Amfilada z przeszkodami, czyli mieszkaniowe problemy, które da się rozwiązać.


Podły grymas twarzy wcale nie został przeze mnie wyniesiony z kina noir. Owszem, mam kiepskie geny, gdy miałam piętnaście lat wpuszczali mnie na filmy od lat osiemnastu, ale to nie to. Nas, rodaków, charakteryzuje bowiem taka sama zmarszczka między przerzedzonymi od smogów brwiami- tak zwana wkurwozmarszczka. Wstajesz rano nie tą nogą i już wiesz, że masz to na twarzy, zaraz obok nowej krosty i zaschniętej śliny.

Lubimy se ponarzekać. To nasz sport narodowy, jedyny uprawiany regularnie, nie tam siłownia w dniach 2-20 stycznia. Cholera, ja to nawet lubię. Mam takie dni, kiedy gderam se od świtu do zmierzchu, staję się taką naburmuszoną i małostkową muchą. Potem się z tego śmieję, to takie polskie! Nie da się przecież znieść tych wiecznie uśmiechniętych ludzi z Los Angeles, stay positive, yolo, good vibes only. Artur Rojek śpiewał: 'Nie wierz nigdy, nie, tym co ciągle udają i ciągle uśmiechają się'. A ja wierzę rodakowi. 

Powodów do biadolenia też zawsze znajdzie się u nas dużo, sypniemy nimi z naszych poliestrowych rękawów jak Copperfield królikami. Jak PiS nic chwilowo nie wyprawia, to chociaż lato za gorące- zawsze jest w czym wybierać. Tematy wnętrzarskie też się łapią na listę, choć może nie są tak emocjonujące jak polityka czy palenie fajek na przystankach. Ale wystarczy, że pokażesz komuś pięć półek z książkami i bibelotami, żeby zaraz usłyszeć w kontrze: 'A kto to będzie sprzątać!'

'Jeśli chcesz, znajdziesz wyjście, jeśli nie chcesz, znajdziesz powód', głosi słynne powiedzenie wszystkich kołczów. Budownictwo w naszym kraju to nie są może opasłe wille na wzgórzach Hollywood, ale wystarczy przyjrzeć się japońskim kawalerkom nieprzekraczającym osiemnastu metrów kwadratowych, żeby stwierdzić, że u nas naprawdę nie jest tak źle. W każdym razie nie tak źle, jak nam się zawsze wydaje. 


1. NA TAKIE RZECZY TO MAM ZA MAŁE MIESZKANIE

Każdą wnętrzarską teorię można obalić tym jednym stwierdzeniem. 'Nie mam miejsca'- no i dupa, co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Otóż nasze mieszkania niekoniecznie są za małe, co raczej to my mamy za dużo rzeczy. Składowanie i zbieranie to coś, co nie tylko Perfekcyjna Pani Domu ujawniła, znajdując w co drugim mieszkaniu bombki na meblościance. W lipcu. My po prostu nie potrafimy rozstać się z dobytkiem. Płaczemy na widok misia z dzieciństwa, zbieramy niepasujące do żadnych garów pokrywki i patelnie bez teflonu. W godle powinniśmy mieć sentymentalnego chomika. Każdy remont zaczyna się od dwudziestu ośmiu worów śmieci, nieużywanych rzeczy i tony za małych ciuchów. Na widok kuchni bez górnych szafek zawsze usłyszysz czyjś głos, że to się w życiu wszystko na dole nie pomieści. Gdyby tak jednak segregować na bieżąco i mieć tylko tyle, ile rzeczywiście nam trzeba, nasze mieszkania z pewnością zrobiły się nagle przestronne jak apartamenty w Szwecji. Ale do tego trzeba jeszcze przejść życiową lekcję pod tytułem: 'Jak zerwać więzi'.  

2. WIDOKI ZA OKNEM

Czasem są dla nas ważniejsze niż samo mieszkanie. W Polsce bowiem każdy chciałby mieć z każdego możliwego okna panoramę parku krajobrazowego. W mieście rzecz jasna, najlepiej tak nie więcej niż pięć minutek piechotką do centrum. A tu, panie, naprzeciw mej kuchni jakaś nieurodziwa sąsiadka w majtach po swej chacie pogina. W mieszkaniu, które tu prezentuję, są za oknami okna sąsiadów. Tak naprawdę całe mnóstwo genialnych mieszkań w Paryżu czy Kopenhadze ma wyjścia z balkonów na sąsiednie budynki. Bo tak wygląda właśnie miejska zabudowa. Cieszę się, że u nas współczesne bloki są raczej niskie, co nie zasłania światła jak w takim Nowym Jorku, gdzie do mieszkań parterowych nigdy nie dociera słońce, a najdroższe są te na dwudziestym trzecim piętrze. Miasto jest zajebistą sprawą, można w nim utonąć, pójść na dno, a po drodze jeszcze wszystko kupić, ale wymaga też kompromisów. Albo się lubi ten krajobraz, albo się jedzie w Bieszczady.


