Nie szukać rzeczy po sąsiadach, czyli balkonowy dekor.


Mam swoje teorie na temat luksusu. Wszak dla każdego oznacza on co innego. Dla mnie luksus to siedzenie w majtkach na łóżku i zarabianie na czynsz. Smarowanie pośladków, ud i cycków różnymi kremami. Kiedyś luksusem był bilet sieciowy, dziś bywa nim wsiadanie do auta z pełnym bakiem. Luksusem dla mnie mogłaby być też na przykład codzienna dawka krewetek na obiad. Albo taki obsadzony roślinami i pierdołami balkon.

Cholera, naprawdę szanuję tych wszystkich, którzy w naszym klimacie z taką zaciętością i pieczołowitością urządzają swoje balkony, by później przychodzić do mnie po odbiór swych zwianych przez wiatr latarenek, które najczęściej znajduję na spacerze z Francą. Balkon w Polsce to sprawa problematyczna, o czym już wspominałam tutaj. W zasadzie nie opłaca się w niego specjalnie inwestować, ale robienie w nim kiepowni też średnio trafia w me gusta. Balkon luksusowy to balkon bez zadaszenia, ale owinięty cotton ballsami, okutany dywanami i przyozdobiony poduszkami, które z każdym kolejnym podmuchem wiatru  znacznie zmieniają swoje położenie. Luksus na tarasie to pełen przekrój roślin zakupionych za średnią krajową, które żyją tylko do 'zimnej Zośki' albo do Open'era, od którego zwykle rozpoczyna się w Polsce pora deszczowa (czytała Krystyna Czubówna). Potem, zmarznięte i spakowane w siatki z lidla, są już tylko obiektem szlochu każdej pani domu. Luksus to również siedziska droższe niż te w livingu, a które z każdą kroplą deszczu zostają łapane przez drżące dłonie i czule osłaniane przed tą cholerną niepogodą. I te splątane girlandy. Widzę szklane dzbany na instagramie i zastanawiam się, czy one na co dzień rzeczywiście tam stoją. Jednym słowem: kapitałowe zaangażowanie w balkon uważam za bezcelowe.

Dlatego też ja, stylistka jednej powierzchni, powiadam Wam: jeśli nie widzicie ze swego balkonu Venice Beach, to na te trzy miesiące polskiego ciepła najlepsza jest opcja zamykająca się w kwocie raczej rozsądnej, sporo rzeczy z odzysku oraz kilka dodatków, które nie odlecą wraz z huraganem Stefan (na Pomorzu wieje dużo). Mój balkon jest w 3/4 zadaszony, więc pławię swoje stopy w luksusie i mam pod nimi przyjemny dywan w rytmie boho, który robi tu dobrą robotę. Dywan ten trzyma przy ziemi niebieska paleta, która jest naszym stolikiem. Kupiłam trochę lawendy, jedno drzewko i jedną roślinę bardziej egzotyczną (kordylina). Moje ananasy już właściwie nie żyją, ale niech spokojnie dokonają żywota na półce z deski i czterech znalezionych cegieł. Najlepsze osłonki i donice? Wiadra, bębny, balie i glinianki po ogórkach. Za siedziska służą plecione 'poduchy' z sieciówki. Jedyną typową dekoracją jest duże mosiężne słońce z dzwonkami w indyjskim stylu, które po lecie wykorzystam w domu (tak samo jak dywan). Wieczorem przynoszę świeczki z mieszkania i spędzam tu każdą możliwą chwilę. A rano nic nie muszę poprawiać, ustawiać, wycierać. Wiecie, bo w życiu liczy się to, żeby nie szukać swoich rzeczy po sąsiadach. 



















plecione siedziska: Pepco 
księżyc: TK Maxx
dywan: Vella Home (dokładnie mój model znajdziecie tutaj )

A teraz wracam do naleweczki, mamrocząc przy tym: do następnego!

Share:

6 komentarze

  1. Ładne kolory tam u Ciebie :) ja też wolę inwestować oszczędnie, a i tak uwielbiam mój mikro balkon 'nołmater łat' ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby taki niedoinwestowany ale wygląda świetnie. Skoro już wsmarowujesz te kremy, to może przejrzysz katalog Oriflame? Zbieram zamówienia do jutra do 15. Przesyłka gratis.https://pl.oriflame.com/products/digital-catalogue-current?pageNumber=88&catalogue=2018008

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow cóż za rozsądne podejscie :D Dopiero trafiłam na bloga i pierwszy post który tak bardzo mi przypadł do gustu :D Osobiście zgadzam się w 100% w kwestii pomorskiego wygwizdowa i pory deszczowej. Fajnie se pooglądać te aranżacje balkonów na pintereście czy insta, ale u nas to się nie sprawdzi. Twój zresztą super wygląda, nie ma się czego przyczepić, mucha nie siada ;) Ja sama mam raczej taras i jest urządzony w wersji "śmietnik rulez". Tzn stara kanapa, druciana półka na buty robi za kwietnik a stołek schodkowy za stolik. A kwiatki mam bardzo pragmatycznie niemodne - komarzyce, turki, czosnek i wszystko co tylko odstrasza latające, rządne krwi wampiry ;) i do tego wytrzymuje nagłe przymrozki i 30 stopniowe upały, nie robi im różnicy huragan i kot zwalający raz na jakiś czas doniczkę ;) Lawenda u nas niestety wymięka O_o
    Pozdrawiam serdecznie i będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No Pomorze w kwestii deszczu i wiatru wygrywa ten ranking. Twój dekor w postaci kanapy plus drucianej półki już mi leży, a jak jeszcze rośliny odstraszające owady- otototo! <3
      Pozdrawiam również i wpadaj jak najczęściej!

      Usuń