Ooo, mogę wszystko (nawet być artystką).


Natknęłam się ostatnio na artykuł w sieci, który klasyfikował blogi jako te 'posyłające wszelkich prawdziwych ekspertów w cholerę' (to nie cytat, to moje streszczenie). Każdy bowiem zakłada swoje strony, na których coś tam bredzi, a potem nikt już nie wie, co jest prawdą. Blogiery czują się wszechwiedzące, ludzi pouczajo, nawet książki wydajo. Kiedyś, Panie, to się 'W malinowym chruśniaku' przy księżycu czytało, a nie tam jakieś wypociny samozwańczych stylistów/lekarzy/pedagogów/psychologów i co tam jeszcze. 

Kiedyś. Kiedyś to pewna uduchowiona grupa kapeluszników wmawiała nam, że zaćmienie Słońca to gniew bogów. Ot i takich też w historii mieliśmy 'ekspertów'. Cholera, może zabrzmi to totalnie ignorancko, ale zajebiście żem rada, że jednak lud do głosu doszedł. Prawdziwi ludzie z krwi i kości, którzy potrafią się wyśmienicie wyszykować na bal w szmateksie, a nie w Vitkacu. Ktoś, kto sam wygrzebał się z gówna w postaci morza wódki i dziś najlepiej potrafi pomóc innym- jednak reguła 'I've been there' jest najlepszą w tym wypadku, bo jak stąd do Wejherowa nie cierpię słuchać wyuczonych na blachę terapeutów, których jedynym problemem w życiu był wybór zagranicznej uczelni. Nażarty głodnego nie zrozumie, choćby i całego Wojciszke wyrył na pamięć. Koniec ery jednego przywódcy i stada bezmyślnego bydła (czego jednak najlepiej nauczyła nas polityka i rządowi eksperci z łapanki pod Białymstokiem). Podróżujemy, widzimy, kształcimy się na własną rękę, żyjemy i doświadczamy. Przecieramy szlaki, obserwujemy, tworzymy, a potem się dzielimy z resztą. To nie jest żadna kaszana, to najlepsze, co przydarzyło się temu światu. 'Mogę wszystko', jak śpiewało niegdyś LO 27 i co ja sobie dziś nucę namydlona pod prysznicem.



Po takim wstępie to już wiadomo, że coś bezczelnie bezcześcić będę. Tym czymś jest obraz, który znalazłam wczoraj wieczorem, zgniatając mój plastik w śmietniku. Stały sobie jakieś takie gąski w złotej ramie, no to byłby przecież żart, gdybym nie przygarnęła. Ponieważ bezcześcimy już wszystkie meble, malując je na różowo, dlaczego by nie pójść o krok dalej i artystycznie nie popsuć takiego oto, wątpliwej urody, wiejskiego widoku. Ostatecznie bloger może być przecież każdym, niechże będzie i samozwańczym Kossakiem. 

Kolaż, którym jednakże Kossak się nie trudnił, ale którym trudnię się ja w wolnej chwili. Wyklejam sobie obrazki metodą tradycyjną: papier+klej. I to odpręża jak diabli, lepsze niż kolorowanki i granie ze Starym w bierki. W dodatku nie trzeba nic umieć- ani malować, ani rysować, tylko kleić i wycinać, ale to jeszcze pamiętam z przedszkola. Im bardziej abstrakcyjnie, tym lepiej, choć staram się jednak upchnąć w każdy jakąś ideę i jakiś pomysł. I tym sposobem zajęłam się moim nowym dziełem. 

Do zrobienia kolażu potrzeba: jakiegoś starego, kiczowatego obrazka, kleju biurowego, dużo gazet i nożyczek (czasem trzeba ciąć drobne i szczegółowe rzeczy, polecam zatem nożyczki fryzjerskie). A, i jeszcze ścierkę naszykujcie, bo się przy tym ręce w pip pocą. Pozbądźcie się też włochatego psa, jeśli macie, bo kłaki też lubią się przytulić do dzieła. 

Zasada namber łan: nie klej nic, dopóki nie ułożysz całości na sucho. Niestety, ale kolaż najczęściej powstaje pod wpływem chwili, impulsu- znajdujesz coś fajnego i to jest zaczyn, jak zakwas na chleb. Od tego idzie cała reszta, a czasem cała reszta może to rozwalić, bo wykluje się zupełnie coś nowego- who knows! Dlatego czekaj i klej wersję ostateczną z ostatecznych. W moim przypadku uparłam się na wykorzystanie tej męskiej, wytatuowanej ręki. Następnie znalazłam w 'Numero' sesję biżuterii, do której wykorzystano mnóstwo szklanych przycisków do papieru w stylu vintage. Doskonale! Zburzmy tę idylliczną scenerię, niech się wkradnie nastrój katastroficzny! Potem znalazłam jeszcze metalową wannę z jakiejś reklamy łazienek, z gołym dzieciakiem w środku. I tak oto narodziła się nowa sztuka a'la ja: ręka wytatuowanej siły wyższej naparza w gęsi szklanymi kulami. Dziki chlust szkłem w stary dom! Oby jednak żaden terapeuta tego nie widział.









A może bardziej: spokojny, naturalny świat, który ugina się pod naporem konsumpcjonizmu? 

Cholera, jakie to głębokie. 
Czekam na Wasze propozycje. 

Do następnego :-)

Share:

20 komentarze

  1. tak jak pisalam na FB, moze tak "gornolotnie" i przekornie???..."Poczestunek"...♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre! Moje propozycje wydają mi się teraz agresywne o:O

      Usuń
  2. Znowu zbieram szczenę z podłogi Jestes niesamowita Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  3. Klinika Bieli12.05.2018, 09:11

    Teraz to można patrzeć na ten obraz z nie ukrywany zachwytem🖤 Fantastiko

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowita i zwariowana, uwielbiam;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Leżę i kwiczę, że to nie mnie trafił się obrazek pod śmietnikiem. Wspaniale go przerobiłaś, naprawdę wygląda jak dzieło sztuki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. takie jakby monthy pythonowskie wyszło :D super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki wielkie za taki komplement <3

      Usuń
  7. Teraz obrazek prezentuje się dużo ciekawiej. A widzę przyszłość przed Tobą jasną, bo i Szymborska kleiła kolaże :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O cholera, aż tak zdolna chyba jednak nie jestem!
      <3

      Usuń
  8. Jest super! Myślę, ile to ja okazji zmarnowałam olewając takie obrazy na starociach :D

    OdpowiedzUsuń