3. POKÓJ NASTOLATKA

Szara strefa wnętrzarska. Nasze dekoratorskie wyżywanie się balansuje między słodziutkimi chmurkami dla bezzębnych bobasków a skąpanymi w szarościach livingami dla dorosłych. Gdzie w tym wszystkim nastoletnie dusze? Pozostawione same sobie, z plakatami Harry'ego Stylesa. Sklepy niestety oferują niewiele w tym temacie, kampanie reklamowe też okupują tylko niemowlaki i ich gryzaki. Mój pokój w liceum też przypominał sklep z kasetami, generalnie nie miałam nic przeciwko temu, ale kiedy chciałam jakiejś odmiany, matka bezradnie rozkładała ręce. Co to jest pokój nastolatki? Że już nie różowy, ale jeszcze nie szary? Odgruzowywanie ze słodkich króliczków napędza tylko łzy wszystkim matkom, po co to komu. Ale warto, serio. Taki pokój to najlepsze pole do ekstrawagancji, koloru, industrialu, eklektyzmu. Szukania niskobudżetowych rozwiązań, wprowadzania w świat do it yourself, nauki wyrażania siebie poprzez dekorowanie. Najgorzej, to zostawić piętnastolatka z regałem w naklejkach z Iniemamocnymi. Naj go rzej!

4. BUDŻETY, BUDŻETY

Jak to mówi Stary po każdym powrocie z roboty. Bo najczęściej słychać, że to budżet uniemożliwia wszelkie roszady w domu. Że trzeba mieć, panie, ze dwadzieścia koła na pomalowanie tych brudnych ścian, a komplety mebli, panie, no to też nie so tanie. Cholera, akurat najbardziej nie mogę zrozumieć, kiedy oglądam te wszystkie telewizyjne metamorfozy, jak ktoś mógł tak mieszkać, tłumacząc się przy tym brakiem kasy. Mam ochotę wcisnąć w tableta mój stolik z wieszaków. Pasowałoby, żeby tu ponownie wkleić tą buddyjską mantrę wszystkich kołczów, ale nie chcę się powtarzać. Chyba że powiem Kołcz, Kiełbasa i Tedunio- to może nawet i lepiej obrazuje sytuację. Ja też nie mam budżetu, uwierzcie mi, naprawdę nie mam budżetu. Ale chęć ulepszania przestrzeni wokół mnie jest silniejsza, więc zawsze znajdę rozwiązanie. Nie boję się śmietników, rzeczy używanych, starych i szlifowania ściernym. To już bardziej się boję kompletów mebli.


5. PRZECHODNIE POKOJE

Amfiladowy układ pomieszczeń to zmora wszystkich agentów nieruchomości. Wyrażenie 'przechodni salon' jest jak upierdliwy komar, który wpadł do ucha kupującego i ten nie może go wygrzebać, bo skleił się z wczorajszym woskiem. Przynajmniej robi dokładnie taką samą minę. Przechodzenie przez kolejne pokoje to coś, czego doświadczyłam mieszkając w kamienicy. To było fantastyczne! Nie mieliśmy w mieszkaniu korytarza, który tylko zabiera miejsce (i dlatego właśnie kupiłam mieszkanie z długim wielkim przedpokojem?), za to salon i sypialnie były duże, z dwuskrzydłowymi drzwiami. Z bólem serca widzę, jak każdy marzy o idealnym mieszkaniu rozkładowym, więc w pocie czoła stawia te ścianki, robi te kliteczki, zasłaniając całe światło i tracąc cały urok. Wnętrze, które dzisiaj Wam pokazuję, to prawdziwy kalejdoskop pomieszczeń. W dodatku pełen krzywizn, nieustawnych kątów (o, właśnie, na to też narzekamy). Te wszystkie smaczki tylko czynią to wnętrze ciekawszym. Cholera, doceńcie je, jeśli takie macie. Chrońcie je przed karton gipsem!









źróło zdjęć: BOLIG

A Wy na co narzekacie w swoich domach? Może da się coś z tym zrobić ;-) 
Do następnego!

