że jutro z rana sama idę na targ staroci. Jak wstanę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak wstałaś :-D Super łupy wygrzebałaś!

      Usuń
  2. Też chcę takiego wujka. Puszki swieświ! A taboret fiu,fiu. Ja dziś oglądałam ogródek działkowy pełen skarbów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę, porozumienie dusz jest bezcenne. Łupy fantastyczne, butki też. Zdradź gdzie jest ten złomowiec, pliss:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! To jest normalny człek z Gdańska, tylko na złom jeździ :-))

      Usuń
  4. Ja bym poszła grzebać z Tobą ☺Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacyjny wpis, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny taki Kumpel, który nie patrzy na Ciebie dziwnie, kiedy zachwycasz się złomem :) gratuluję znajomości :)

    OdpowiedzUsuń