Italian as fuck, czyli na taki design czekałam.



Włochy to dla mnie mekka wszystkiego. Skarbiec najlepszego jedzenia, sztuki i stylu. Cholera, jak oni żyją, jak projektują, jak oni wyglądają. Nie ma półśrodków, jest krwiście. Wizualna masturbacja. Zwierzęcy maksymalizm. Magnetyczna kompilacja szaleństwa i historii. Tylko tam po poranne pieczywo sięga dłoń ze złotym sygnetem wielkości kajzerki. Hedoniści i odważni twórcy, stale wytyczający nowe drogi na polu mody i designu.

Damn, chciałabym widzieć więcej takiego szaleństwa na rodzimej scenie projektowej. Żeby nie brać wszystkiego tak serio, robić na klasyczne i 'pasujące do wszystkiego'. Łamać więcej barier i korzystać z palety bogatszej niż szarości. Strach przed zabawnym kiczem jest silniejszy, wciąż nie mamy dystansu do świata, a przecież fototapeta z karaibską plażą to nasza specjalność. Wyparliśmy się swojej matki- olejnej lamperii w groszkowym kolorze, zastępując ją oziębłym dekorem o barwie wczorajszego śniegu. 

Włosi nieustannie potrząsają mroźnym przemysłem z północy, okraszając wszystko swoim bogactwem kolorów, wzorów i eklektycznym sposobem widzenia świata. Gorący naród o hulaszczym usposobieniu, który za plecami ma jednak olbrzymie rzemiosło. Może właśnie dlatego nie dotarł do mnie skandynawski chłód, bom jednak bardziej rozkochana w okularach w kształcie serca, jakie ciągle nosi Giovanna Battaglia, moja osobista ikona mody. Miksowanie i lepienie to włoska specjalność, nie tylko w kuchni. 

Najlepszym tego przykładem jest danie, którego przepis składa się tylko z dwóch składników: Seletti i Toiletpaper. Połączenie designerskiej marki z magazynem dla popowych maniaków, czego efektem jest seria szalonych przedmiotów, jakby żywcem wyjętych z kiczowatych lat pięćdziesiątych. Odważny czarny humor zaklęty w słodkich pastelach. Talerze, ścierki, pościele, parasolki, a na nich zwykłe tanie przedmioty wyniesione do rangi ikonicznych obiektów pożądania: zalotka do rzęs, jabłko, szminka. A nawet poucinane paluchy na półmisku. Popowe obrazki, które zaprojektowano dla magazynu, nagle spowiły drogą włoską porcelanę. I wcale nie powstała tania herezja, choć dziwniejszej kolaboracji nie można było sobie wyobrazić. Wyszedł za to beztroski kolażowy koktajl o smaku dystansu do świata. Italian as fuck. 

















Talerze z jabłkiem bankowo będą moje.

Do następnego :-)

Tags:

Share:

6 komentarze

  1. Wow, swietne! Kocham Seletti już od czasów kolekcji Diesla <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się udało wygrać kiedyś ich emaliowany kubek - wzór z koniem, więc taki najbardziej "grzeczny", ale i tak cieszyłam się jak dziecko :D

    OdpowiedzUsuń
  3. u-la-la! Nieźle ;) Fajny pomysł na 'I love You' ;) ale ka chy a odważyłabym się na te 'spokojniejsze' wzory - tak na początek ;)

    OdpowiedzUsuń