Share:

20 komentarze

  1. Cudowny wpis! Uwielbiam Twoje posty z przemyśleniami na temat wnętrzarskiej ludzkiej natury.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w mieszkaniu narzekam na to, że nie jest moje ;) Poza tym bardzo je lubię. Ma świetny rozkład, jest trochę nudne, ale przytulne. A! I jeszcze sąsiedzi są do bani, ale na szczęście mieszkają osobno, więc w zasdzie luuuz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, moi sąsiedzi też są do bani!
      Ale wiesz, z tego faktu też są plusy- możesz się przeprowadzać, kiedy tylko najdzie Cię ochota :-)

      Usuń
  3. Od zawsze lubiłam skosy i dziwne "nieustawne" pomieszczenia, które dawały pole do kreatywnych rozwiązań. Też nie rozumiem upodobania rodaków do kwadratowych pokoi, kompletów i zabudowy. Mieszkania z układem pomieszczeń w amfiladzie są cudowne, przestronne i takie pałacowe, jednak dla rodziny w której każdy chce mieć własny pokój, nie są najlepszym rozwiązaniem. Wspaniałe pokazałaś przykłady, wszystko mi się podoba. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, pozdrowienia!
      PS. Co z blogowaniem??

      Usuń
  4. Jak zwykle celne spostrzeżenia na temat rodaków- świetny tekst. A prezentowane mieszkanie, ma to wszystko na co większość narzeka i co jest świetne: przestronne, lekkie, zabawne, klimatyczne. Myślę że oprócz narodowej wady narzekania, mamy jeszcze inną lenistwo bo też mnie dziwi fakt że większość nic nie zmienia w swoich mieszkaniach. Mam wiele koleżanek które umeblowały się w latach 80-90 w te komplety i nic więcej nie robią jedynie co 10 lat malowanie ścian. Brrr Inaros

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, chyba każdy za takie przypadki :-P
      Dzięki za miłe słowa i za odwiedziny!

      Usuń
  5. Mi się wydaje ze mamy jeszcze jakiś kij w tyłku przy urządzaniu mieszkania Wszystko ma być w komplecie i pasować Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz zdolność do pisania trafnych i ciekawych postów. Twoje pióro jest lekkie a zarazem bardzo ciekawe, a co najważniejsze przekomiczne. A to w dzisiejszych czasach bezcenne. Oby więcej...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. W sumie tak od kilku dni się zbierałam żeby napisać :)
    Bo jak raz jestem w trakcie remontu, robionego metodą gospodarczo-partyzancką.
    I tak jadąc po kolei:
    Za mało miejsca to i owszem mam. Niby od lat próbuję odgruzować i powiem szczerze że nie wiem jak ludzie dochodzą do tych aliganckich pustawych przestrzeni ;) Ja mam w godle tłustego chomika, przyznaję to bez bicia, ale kurde, naprawdę tych wszystkich rzeczy potrzebuję O_o Bo nie dosyć że mamy z chopem kilka szpejolubnych hobby, to jeszcze obecnie moja praca to gehenna kolejnych konieczniemuszetomiećbobeztegosienieda. A że pracuję w domu to mam klopsa, jedno pomieszczenie to miała być pracownia, a okazało się ZA MAŁE i wygląda jak magazyn wszystkiego i cieszę się jak akurat widać podłogę i mogę suchą stopą dojść do warsztatu ;) I na to wszystko niczym wisienka na torcie są jeszcze dziecki, które samą swoją obecnością potrafią zagracić każdą dostępną przestrzeń. Teraz nie było ich 2 tygodnie podczas wakacji i ranyjulek jaki porządek mieliśmy przez tę chwilę ;] No i jeszcze ostatni przykład - remont i "nowe" szafki w kuchni. Stare się rozpadły żeby nie było ;) Marzył mi się fajny kredens ala babciowy w tej kuchni, już oczyma wyobraźni widziałam jak go sobie obskrobuję i maluję. No i kicha, bo w moim domu jest tak kretyńsko zaprojektowany aneks, że jakbym nie latała z miarką to mi ten kredens nie wlezie. Bo albo wystaje albo nie mieści się pod skosy, tutaj grzejnik, tam okno, jeszcze gdzie indziej możliwie najgłupiej zamontowany zestaw rur wod-kan i duupa. A żeby zwalać ściany, kuć tynki i robić przeróbki to nie mam kasy. Ani czasu. Ani chęci. Chyba z rok nad tym myślałam dopóki nie doszłam do wniosku że jednak nie rozwalające się szafki znacznie zwiększą mój współczynnik szczęścia i zdecydowałam na jakieś współczesne wióry i paździerz. Z tymi szafkami zresztą też jest bal ponieważ tu wchodzimy w kolejną ważną sprawę a mianowicie budżety ;) Bo niech rzuci kamieniem ten co jak zobaczył ceny zabudów kuchennych to lewą nogą nie zrobił hołubca. O ile pokoje czy sypialnie można umeblować metoda śmietnikową bez problemu, to już z kuchnią jest kicha. No bo wybór jest prosty - albo zabudowa i nudny mieszczański sznyt z mnostwem szafek i schowków, albo śliczny kredens, ale graty Ci się nie mieszczą. Powiesz - minimalizować i wywalać. Hmmm no cóż. Ja na ten przykład mam z tym drobny problem. Wcale nie posiadam mnóstwo jakiegoś dużego sprzętu - ot maszyna do chleba, mały blender, jakiś tam mocno eklektyczny zestaw talerzy i kubków itp. Ale mieszkając na wsi (nie narzekając na widoki ;) ) co roku staję przed ważnym problemem pt. zapasy na zimę. Krótko mówiąc spod przetworów mnie nie widać, teraz stoją własnie 4 skrzynki pomidorów i patrzą na mnie z wyrzutem. Do tego w tych ślicznych widokach nie masz sklepu naprzeciwko do którego można po tą przysłowiową sól wyskoczyć, tylko z reguły robi się zakupy rzadziej ale więcej. Nie wiem jak wy, ale jak mnie wieczorem weźmie na muffinki to lubię mieć w szafce pełen zestaw do zrobienia ciasta. Albo zestaw herbat na każdą okazję. I już się z jednej puszki i zapasu mąki robi pół szafki ;)

