Nowe budownictwo vs stare bloki. I dlaczego dziś wybrałabym to drugie.


Nowoczesne osiedla. W swym początkowym zarysie miały jawić się jako te antidotum na śmierć wizualną w postaci wielokolorowych balkonów z girlandami gaci (patrz zdjęcie wyżej). Przeciwjad na niewesołe żulernie, blaszane zsypy, stare rury, niebezpieczne parki pełne emerytowanych gwałcicieli i tanie lekarstwo na drogich w utrzymaniu prezesów spółdzielni 'Monika'. Miały być sofistikejted, modern, skandinawian end ekskluziw. Prywatne siłownie, wewnętrzne patia, bramy garażowe w kolorze wenge, który świadczy w Polsce o kasie. Takie całoroczne RODOS- Rajskie Odjazdy Dewelopera Ogrodzone Siatką.

Tak. Ja też się nabrałam. Wszystko to, co miało być niby plusem, okazało się minusem. I jakoś tak przestało mi się podobać na tym współczesnym nowym. Kupując mieszkanie teraz, dzisiaj, już nie skusiłyby mnie te deweloperskie 'wygody dla mieszkańców'. Z tęsknotą dziś patrzę na każdą babkę w oknie z poduszką pod łokciem. Osiedle mi się znudziło, a może ja tu po prostu przestałam 'pasować'- nigdy się tego nie dowiem.

ZARAZ ZARAZ, TU JEST ZAKAZ.

Współczesne osiedla zakazem stoją. Miało być tak, że to dla porządku, żeby nie zrobiło się optycznie tak, wiecie, jak w obozie uchodźców albo na Oruni Dolnej (ukraińsko- mafijne osiedle Gdańska, przyp.red.). Jednakże większość ludzi potraktowała to bardzo dosłownie i oto niedługo każde spuszczenie wody w wc po godzinie dwudziestej drugiej zostanie surowo ukarane. Nie zrozumcie mnie źle- nie chodzi o dzikie bale po nocy, bez demagogii. Ale pamiętam, jak ja spędzałam całe dnie na podwórku, waląc piłką o ścianę bloku. Nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi. Na moim osiedlu mieszkają w 90% młodzi ludzie, a zachowaniem przypominają jedno wielkie zramolałe towarzystwo ulepione z budyniu o smaku frustracji. Przeszkadza im wszystko: psy, koty, dzieci, samochody, sąsiedzi, muzyka, robotnicy, sprzątaczki, rowery na klatce, otwarte drzwi do klatki, za głośne rozmowy w windzie. Chodzą uzbrojeni w złość i naklejki na szyby dla źle zaparkowanych aut. Mam wrażenie, że przestaliśmy się tu czuć swobodnie, choć moją pasją nigdy nie było puszczanie muzyki na kitę na balkonie albo granie na starym pianinie. Chodzi o ogólną atmosferę, w której ostatnio nie ma jakby dnia, żeby się ktoś do kogoś o coś nie przypieprzył. W trosce o nasze fantastyczne i piękne osiedle staliśmy się dla siebie swymi własnymi kapo.

BRAKI JEDNEGO, NADMIAR INNEGO.

Nowoczesne osiedla budowane są według tej samej zasady- dużo bloków na małej powierzchni. Skutkuje to wieloma brakami, choć na pewno nie brakiem sąsiadów zaglądających sobie w okna. Nie ma parku, nie ma boiska, nie ma placów zabaw, ba, nawet nie ma kurna trzepaka (a może to i dobrze, bo pewnie trzepot trzepaczki też by wkurwiał). Jeżdżę na Zielony Rynek i z rozrzewnieniem patrzę na stare bloki tak oddalone od siebie, ustawione w jakieś normalnej przestrzeni. Pomiędzy nimi zieleń, place zabaw, alejki. Jak moje osiedle jest przyjazne dzieciom, to ja jestem kochanka Trumpa. Nie wiem doprawdy, skąd ich tutaj tyle. Może rodzicie chcieli się z nimi bawić na obwodnicy? Nie ma dnia, żeby ktoś z balkonu nie opierniczał jakiegoś dzieciaka, ostatnio jeden wariat chciał wzywać policję do dwunastolatka na rozklekotanym rowerze. Szczekanie psa, bieganie królika, łażący sobie smętnie kot- generalnie żadnych zwierzęcych obcych na osiedlu. 

WSPÓŁCZESNE GETTA.

