Osobista walka z systemem (i stół ze szpuli).


Sukcesywnie opuszcza mnie umiejętność kupowania nowych rzeczy w zwykłych sklepach. Mam nieodparte wrażenie, że wszystkiego na świecie jest już tak dużo, że nie ma sensu dokładania do tego następnych przedmiotów. Nabywam nowe krzesło i mam takie same wyrzuty sumienia, jak wtedy, kiedy miałam cztery lata i ukradłam dwie wielkie śruby z elektrycznego. Kupowanie jest jak nowy gluten.

A jeszcze gorsze od nierozważnego kupowania jest zestaw kupowanie & marnotrawienie. Wyrzucanie to zmora naszych czasów, bo wszystko jest jednorazowe- buty, samochody, mężowie. Nie naprawiamy, bo wywalamy. Tak jest szybciej, prościej, a nawet i taniej. Siatka z jedzeniem w śmietniku to jak rzyg się na ołtarz. Wszystkie te porzucone meble uaktywniają bolesne zakamarki w mojej czaszce, są jak antyakupunktura. Zbieram więc, znoszę i używam. Nie splami mi honoru pogrzebanie w śmietniku. Koleś z klatki obok powinien przytrzymać mi klapę, a nie gapić się jak na debilkę. Bo ja tu prowadzę moją osobistą walkę z systemem, nażelowany ciulu w elastycznej koszulce z dyskontu. 

Dlatego też, kiedy postanowiłam powiększyć jakoś nasz stół w jadalnianym kącie, tradycyjnie nie doczekałam się w sobie jakiekolwiek zakupowej weny, za to wpadłam na pomysł stary jak mój Stary: szpula. A konkretnie jej drewniany blat, który wyszperałam prawie za darmo na olx. Wykorzystałam do niego żeliwną nogę od poprzedniego, nieco za małego stołu. Blat tylko lekko przeszlifowałam, zaimpregnowałam olejem i gotowe- tradycyjnie wygładzi się na glanc podczas odkurzania. 

Z innych przykuchennych nowości: peerelowska szafka z szufladami, marmurowy świecznik, porcelanowe podkładki pod kubki i duża misa- wszystko nabytki z niedzielnej wyprawy na rynek. I wszystko pewnie po jakimś starym poplamionym Niemcu, ale nikt mi nie obiecywał, że walka z systemem będzie lekka.











Do następnego :-)

Share:

10 komentarze

  1. Klinika Bieli12.07.2018, 16:07

    Też bym się gapiła na Ciebie jak szperasz w śmieciach, tylko, że ja stałabym w podartych dżinsach, białej, raczej bawełnianej koszulce i pewnie miałabym poplamione od farby łapy. Stałabym sobie i z szelmowskim uśmiechem na mej oddanej twarzy myślała bym kto pierwszy ten lepszy😁😂

    OdpowiedzUsuń
  2. Nażelowany ciul rozjebał mnie totalnie.Teraz już wiem dlaczego i za co Cię uwielbiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że jak to dopiero teraz wiesz??
      <3

      Usuń
  3. klinika Bieli12.07.2018, 22:42

    Zapomniałam dodać, że stół czadowy :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten wątek z nażelowanym ciulem to historia mojego życia. Chociaż prędzej spotykam się z świętym oburzem osiedlowych matron, co to się troszczą o życie i zdrowie Młodego, czekającego cierpliwie pod wiatą, kiedy matka ochoczo oddaje się grzebaniu w kontenerach. Próbuję tłumaczyć, że mam Typa na oku,że nie będę go przecież wciągać pod śmierdzącą wiatę, staram się już nie dodawać, że ten wózek, w którym Młody robi ze mną tour de śmietnik, też został niegdyś wygrzebany.
    Ogólnie to polecam wszystkim zniechęconym niepowodzeniami w poszukiwaniu cennych gratów "15 śmietników challange". W skrócie chodzi o to, że trzeba wygospodarować jakąś godzinę i odwiedzić przynajmniej 15 wiat śmietnikowych. Sukces gwarantowany. Z ostatniej rundki przyniosłam sobie stolik RTV z lat 60, fotel rattanowy, szufladki ze starej maszyny do szycie i inne mniejsze fanty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, ten fotel rattanowy <3 aż mnie skręciło.
      Widzisz, problem jest taki, że na nowszych osiedlach, jak niestety moje, wiaty są na klucz tylko dla mieszkańców danego bloku. Tęsknię za mieszkaniem w starszym budownictwie, gdzie śmietnik stał tylko pod daszkiem i był normalnie ogólnodostępny dla ludzi, a nie jakiś prywatny kosz #beznadzieja.

      Usuń
  5. To prawda, stare budownictwo to raj dla zbieraczy, ale ile już razy miałam złamane serduszko, widząc jak ekipy opróżniające mieszkania czy piwnice, znęcają się nad prl-owymi dizajnami. Tu gdzie mieszkam, większość wiat też zamykana na klucz, ale szczęśliwie duże gabaryty ludzie zostawiają gdzie popadnie: pod wiatami, przy klatkach schodowych albo po prostu pod jakimś osiedlowym krzakiem. Wiem, że szlak trafia panów ze śmieciarki, ale ja na tym korzystam :).

    OdpowiedzUsuń