    ciąg dalszy poniżej :/ (kocham bloggera...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o cholera, no ja nikomu nic nie narzucam! :-D
      Ja właśnie nie robię zapasów ani tak zwanych 'dużych zakupów', a też mieszkam nieco poza Gdańskiem. Nie sprawdziło się to u mnie, dużo jedzenia wyrzucałam, bo nie nadążaliśmy zjeść, warzywa więdły itp. Teraz robię tylko drobne zakupy, które jemy na bieżąco, dzięki temu nic nie wyrzucam, ale też nie mam potrzeby posiadania wielkiej spiżarni. Myślę, że tak totalnie na wsi taka spiżarka to może być już o wiele bardziej przydatna, no wiadomo.

      Usuń
    2. Wiesz, ja do sklepu mam 3km a nie 30 ;) I też nie robię zapasów na tony. Warzywa są glównie z warzywnika za domem więc najświeższe jak się da i na bieżąco, a na zapas kupuję głównie takie rzeczy suche i objętościowe, które się szybko nie psują. Czyli rzeczoną mąkę, makarony, kocie żarcie itd. I powiem Ci że to jest po prostu zgroza żeby wszystko gdzieś popakować. Jeszcze w mieście to kupowałam naprawdę homeopatyczne ilości, to prawda lepiej wziąć mniej ale mieć codziennie świeże :)
      A teraz to najchętniej bym w ogóle zorganizowała sobie taką prawdziwą spiżarnię jak dawniej, ale o zgrozo nie mam miejsca :(

      Usuń
    3. Uuuu, ja tu nie widzę innego wyjścia, jak tylko porządną spiżarkę.... Kombinuj, buduj, gdzieś wciśniesz!

      Usuń
  8. O i zapomniałabym o zakupach internetowych - no bo gdzie wstawić zamawiany raz na 2 miesiące 15 kilowy wór kociego żarcia? Albo te 4 zgrzewki puszek? Albo wodę w butelkach odstaną do podlewania? Zrobiłam już kilka razy rachunek sumienia i naprawdę niby nie mam nic niepotrzebnego, a i tak jest tego tyle, że kicha, no muszę mieć sporo szafek. Półki i zasłonki niestety się nie sprawdzają - te przeklęte sierściuchy wszędzie wlezą, potłuką, wywalą albo zasikają jak akurat są obrażone. I co tu zrobić z takim fantem? U mnie z powodu ograniczonego budżetu, a raczej jego braku, zastosowałam system eklektyczny - część szafek dostałam w formie puzzli od ciotki która zmieniala meble w swoim gabinecie i nie wszystko wykorzystała. Z tych puzzli udało się wykroić nieco i wtetrisować w przestrzeń aneksu, niestety darowanym szafkom nie zagląda się w szuflady i ich design został niejako narzucony. Domówiłam więc w markecie prawie identyczne brakujące do pełnego tetrisa i tyle. Potrzeba matką wynalazku i choć trafił mi się biały połysk to przynajmniej się nie rozpada. No i mam jedną z wymarzonymi szerokimi szufladami na gary :D W sumie może se jeszcze kiedyś sprawię ten kredens ;) Jak koty zejdą a dziecki pójdą na swoje. Czyli nieprędko ;P