Moje osiedle nie jest zawoalowane drucianą siecią, ale były i takie pomysły. Mamy za to wewnętrzne patia i miliony do nich kluczy, nawet śmietnik jest na klucz, żeby przypadkiem ktoś z zewnątrz nie wyrzucił tu swojego gorszego pampersa. Jedne jedyne dwie furtki są zawsze otwarte, żeby można było przejść skrótem na przystanek autobusowy. I oto teraz padają pomysły, jak tu się jeszcze bardziej zamknąć. Szlabany może postawić, a może ciecia na całą dobę, który  by pilnował, żeby ktoś z bloku obok nie przeszedł przez patio mojego bloku. I tylko kilka głosów jakichś przytomnych ludzi, że jak na przykład listonosz się dostanie albo karetka, jakoś uratowały sprawę. Chciałam zaproponować, że może byśmy założyli na blok taką szklaną kopułę, jak na Simpsonach. Albo może podsłuchy? Sąsiednie, jeszcze nowsze osiedle protestuje, że ludzie od nas jeżdżą im pod oknami i chcą się ustanowić jako teren prywatny, choć to generalnie droga do publicznej szkoły. Whatever. 

LEPSI LUDZIE.

Wyposażeni głównie w karne kutasy. Mam nieodparte wrażenie, że ludzie na moim osiedlu się nie tylko totalnie nie znają, ale też całkiem dobrze nienawidzą. Jeśli wydaje Wam się, że na nowym to jest tak rodzinnie i milusio, to jesteście tak samo w błędzie jak moja teściowa, która zawsze była przekonana, że Stary w życiu nie palił. Tu ludzie potrafią urządzić prostackie gównoburze w koszulkach hilfigera, zaraz jak tylko wysiądą ze służbowej Octavii. Tutaj najszybciej Ci ktoś narzuca petów do ogródka albo zdemoluje wózek na klatce, bo mu przejście zagradza i w ogóle jest przecież zakaz (patrz punkt pierwszy). Każdy ma swoje przydzielone miejsce parkingowe, a weź dla beki spróbuj na pięć sekund się zatrzymać na czyimś- ha, dopiero pochłoniesz tę rzuconą Ci w twarz klasyczną wiązankę, jakiej nie usłyszałeś w życiu, nawet w ogólniaku i nawet od drugorocznego, jak mu niechcący nadepnąłeś na nowego buta. Tu jest 'ą' i 'ę', i jeszcze 'spierdalaj' w słowniku.

***

Nie mogę i nawet nie chcę generalizować, że tak jest wszędzie i na pewno. Ale odwiedziłam ostatnio mamę na starym Chełmie, a tam, proszę ja Ciebie, jakoś tak... miło? Dzieciaki się drą, babki siedzą pod blokiem i się normalnie uśmiechają. Zadbane trawniczki, ale bez fanatyzmu. Jezu, śmietnik se stoi otwarty, tak normalnie (choć nic ciekawego nie było). Ale przynajmniej mogłam tam wyrzucić ogryzek. U mnie tego nie róbcie- za chwilę przyjdzie do Was pismo o obciążeniu kosztami za narażenie mienia wspólnoty. Mam ochotę wracać biegiem do wielkiej płyty, gdzie była 'wolność i swoboda', jak śpiewał Marcin Miller. 

 Do następnego :-)

Share:

22 komentarze

  1. Mieszkałam na nowym osiedlu pół roku - nigdy więcej! Z radością wprowadziłam się bo mojego zupełnie nieprestiżowego kamienicobloczku z początku lat 50, z zaokrąglonymi rogami, wielkimi zielonymi podwórkami z każdej strony, paniami emerytkami z zupełnie nierasowymi pieskami, które rozmawiają pod moim oknem o cenach koperku i dziećmi grającymi w piłkę za blokiem. Atmosfera mi się udzieliła i wyposażyłam się w hulajnogę - najlepsza decyzja zaraz po kupnie mieszkania w starym bloku;)

    PS W ogóle budownictwo tuż-powojenne to moje ulubione, jeszcze cegła, grube mury, wysokie sufity i chłód w lecie, ale bez kosmicznych cen przedwojennych kamienic:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój opis brzmi co najmniej jak moje wymarzone mieszkanie.
      Przedwojenną kamienicę zasiedlałam przez dwanaście lat i niekoniecznie była spełnieniem moich marzeń, ale czuję, że takie właśnie takie budownictwo z lat 50-70 byłoby wprost idealne, gdzieś tak pośrodku. Przegięłam z nowoczesnością, która w nadmiarze w ogóle chyba do mnie nie pasuje.
      Mam nadzieję, że też kiedyś się wyrwę z tego nowoczesnego cholerstwa.

