Jak wykorzystać stare nogi meblowe i wnętrzarskie bagno mamony.


Gdybym wprowadzała się do mojego mieszkania dokładnie w tym momencie, z pewnością miałabym do urządzania zupełnie inne podejście. Ba, nawet nie wiem, czy w ogóle kupiłabym mieszkanie, bo jakoś tak odkryłam w sobie po drodze miłość do zmian wszelakich, a hipoteka to jednak udupia. Niemniej jednak mój punkt wnętrzarskiego startu przypada na 2010 rok. Na rok, który mamoną i nieprzemyślanymi zakupami stał.

We wnętrzarskim bagnie mamony nogi moczyłam. Na urządzenie całego mieszkania miałam trochę gotówki (nie z truskawek jak coś, tamte wydałam na ciuchy), ale jak to się stało, że z początkowych zakupów do dziś zostały mi tylko panele i szafki w kuchni- tego nie wie nikt. A, jeszcze gresowe płytki w łazience. Gdzie te kanapy po trzy tysiące, gdzie te wypasione szafki ertefał. Nawet i tefał też już nie mam, odkąd Frania bardziej niż huku petard bała się Martyniuka na Dwójce. Wszystko się upłynniło. Moje mieszkanie urządzone z pełnym kontem nie satysfakcjonowało mnie wcale. Nie wysilałam się specjalnie, szłam do sklepu i lekką ręką decydowałam się na gotowe rozwiązania.

Z czasem dopiero zrozumiałam, że swoje mieszkanie (w sensie takie samodzielne, nie tylko to stricte własne), to najlepszy plac zabaw. Że możesz w nim wyrazić siebie. Być wieśniarą na własną odpowiedzialność i jeść wyłącznie śniadania skracające życie. Live wild flower child i nic nikomu do tego. Nie pomoże Ci w tym jednak piniondz, który trochę mydli oczy i rozleniwia. Łatwo z nim zgubić cel. Moje mieszkanie osiągnęło wnętrzarski orgazm dopiero, kiedy wypstrykałam się z polskich złotych. Biedne, przez tyle lat żyło takie niezaspokojone.


Oto jestem dumna ja, bo znalazłam właśnie cztery piękne drewniane nogi starego typu. Mój poprzedni stolik kawowy (czyli ta szara ławka ogrodowa) niestety nie wyrażał mnie dostatecznie. Potrzebuję koloru, jak mi się robi nazbyt grafitowo-biało-brązowo, muszę szybko szukać rozwiązania, bo nie będę spać spokojnie i jeszcze się rozchoruję. Wróciły więc, niczym ten syn marnotrawny, różowe drzwi, które stały się blatem nowego stolika (po skróceniu). Ponadto, nasz Wujek Samo Zło(m) wygrzebał nam w swym naturalnym środowisku nowe puchy: wielka stoczniowa puszka dzierży teraz monsterę, mała zaś stoi na nowym stoliku i jest jedną z najładniejszych w mojej kolekcji (pomimo przerażającego napisu 'dental'). Tyle nowości w cenie dwóch egzemplarzy Vogue- dzisiaj to takie proste.




Muszę Wam koniecznie opowiedzieć, jak wykorzystać takie nogi i zrobić z nich super stolik. Bo ja już kiedyś takie miałam w swoich zasobach, ale że nie znalazłam na nie patentu, sprzedałam. Teraz jednak nawiedziło mnie olśnienie: kupujesz płaskie grubsze blaszki z otworkami i nie musisz budować żadnych tam cokołów. Najpierw trzeba odpiłować od nóg te wystające knypki, żeby były całkowicie płaskie, następnie przykręcić do nich blaszki. Nasze pierwsze podejście zakończyło się sromotną porażką, bo nabyliśmy blaszki za małe- w nogę dało się wkręcić dwa wkręty i w blat też tylko dwa. To za mało i stolik się chwiał jak Stary po cydrze. W nodze muszą być co najmniej trzy wkręty i jak najwięcej w blacie, koniecznie po obu stronach nogi- oto cała filozofia. Efektem tej współpracy jest mój najpiękniejszy stolik kawowy ever. Stolik w cenie czterech blaszek i woreczka wkrętów. 

Poniżej moje nowe zdobycze i pomysły (w tym nieco zmodyfikowana galeria ścienna). Cyrkowy nastrój 365 dni w roku i salon warty maksymalistki.

















Co myślicie o moim stoliku numer tysiącpięćsetstodziewięćset? 

Do następnego :-)

Tags:

Share:

16 komentarze

  1. U ciebie, jak zwykle, nudny nie ma. Gdy już pokocham nowe ustawienie i myślę nie zmieniaj tego... Ty robisz dwa ruchy i jest jeszcze lepiej. Stolik cudo. Róż kocha zieleń jak się okazuje. Galeria wspaniała, a co do puszek to skręca mnie z zazdrości:)

    OdpowiedzUsuń
  2. puszka z monsterą super.U mnie w tym kolorku nie pasuje ale na czarno już taaaakkk....

    OdpowiedzUsuń
  3. mam podobnie jak Gosia: kiedy już mi się wydaje, że lepiej być nie może, to zmieniasz coś i znów jest zarąbiście! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny, juz na FB napisalam Tobie- ze se ne da zliczyc wsyzstkich... a tu patrze , ze ma numer tysiącpińćsetstodziewińćset!!! Bosko♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jakoś tak, albo nawet tysiącpińćsetstodziewińćsetdwa! :-D

      Usuń
  5. Etap urządzania nowymi rzeczami i brak zadowolenia z efektu też mam za sobą😅 U Ciebie jak zawsze super! Uwielbiam!❤️ Róż piękny, puchy zajebiste, pomysł i wykonanie stolika ekstra! 🙂

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Ilekroć widzę Twoje mieszkanie- jestem pełna podziwu. I dla Twojej pomysłowości i... porządku! :)
    Tak sobie myślę, że zastrzyk gotówki "na Twoje mieszkanie, mógłby być pięknie zagospodarowany na... podłogę. To jedyna rzecz, która tak bardzo odstaje od Twojego stylu. Takie dechy czy parkiet to byłaby piękna kropka nad i, bardzo uspójniająca to wnętrze. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :-)
      No, wiadomo, drewniany parkiet rzecz piękna, ale póki co i tak mam sporo drewna w domu, więc nie widzę specjalnie powodu, żeby płakać nad panelami. W dalszej perspektywie mam plan na zmianę podłogi, ale nie będą to ani dechy, ani parkiety ;-)

      Usuń
    2. to, tak mysle- bedzie wylany beton???? pieknie by pasowal♥

      Usuń
    3. Haha, no nieee, aż tak to nie! :-D

      Usuń
  7. Super pomysł. Skąd wziąć takie blaszki montażowe? Gdzie kupić lub jak wyszukać?

    OdpowiedzUsuń