Powiedz mi, co trzymasz przy łóżku, a powiem Ci...


... czy się starzejesz. I choć nie do końca jeszcze estrogen opuścił te mury, to jednak z pewną dozą śmiałości mogę przyznać, że należę już do #teamBonifacy (Ryfko, chwała Ci za tą pionierską grupę). Jeśli też chcesz należeć do naszej bandy (#YouCanSitWithUs), żaden problem. Wystarczy, że: podkładasz poduszkę pod plecy, korzystasz z termoforu, na noc parzysz rumianek i wk&*^^$*ą Cię dzieciaki drące japę pod blokiem.

Już milion pińcet sto dziewińcet razy pisałam na blogu, że po trzydziestce nie tylko mój zewnętrzny anturaż się zmienił był na gorsze, ale i generalnie jakoś cały lajfstajl (tu niekoniecznie na gorsze). Po prostu, jak to mówiła moja babcia, posunęłam się. Siwe włosy nie zdarzają się już tylko przed Sylwestrem, kiedy to układam jakąś misterną fryzurę i tylko wtedy jestem w stanie je przyuważyć, ale codziennie i zdaje się, że już całkiem za niedługo pożegnam się ze swym kolorem włosów w postaci au naturel. Lada moment nie będę już kobietą bez sztucznych dodatków, ale jadącą na stężonym retinolu i w elektrycznych kapciach. I cieszącą się najbardziej z regularnych wypróżnień.

Pierwsze symptomy objawiły najbardziej przy łóżku, bo tak generalnie za dnia nie gderam jeszcze aż tak bardzo, choć nie powiem, już potrafię nieźle zrzędzić ('Stary, nie ten kubek mi dałeeeeeeś'). Stolik nocny prawdę Ci powie (w moim przypadku me nocne sanki). Kiedyś to ja w ogóle nie potrzebowałam niczego takiego, wystarczyła mi butelka wody leżąca horyzontalnie i telefon gdzieś pod poduszką. Teraz czasy się zmieniły, ale, jak już wspominałam, posunęłam się. Jeszcze tylko kota mi brak, bo Jezus już wisi na ścianie.


Strona Starego wciąż wygląda jeszcze jakoś tak młodzieńczo i dziewiczo, ale za to moja to już prawie stolik ze Skolimowa. Na parapecie pojawił się właśnie elektryczny nawilżacz powietrza, którego używam stosunkowo od niedawna, bo suche powietrze mnie dusi i mam w nocy bliżej nieokreślone napady kaszlu (a może po prostu śpię rozdziawiona jak moja sąsiadka na leżaku). Oprócz tego, że ma on niby nawilżać suche strefy, to jeszcze działać kojąco na moje umęczone dorosłością nerwy (dodaję do wody kilka kropli olejku z lawendy. No właśnie, lawenda. To już tak blisko maści...). Także tego, owszem, mogłoby burczeć z wieczora nieco inne urządzenie, ale u mnie aktualnie burczy coś, co zawsze się reklamuje na ostatniej stronie programu TV. 




Przenosząc się na sanki: must have to notes i kubek z emeryckimi smakołykami. Notes, bo wiele ciekawych myśli przypływa do mnie na wieczór i w nocy, a z racji podeszłego wieku nie jestem w stanie ich spamiętać do rana, muszę ratować się więc tradycją. Za to mój kubek to prawdziwy hit. Gdzieś tam jeszcze majaczą mi w głowie czasy, kiedy to taki kubek jakąś resztkę tekusi zawierał, dziś zamienionej na: termometr, apap, krople do nosa, krople do oczu, pęsetę (muszę kontrolować wyrastające w coraz bardziej niebezpiecznych miejscach włosy) i słuchawki (o! jest jakiś młodzieżowy akcent). Do tego obowiązkowo: tłuste masło na suche pięty i kolana, szklanka wody z cytrynką oraz jakaś ciepła herbatka w godzinach wieczornych. A na górnej półce postanowiłam jeszcze kwiata w szklance wyhodować. No, to już można powoli zaczynać tęsknić za okresem.



Podobno z górnej części ananasa można sobie roślinę zrobić, rozpoczęłam więc ten proces. Trik jest prosty: trzeba wykręcić te liście wraz z korzeniem (wystarczy mocno chwycić za górę i przekręcić), następnie obrać z dolnej warstwy liści, aż pokażą się korzonki (tak, to korzenie, nie robaki) i włożyć ten fragment do szklanki z ciepłą wodą (trzeba ją zmieniać codziennie). Po około dwóch lub trzech tygodniach korzenie powinny być długie i grubsze, wtedy można to wsadzić do ziemi. A potem jakieś sto lat czekać, aż to wyda jakiś owoc, ale nie na ananasach mi zależy, lecz na tych liściach, które przypominają mi moją ukochaną (i drogą jak cholera) agawę. Krzak w szklance to wprawdzie jeszcze nie szczęka w szklance, ale czas przyzwyczajać się powoli i do takiego widoku. 