      Usuń
  2. Kocham moje mieszkanie w bloku z lat 60. Zieleń, przestrzeń, sąsiedzi, których poznałam i polubiłam zaledwie w rok od przeprowadzki, stare graty pod wiatami śmietnikowymi, nad którymi dumam razem z panem Zdziśkiem spod trójki, ("Jakie to porządne meble kiedyś robili")a potem, pod osłoną nocy znoszę do domu i odnawiam w naszej blokowej suszarni. Nikt nie ma pretensji, że się potyka o przedłużacz, którym ciągnę prąd z mieszkania do piwnicy, coby opalarkę uruchomić. Nikt nie krzyczy, że mu pod oknem szlifierką hałasuję albo że mu gacie lakierobejcą śmierdzą, kiedy fotel na spółkę z praniem się suszy w suszarni.
    Ale jeszcze bardziej od mojego mieszkania kocham Twój twórczy wkurw i Twoją frustro-płodność literacką. O czym byś do nas pisała, jakbyś mieszkała w tej ceglanej powojennej kamienicy, albo w wielkiej płycie z l. 70?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ fantastycznie mieszkasz <3
      Haha, dzięki! Ja myślę, że już bym sobie znalazła tematy, a może z tego szczęścia wena by mi jeszcze lepiej dopisała!

      Usuń
  3. Nic ciekawego na śmietniku nie było <3 i wyszło szydło z worka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, uwielbiam :D My trochę czasu mieszkaliśmy na Morenie, tam to sąsiedzi dzwonili po straż miejską, bo ktoś miał czelność zaparkować poza wyznaczonym miejscem, co skutkowało oczywiście blokadą. Cudowne miejsce, tęsknimy ogromnie ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, Morena.... Moja mama mieszkała tam jakoś rok, po czym z radością uciekła na stary Chełm.

      Usuń
  5. Jak ja uwielbiam to Twoje nowojorskie pisanie. Jesteś mądrą, bystra i seksi :) To mówiłam ja, Ania z Chorzowa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sobie zapiszę tego posta w zakładkach, bo przychodzą mi do głowy myśli, żeby kupić Mieszko I po powrocie na ojczyzny łono właśnie na takim ślicznym osiedlu. . .

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas też śmietniki zamknięte na klucz. Kluczenie, nomen omen, między okratowanymi blokami z lat '90 - o panie, jaki to jest strach jak wejdziesz jedną stroną i nie wiesz czy wyjdziesz drugą, jaka adrenalina!

    OdpowiedzUsuń
  8. To i ja pozwolę sobie na uogólnienie: tak to jest w Polsce, ze 90% obywateli rości sobie prawo do opierdzielania (nie, nie "zwracania uwagi" bo to za słabe słowo) wszystkich za wszystko. Może sama na wpadłabym na takie wnioski gdybym nie obejrzała reportażu o klubie terapeutycznym dla Polek które wróciły z emigracji. Jeden cytat zapamietałam " przez 3 msc pobytu w Polsce wiecej razy mi "zwrocono uwage" niż przez całe 13 lat pobytu za granicą". I tu zaczęła kojarzyć fakty, przypominać sobie i kolekcjonować kolejne przykłady. 1. Sąsiad z dołu: SŁYSZAŁEM ze u Państwa dzisiaj schabowe. 2. Mój młodszy syn opatulony w czapke, szalik, kombinezon i śpiworek wózkowy. Temp -2 a emerytka do mnie i na mnie się wydziera: pani zakryje buzie temu dziecku!!! Poradziłam jej zrobić to sobie. 3. Całe mnóstwo przykładów zwracania uwagi na rozmiwy tel. w komunikacji. 4.Kobieta lat okolo 40 przejeżdża na rowerze przez przejście dla pieszych (chyba najszersza zebra na osiedlu), jestem tam jeszcze ja i emerytka ktora się wydziera: tak nie wolno !!! Rower sie przeprowadza !!! itp. Konkludując: to chyba działa na zasadzie: każda ofiara chce być kiedyś katem czyt.na mnie sie drą to i ja się powydzieram na innych i koło się zamyka. Chwilowo przeżywam moją drugą emigracje: 1. lata 90te w Austrii 2. obecnie od 5 lat w UK. i stąd mam porownanie. Taka sytuacja: powrot z pracy, autobus zamiast jechać swoją trasą zjeżdża do zajezdni, kierowca bez słowa wysiada i zamyka drzwi (zapewne udał się do toalety), wszyscy grzecznie i w cichości na niego czekają a po jego powrocie upewniają się czy wszystko w porządku. No to teraz pozostawiam waszej wyobraźni reakcje pasażerów na adekwatną sytuację w polskiej komunikacji ( bo mnie na samą myśl oblał zimny pot i odeszły wody) 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest prawda- u nas pierwsza myśl to: 'dlaczego nie zwróciła mu Pani uwagi??!!'. Każdy się przypieprza i wpieprza do każdego, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego na tak młodym osiedlu, gdzie dużo ludzi w naszym wieku (po trzydziestce). A tu masakra, już mam powoli bardzo dość.

