Gdzie się podziały tamte szafki, czyli jak sprzedawać cenne graty.


Moja mama wciąż patrzy z politowaniem na moją pralkę, a moja babcia pewnie złapałaby się za głowę, że ten znienawidzony klocek do szorowania gaci dziadka może dzisiaj robić za gwiazdę. I to w DUŻYM POKOJU, na main stage mieszkania. Ale spoko, mi też wiele rzeczy się kiedyś nie śniło, a teraz proszę, są. Na przykład pisanie smsa, czy ktoś jest w domu, bo nadal zdarza mi się jechać przez pół miasta, żeby to sprawdzić.

Relikty sprzed lat, które kiedyś były, bo nic innego nie było, okazały się dzisiaj płynnym złotem. Tak samo jak okazało się, że współczesne wytwory małych niedożywionych chińskich rączek nie spełniają naszych dzisiejszych wymagań i w XXI wieku my jednak wolimy zrywać babkom ze ścian ich retro makatki, szukać wyszczerbionych talerzy w kwiaty i przerabiać stare wypierdziane fotele. Nastąpiła zbiorowa histeria, której owocem jest wspólne pożądanie przypalonego fajką bez filtra brudnego dywanu. I się nikt go nie czepia, ba, nawet tej dziury nie załata, bo może to Hendrix go kiedyś przypalił albo jakiś inny Wodecki. W bezdusznym świecie bangladeskiego badziewia szukamy głębi w szklance w metalowym koszyczku.

Kiedyś zazdrościłam koleżance jeansów americanosa, dzisiaj rzuciłabym jej na głowę foliówkę z wodą i ukradła to krzesło, co znalazła na śmietniku (Nie no żartuję, co Wy. Ja przecież nie używam foliówek). Wielu dojrzało w tym śmietniku całkiem niezły biznes i oto mamy sporo internetowych vintage shopów, w których możemy wirtualnie grzebać nawet za pośrednictwem instagrama. To bardzo wygodne. I jeszcze całkiem dochodowe.  


Nie wiem, czy można się z tego w 100% utrzymać, pewnie tak, o ile ma się dobre źródło fajnego i zróżnicowanego towaru. Natomiast na pewno można sobie na tym trochę dorobić. Ja tak czasem robię. Wiecie, raz jakiś złom sprzedam, innym razem butelki. Albo trafi się jakaś robota na lewo. Jednym słowem, jestem freelancerem. 

Nie przywiązuję się do rzeczy, podnieca mnie szukanie i zmiana. Znoszę i wynoszę, nieustannie wymieniam. Ciągle dostaję pytania, gdzie jest moja szafa szpitalna, gdzie to i tamto. Jakbyście byli współczesnym Gąsowskim i śpiewali mi do ucha: 'Gdzie się podziaały tamte szaafki, tamte stoliki, gdzie tamten blaaaat...'. Odpowiadam więc zbiorczo, raz a dobrze: sprzedałam. Obejrzyjcie sobie 'Wojny magazynowe', a zrozumiecie istotę tego procesu. Szukasz super rzeczy za małe pieniądze, wystawiasz je za nieco większe pieniądze. Tak zwany handel cennym towarem, tylko że legalnym i starym. Osobiście nie prowadzę regularnej działalności w tym zakresie, nie mam sklepu czy coś, to tylko okazyjne transakcje uskuteczniane po tym, jak już się nacieszę jakimś gratem i po prostu zapragnę czegoś nowego. Ale jara mię to jak Starego Mundial i marzy mi się kiedyś taki stacjonarny sklep, gdzie mogłabym artystycznie wyżywać się na witrynie. Leżałabym na niej nago, przykryta tylko przeżartym przez korniki peerelowskim biurkiem. Taki zerowaste' owy protest song, graciarski performens, walka z konsumpcyjnym systemem w stylu Mariny Abramowić.



Jeśli chcecie coś dobrze sprzedać online, przede wszystkim: róbcie dobre zdjęcia (warunek konieczny). Jasne, ładne, kolorowe, przejrzyste, wyraźne. Czyńcie też podstawowe aranżacje (też warunek konieczny- nie każdy sobie potrafi wyobrazić efekt finalny). Piszcie chwytliwe tytuły (wpisujcie wszystkie te modne słowa: vintage, loft, prl), reklamujcie się i wyróżniajcie (i nie ma co się wzdrygać na myśl o postach sponsorowanych- w dzisiejszym świecie reklama ma moc, a to naprawdę prosta i dobra metoda). Miejcie rzeczy wyszorowane, w jak najlepszym stanie, mogą być odmalowane czy lekko przerobione (ale nie za bardzo, bo efekt może być z kolei zbyt indywidualny). Nienawidzę dostawać brudnych i totalnie nietkniętych rzeczy, zazwyczaj już więcej nie kupuję w takim sklepie, chyba że jest jakoś wybitnie tanio. Nie wariujcie też z ceną- każdy chce zarobić, ale jak widzę, jak ktoś kupuje stare wiklinowe krzesło za trzy dychy i sprzedaje je za 850 zł, to mnie trochę korci, żeby mu napisać, żeby sobie ten przecinek przesunął. Starocie są dzisiaj w cenie, ale nie w cenie nowego Eamesa, please. W wielu sklepach oferowany towar się powtarza, pełno jest Włocławka, więc dobrze jest szukać czegoś bardziej unikalnego. Ostatecznie dzisiaj meblem może być wszystko- pan, od którego kupiłam moją miętową pralkę, przyznał, że to była najszybsza transakcja w jego starociowej karierze :-) 


A Wy tylko kupujecie, czy też sprzedajecie?

Do następnego!

A zdjęcia z mojej niedzielnej wyprawy na rynek, na którym też czasem coś sprzedam ;-) 

Share:

10 komentarze

  1. Klinika Bieli10.07.2018, 13:44

    Genialny tekst💙

    OdpowiedzUsuń
  2. Kobieto Twoja lekkość pisania jest cud miód! Stylowa do głebi, o! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko ładnie pięknie tylko nie zdążyłam się szafką medyczną nacieszyć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety tylko kupuję ,i cholernie szkoda mi się czegokolwiek pozbyć.Siedzę w samy środku tego wszystkiego ,a naokoło niezła fortyfikacja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzie się podziały... W. Gąsowski😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Dlaczego nikt mnie nie poprawił???
      Dzięki, już zmieniłam!

      Usuń