    A słówko na temat amfilad. Super sprawa jak mieszka tak powiedzmy para. Można se wtedy w miarę ustawić kolejność pomieszczeń i ich rozkład. Gorzej jak w takiej amfiladzie musimy wykroić pokoje dla Szkodników. Bo te diabły prędzej czy później będą się domagać własnego kawałka przestrzeni. A człowiek poszukujący spokoju, prędzej czy później skapituluje ;) I teraz pytanie - czy pragniemy mieć cichą sypialnię na samym końcu, ale przejście przez a) magazyn zabawek (mam teraz, nigdy w życiu) b) pokój nastolatka (to mnie czeka, ale sama kiedyś byłam nastolatką i wiem jak to potrafi wyglądać) Tudzież oddać najdalszy pokój ze świadomością iż stanie się on jamą smoka ;) oraz znosić wieczne łażenie i brak intymności we własnej sypialni (mamaaaaa siku!)
    W sumie może jakiś dobry projektant potrafiłby tak ogarnąć amfiladę żeby zapewnić minimum spokoju wszystkim zainteresowanym, ale powiem szczerze że jeszcze nie widziałam tego typu rozkładu z sensownym rozwiązaniem dla rodziny z szkodnikami na stanie. Ale chętnie bym obejrzała :D
    Co do mieszkania to jest fajne :) Mając we własnym domu mnóstwo skosów (strych i stryszek) oraz różnych magicznych załomków (kibelek na dodatkowej półce nad schodami) to widzę że jest bardzo fajnie zagospodarowane. W dodatku w moim stylu. Ale jak zwróciłam uwagę - kuchnia to zabudowa pod wymiar. I mnóstwo tych moich ukochanych szafek z szufladami :D Aha i u mnie np. kompletnie nie sprawdziłaby się taka otwarta garderoba. Wieś, wsią pogania a co za tym idzie w domu palimy. Różnie - węglem albo drewnem (umiem palić czysto, nie bijcie). I niestety od palenia idzie kurz. A do tego mam właściwie za oknem las. I ogromny 150 letni dąb z koroną ponad budynkiem. Uwielbiam go i nie pozwolę mu krzywdy zrobić, ale to nie zmienia faktu że skurczysyn pyli niemożebnie. O ile kurz na szafkach, książkach i blatach, jak dla mnie może se leżeć aż sam wyparuje, to jak się wyciąga szary wełniany płaszcz wyglądający jakbym go w kominie trzymala to już nie jest takie fajne. U mnie zamknięta szafa to konieczność bo musiałabym chyba non stop wszystko nosić do czyszczenia. To zresztą dotyczy w sumie wszytskich tekstyliów. O ironio zresztą, pracownię zamykam na cztery spusty z tego powodu bo mi się osadza na zwojach nici :/ I teraz muszę jednak zrobić coś z krzesłami - stałe obicia przy kotach i paleniu się nie sprawdzają, muszą być poduszki które można zdjąć i wyprać. Czyli czeka mnie pewnie wymiana krzeseł :/ I znowu budżety ...
    Właśnie spojrzałam jak się rozpisałam i chyba się nie obrażę jeśli nie przebrniesz O_o Przepraszam za słowotok, ale nie mam za bardzo z kim pogadać o moich rozterkach ;)
    pozdrówka z krainy Kartofla ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a patrz, że przebrnęłam! Dzięki za podzielenie się wnętrzarskimi rozterkami :-))
      Wiesz, no, strona praktyczna jest u Ciebie istotna- to palenie w piecu, koty czy szalone dzieci zawsze narzucą jakiś inny system, który trzeba dopracować indywidualnie pod swoją familię. Najważniejsze, że jakoś funkcjonujecie, haha <3
      Z amfiladą to ja bym widziała swoją sypialnię na końcu, absolutnie! :-))

      Usuń
    2. Gratuluję przebrnięcia ;)

      A mnie w końcowym pomieszczeniu amfilady przeraża jedna rzecz ;)
      Że na przykład idąc do toalety trzeba przebyć pokój dziecięcy w którym rozsiane są lego-miny ;) Kto choć raz w życiu nadepnął nocą na klocek, ten wie o czym mówię ;D

      Usuń
    3. Hahaha, wiem, o czym mówisz, bo o efekt jest podobny, jak ja nadepnę na Francy karmę! :-D

      Usuń