      Usuń
  9. Cudny opis. My od roku w wynajętym mieszkaniu w nowym budownictwie - wszystko na klucz. I TYLKO na klucz, tzn. kodem domofonu nie otworzysz, bo kod byś nie daj borze komuś podała i tak ktoś mógłby sobie wejść. I bramki przy każdym wyjeździe na osiedle, a pilota mamy tylko do jednej, bo spółdzielnia toczy wojenki z deweloperem. I parkować na terenie osiedla moi nie wolno. Tylko na parkingu podziemnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie aż mam ochotę dopisać osobny akapit na temat parkowania. U nas są tylko pojedyncze prywatne (wykupione) miejsca parkingowe, jak tak, dajmy na to, rodzina do Ciebie przyjdzie, to najlepiej niech zaparkuje gdzieś na starówce i na piechotkę idzie. Jedyny wolny i duży parking był przy supermarkecie, ale też go właśnie oznakowali, że tylko dla klientów sklepu, którzy raczej i tak przychodzą tu z buta, bo to środek osiedla... no comment!

      Usuń
  10. U mnie - w śródmiejskiej dzielnicy Poznania - przeszkadzały ostatnio niektórym mieszkańcom hałasujące mewy (lub rybitwy - tego jeszcze nie ustalono) :D Podczas, gdy ja poczułam się jak nad morzem będąc 300 km od niego i te skrzeczące mewy tylko uśmiech na twarzy wywołały,to ktoś inny miał z tym problem :D Ja to zjawisko o którym piszesz obserwuję już od jakiegoś czasu, niestety ludzie się nie lubią wzajemnie - na ulicy, w sklepie, w parku ciągle konflikty, kłótnie, zwracanie uwagi. Kiedyś pod moją kamienicą kilkulatek przewrócił się wprost pod moje nogi, podniosłam go i widząc, że zanosi sie płaczem zapytałam czy złapał zająca, na to jego elegancka mama z oburzeniem zapytała czy mam 10 lat żeby tak mówić do dziecka xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś ty.... ale żeby mewy?? Ich skrzeczenie to najpiękniejsze, co może być, natura i w ogóle!
      To prawda- ludzie się nie lubią. Ludzie się bardzo nie lubią. Przykre to jest, zupełnie inna rzeczywistość niż czasy mojego dzieciństwa. Wróćcie, radosne lata 90-te!

      Usuń
  11. Niestety prawda jest taka, że wszystko zależy od ludzi. Ja mieszkam na starym osiedlu. Moimi sąsiadami są głównie starzy ludzie, którzy na widok dzieci w wózku tiutają z zachwytu - niech się naród rozmnaża! Ale kiedy to-to zaczyna po ich trawnikach biegać z krzykiem i grać w piłę, to już kategorycznie NIEEEEE! Plac zabaw też NIE, ale za to mamy ławeczki: pod klatką, na trawniku, pod drzewem, na których śpią żule, albo po nocach drą się przy piwie i szlugu (w ilościach hurtowych) ci, którym nie pozwolili w dzieciństwie w piłkę grać. Panie wiedzą wszystko o wszystkich i wszystkim - każdy Twój ruch jest pod kontrolą. Przez okna leci WSZYSKO: marchewki, ziemniaki, kości i w ogóle, bo ptaszki zjedzą wszystko ;) Mieszkam na parterze, więc pod balkonem mam dywan z kiepów, zwiędłych pelargonii, zużytych ekspresówek i skórek chleba. Ale faktycznie - jest zielono ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale u nas są w 90% młodzi ludzie, a zachowują się dokładnie TAK SAMO. Też mamy żuli, palenie petów na balkonach, disco polo itp., więc Ty chociaż masz zielono :-P

      Usuń