Piszcie mi, co jest u Was przy łóżku.

A teraz wybaczcie, ale muszę suche łokcie nasmarować. 

Do następnego!

Share:

17 komentarze

  1. Lampka do czytania, stos książek, kindle, telefon, landrynki, krem do rąk, telefon, woda mineralna i obowiązkowo balsam do ust. No nie zasnę bez. Oczywiście w szufladce stolika jest maść dermosan na suche kolana, pięty oraz łokcie. Zamiast chłopem obkładam się w łóżku kotami. Osobisty narzyczony śpi osobno bo chrapie jak startująca eskadra MIG-ów, więc w trosce o jego zdrowie i życie został wyeksmitowany do sąsiedniego pokoju. Inaczej zachodzi obawa, że udusiłabym drania poduszką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Balsam do ust! Wiesz, że ja też nie zasnę bez? No nie ma opcji.
      Hahaha, tak chłopa wygonić! Zimna bestia :-D

      Usuń
  2. Ja nadal próbuje się dorobić czegoś na kształt stolika. No sanek chociażby ;) póki co na tak zwanym 'podorędziu' mam chusteczki, ładowarkę i słuchawki, krem z konpii dobry na wszelkie suchości i spray do nosa, jakby mnie w nocy przytkało. I tylko wciąż stolika brak... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, ten krem z konopi mnie zainteresował.
      Ładowarki, zmora naszych czasów, ale też gdzieś tam zawsze przy łóżku się wiją.

      Usuń
  3. u mnie wprawdzie butelka wody i telefon, ale poduszkę pod plecy też podkładam, więc pewnie się już zaczyna początek końca... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle mnie rozbawiłaś, ale kurcze sama prawda. Krople do nosa już jakiś czas u mnie schowane w szufladce stolika nocnego, bo rzeczywiście nos w nocy się zapycha no i te suche pięty te masło jest dobre? bo już wszystko próbowałam. Woda do picia, chusteczki do nosa, okulary do czytania niestety od 0,5 zaczęłam teraz już 1,0 no i książka. To na razie tyle z tych starczych, telefonu i ładowarki nie wymieniam bo już wszyscy są jakby przyspawani.Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masło jakoś tam daje radę, ale tu jedna emerytka wyżej poleciła maść dermosan- to z pewnością będzie lepsze, jak już próbowałaś wszystkiego ;-)
      Też nie wymieniłam telefonu, ale to chyba z tego powodu, jak to świetnie ujęłaś: 'przyspawana jestem' :-D

      Usuń
    2. Na suche pięty najlepiej krem z 30% mocznikiem, kupisz w aptece (info od mojej starzejącej się psiapsióły, moje piętki nadal różowe, choć przekroczyłam kilka magicznych cyfr ;-)

      Usuń
    3. O popatrz, jednak dobrze mieć starsze koleżanki! :-D

      Usuń
  5. Szklanka z wodą (bez sztucznej szczęki), kindle, notes, 2-3 książki, pióro, lampka, krem do rąk. Ale ciekawie to jest po mężowskiej stronie: zatyczki do uszu, opaska w łowickie wzory na oczy, ładowarka, 2 pendrivy oraz paczka muesli crunchy. Podziwiam Twoją determinację do wyhodowania rośliny - mi zmienianie jej wody znudziloby się po góra 3 dniach. Pozdrawiam emerycko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, mężowska strona to jest dopiero essentialowy mix- ale że opaska łowicka i muesli? :-D
      Poczekaj, dopiero zaczęłam, jeszcze bym tego determinacją nie nazwała :-P

      Usuń
  6. Wody nie trzymam, biegam do wodopoju, ale smarowidła owszem. Pod ręką muszę mieć książki i okulary do czytania, bo starczowzroczność mnie dopadła. Latem przy łóżku stawiam wentylator dla ochłody:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani! Pani wsadzi tą ananasową czuprynkę do ziemi od razu. Ten sposób z tym puszczaniem korzonków w wodzie jest nieco lipny i łatwo prowadzi do zgnicia. U mnie ananas rośnie od roku i coraz dłuższe ma macuszki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Włosów nie farbuj! Ja właśnie zapuszczam siwe. To mega komfort nie musieć farbować co miesiąc siwego odrostu tylko czekać z radością na dłuższe ��

    A agawy czasem ludzie odsprzedają na olx. Może w ten sposób trafisz tańszą niż w kwiaciarni!

    OdpowiedzUsuń