Stare madonny i orientalne klipsy- spieszmy się kochać Jarmark!


Tak szybko odejdzie. Jakoś za niecałe trzy tygodnie dokładnie. Jarmark Dominikański jest jak Hilldale z 'Powrotu do przyszłości'- idealny dla wnętrzarskich wykolejeńców, starociowych narkomanów i poszukiwawczych degeneratów. Nie możecie przeoczyć tej okazji, choć nie polecam brać ze sobą pieniędzy- wystarczą jakieś drobne obligacje, płynne złoto, zbędne samochody albo rubiny luzem.

No drogo jest, co ja tu będę się rozwodzić. Drogo jak w kasie biletowej na Monciak. W ogóle Trójmiasto ceni sobie bardzo letni pobyt na pomorskiej ziemi, choć nie do końca rozumiem, jak im to wyszło- jak ja dodaję do siebie zamknięte plaże, głodne ludzkich jelit sinice, ulice zakorkowane jak moje uszy po grypie, mrożone filety z budy u taksiarza Staśka i złoty piasek usłany miękkimi petami, to mi wychodzi, że to ja powinnam dostać jakiś przelew. Musi to chyba jednak mieć jakiś swój urok, skoro co roku oblężenie jak na promocjach w biedrze. Lubię Trójmiasto, bardzo, tylko błagam, nie w sezonie. 

Jedyne, co jeszcze jest w stanie ściągnąć mnie do miasta w sierpniu to Jarmark. Trzy tygodnie raju na piekielnej patelni (szczególnie w tym roku), ale co drugi dzień jestem. Cholera, jeszcze nie było tak dobrze, jak w tym roku. Co oni nawieźli, co oni wystawili, hyhy! Zacieram ręce i trzymam się mocno Starego, a on tak samo mocno za portfel. Starocie w tym roku mnie powaliło, serio. Od razu widać, że jest dziki szał na vintage. Widziałam już oryginalne Tolixy, krzesła H. Sztaby, ogromne posągi świętych i całe mnóstwo cudownej drobnicy, którą szarpalibyście jak Franka mienso. Przyjdźcie i bierzcie z tego wszyscy. 



Czerwony fotel 2,500 pln, krzesła druciane (projektu Sztaby) 300 pln, młynki po 250 pln.

Moje łowy są jeszcze wyjątkowo skromne, ale czekaaajcie, dopiero zaczynam. Chcę coś kupić, coś z faktorem łał, coś extra hiper czad, czego na próżno szukać po Internetach, czego nie będę musiała ściągać z końca Polski kurierem za dwie stówy, ale co przyjechało do mnie, pod nosem prawie leży i czeka, aż się na to wypstrykam z resztek mych peelenów. Kuszą mnie wielkie stare madonny niewiadomego pochodzenia, za to sięgające mi do pasa. Marzę też o tym samolocie. Mój bilans jeszcze jest mały, ale zaczęłam naprawdę zacnie- fantastycznym kuponem miękkiego orientalnego materiału sprzed czterdziestu lat.



Trochę pozmieniałam w mieszkaniu w związku z mapą, kanapa stoi teraz w dawnym miejscu stołu, powstał przytulny kąt do leżakowania. Z czeluści piwnicy przytargałam dwa pufy, które kiedyś zgarnęłam z olx za darmo, a które teraz robią za stoliko- podnóżki (dlaczego dopiero teraz na to wpadłam?). Obicie nie jest najwyższych lotów, więc ta tkanina wpadła w moje ręce w idealnej chwili. Z ośmiu zakupionych metrów wykorzystałam dwa nieduże kawałki (plus zakończenie z koralików) i obiłam je na nowo, tworząc pufki w boho stylu. Kupując materiał, opowiedziałam panu mój plan, na co mi odparł, że będę miała takie dwa orientalne klipsy w wersji XL. Że mu się z cyckami nie skojarzyło, to tylko jest kolejny dowód na to, że jednak warto przyjechać.










Zostało mi jeszcze wiele metrów, co mam z tym zrobić?

Do następnego :-) 

Share:

8 komentarze

  1. O!mamo, ale ładnie wyszło. Poduszka by się jeszcze wpasowała, albo sukienka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Też myślę o jakichś poszewkach, może du sypialni.

      Usuń
  2. Odlotowa materia, drogo dałaś? Pufki jak baśni tysiąca i jednej nocy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U moich dziadków były krzesła druciane - niesyety dziadek oddał je na złom :(

    OdpowiedzUsuń