Czytam 60 książek rocznie, ale w domu mam ich tylko kilka (i biblioteczkę z kuchennej szafki).


To od zawsze tak wyglądało: wiejskie wakacje, dzieciaki lecą na jagody, ja leżę na trawie i pochłaniam szósty raz pod rząd 'Jacka, Wacka i Pankracka'. Kiedy na zewnątrz była piękna pogoda i moje koleżanki w kusych bikini paradowały po mazurskich pomostach, ja akurat zaczytywałam się w narkotykowych wizjach by 'Dzieci z Dworca Zoo'. A kiedy babki dopiero układały sobie poduszki pod łokcie, by rozpocząć swą wieczorną zmianę, ja zazwyczaj już byłam w piżamie i zmierzałam ku sypialni z Musierowicz pod pachą.

Do dzisiaj kiedy leżę z książką, mam wrażenie, że za chwilę wejdzie do pokoju mój ojciec i powie: 'Paula, idź pograć w badmintona'. Cholera, ten przymus spędzania czasu na podwórku. Pływałam, jeździłam i grałam w te wszystkie gumy, ale i tak moim ukochanym miejscem była biblioteka, w której spędzałam co najmniej trzy godziny w każdą sobotę. Nie zapomnę fantastycznej pani bibliotekarki w czółenkach z motylem, która była nad wyraz wyrozumiała i sama szukała mi książek po tytułach, bo do dziś nie wiem, co to jest katalog rzeczowy- systematyczny. I tej szafki z milionem szufladek też nie zapomnę, bo dziś o takiej marzę. Siedziałam też w czytelni i czytałam na miejscu, co dla większości mych ziomków było dosyć egzotyczne. Jednym słowem: jestem skończonym bibliofilem.

I tak dobrze, że nie nekrofilem, ale zajęcie to również czyni trochę szkody. Szkody głównie dla mnie. Tak. Czytanie na okrągło i od małego ma minusy, a największym z nich jest bez wątpienia nazbyt wybujała wyobraźnia, co z kolei skutkuje męczącymi snami i nerwicowym zachowaniem, bo zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy, ja już to widzę. Ale kto zna ten ból, ten wie, że to wszystko i tak na nic, bo kiedy zagłębiasz się w lekturę, możesz nie jeść, nie pić, nie sikać i nie spać. 

Co zabawne, po moim mieszkaniu zupełnie tego nie widać. I to jest chyba pierwsze zaprzeczenie mojego studium przypadku, że mieszkanie ma w stu procentach odzwierciedlać duszę właściciela. Nie uświadczysz u mnie bowiem biblioteki na całą ścianę, a raczej malutką kupkę jakichś trzynastu egzemplarzy, które gdzieś tam się walają z kąta w kąt. Niektórzy nie wyobrażają sobie domu bez książek; o mnie można by powiedzieć, żem analfabetka, bo ich praktycznie nie mam. Otóż, ja po prostu ich nie gromadzę. Nie zbieram. Czytam i puszczam dalej w obieg. Oddaję, pożyczam bezzwrotnie, wymieniam się. Mam kilka wyjątków, jak choćby moje ukochane 'Sto lat samotności', które ukradłam z mojego liceum. Tak, ukradłam je, bo kochałam to liceum i po maturze po prostu musiałam mieć po nim jakąś pamiątkę. Wzięłam więc to, co pierwszy raz wyznaję publicznie. Do przeczytanych książek zazwyczaj nie wracam- jest za mało czasu, by znowu czytać to samo, a szwedzkie kryminały już nie smakują odgrzane.

Na moją niewielką kolekcję znalazłam w miniony weekend miejsce idealne- kuchenną drewnianą szafkę z szybkami. Cholera, jak ja kocham remonty starych kamienic! Ludzie sprzedają takie meble za grosze. Ta szafka kosztowała mnie dwie dychy i godzinę szorowania z budowlanego pyłu. Wygląda nieziemsko, a wraz z moją bananową komodą tworzy teraz coś na kształt eklektycznego kredensu. Mieści różne rzeczy do poczytania, które chroni przed kurzem. Tylko książki wyjątkowe, aktualnie czytane i te w kolejce do przeczytania, reszta w obieg. I tylko Szacki ze swoją 'Historią myśli socjologicznej' skończył jako podstawka w puszce pod monsterą, ale o tym nie rozmawiajmy. 













Zbierać, czy nie zbierać? Oto jest pytanie!
Jak to jest u Was?

Do następnego :-)

Share:

12 komentarze

  1. Klinika Bieli04.06.2018, 15:49

    Z tą wyobraźnią to rzeczywiście nieraz przekleństwo, szczególnie jak ktoś opowiada jakąś obrzydliwą historię😁 Widzę odrazu, a czasami nawet czuję😂 Książki uwielbiam, kupuję, i pierwsze co robię to wącham😁 Nic nie równa się z zapachem nowej książki, żeby nie zbankrutować często odwiedzam bibliotekę, i zawsze czytam kilka książek na raz😂😁😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, ale tęsknię za bibliotekami <3 Teraz tak rzadko tam chodzę, bo książki głównie pochodzą z wymian albo właśnie nowe kupuję.

      Usuń
  2. Wygląda świetnie, chociaż ja osobiście wolę mieć dużo książek :P mam nadzieję, że nowe mieszkania kraków przewidują miejsce na pokaźną biblioteczkę, bo inaczej się tam nie przeprowadzam :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! No większość ludzi jednak woli pewnie zostawić, ja mam jakąś taką przypadłość, że jak przeczytam, to już mieć jej nie lubię :-D Oddaję, pożyczam- niech inni czerpią z literatury!

      Usuń
  3. u Ciebie książki widzę jak meble, pragnienie żeby mieć, poznać, a potem niech idą w świat ;) z tym bibliofilem jakbym o sobie czytała, z każdych wakacji wracałam jedyna blada twarz, bo w czasie gdy wszyscy się opalali, ja tkwiłam gdzieś w cieniu zaczytana w książce :) do tej pory dzień bez książki u mnie nie istnieje. Tylko, że w przeciwieństwie do Ciebie ja lubię je mieć, od czasu do czasu przeczytać jakieś zdanie po raz setny, albo zwyczajnie pogłaskać po grzbietach, więc cóż, kazałam małżonkowi machnąć regał na całą ścianę, a że chłop kocha to zrobił i mam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że chyba to prawda z tym porównaniem do mebli, zdecydowanie.
      I super! Najważniejsze, że wszyscy zadowoleni :-))

      Usuń
  4. Szafka za dwie dychy genialna :) U mnie z kolekcją książek tak... że niby się ich na bieżąco pozbywam, ale tez ich ciągle przybywa.... Staram się zatrzymywać te najlepsze! ale sporo takich... Podobają mi się biblioteczki koło ławeczki... do minimalizmu takiego mi daleko... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mebel wygląda niebanalnie, jest uroczy. Książki uwielbiam i czytać i mieć, choć dojrzałam właśnie do wyeksmitowania części:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eksmituj w świat jak nie czytasz, szkoda miejsca w domu.

      Usuń
  6. No to piona za Sto Lat Samotności✋

    OdpowiedzUsuń