Na ile muszę obnażyć się w sieci, żeby być wiarygodna?


Ktoś mi kiedyś napisał, że moje mieszkanie jest zawsze takie czyste, niemal perfekcyjne. W zasadzie rzadko wstawiam zdjęcia inne niż takie. Zero bałaganu. Nigdy mnie to jakoś szczególnie nie zastanawiało, tym bardziej że ja po prostu zwykle mam porządek. Ale słowa te jeszcze długo i upierdliwie dźwięczały mi w uszach.

Nie chcę forsować doskonałości, ale czy muszę od razu odsłaniać całą swoją duszę? Po latach zdjęć kubków na tle swetrów wszyscy nagle zapragnęli surowej autentyczności. Z pastelowych cotton ballsów na relację z OIOMu. Dziwię się, że osobom powyżej osiemnastego roku życia trzeba palcem pokazać na Instagramie, jak wygląda 'prawdziwe życie', bo one wciąż potrafią pisać, że to 'nie jest prawdziwe życie'. Że taka poprawiona kołdra nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Że jak wszem i wobec nie pokażesz, że też potrafisz usmarować się pasztetem, to jesteś jakimś avatarem, a nie żywym człowiekiem. Kurde, zawsze myślałam, że Instagram to lekka platforma a propos zdjęć, a tu się okazuje, że trzeba do niej przenieść całe swoje życie. Stworzyć alternatywną rzeczywistość, jak Biff w 'Powrocie do przyszłości 2'. Muszę udowodnić, że też mam suszarkę z gaciami, brudne kubki, że też mam pryszcze, że dotykają mnie dramaty, zrelacjonować kilka łez, żeby obcy ludzie przyjęli mnie w swe ramiona i jednak uznali za człowieka. Bo do tej pory to ja jednak chyba nim nie byłam. 'Insta approved' i ufff, jednak ja też mam zwykłe życie.

Wiarygodność. Następne słowo- klucz. Autorki ładnych kadrów przestały się podobać, bo idealizują rzeczywistość. Serio? Sweter na krześle i kwiaty na stole czynią życie idealnym? I wish. Nie sądziłam, że będę ich bronić, ale w pełni świadomości to robię. To, co chcę forsować, to fakt, że nie każdy chce się w sieci dzielić wszystkim. I nie chodzi mi tu już o poukładane poduszki. Nie każda matka chce pokazać, że ma tatar z sutków. Ja też niekoniecznie chcę mówić o wielu przykrych rzeczach, które działy się i nadal dzieją w moim życiu. Po prostu nie chcę. Bo mam sąsiadów, bo mam przyjaciół i nieprzyjaciół, bo może czytają mnie ludzie z pracy, przychylni mi bardziej lub mniej. Nie chcę też krytykować tych, którzy to robią. Ja dzielę się tym, czym chcę, ktoś dzieli się tym, czym chce. Ja tylko nie cierpię, jak ktoś szufladkuje i pobieżnie ocenia, zamiast po prostu siedzieć cicho. 


Życie bywa trudne. Bywa cholernie trudne. To bardzo nie fair, że na podstawie kilku zdjęć z Internetu ktoś potrafi tak łatwo osądzić, czy czyjeś życie jest lekkie, słodkie, bezproblemowe czy chujowe. System zero-jedynkowy, czarne albo białe. Wstawienie jednego kadru do sieci zajmuje czasem ledwie dziesięć minut. Dziesięć minut, na podstawie których tysiące obcych ludzi stwierdza, czy jesteś prawdziwy czy nie oraz w jaki sposób opisać Twój żywot. Dziesięć minut, jakiś mikry procent z dziennego życia, a Ty już się dowiadujesz tak wiele o sobie. Ja przyjęłam metodę świadomego szerowania. Nie dzielę się wszystkim, nie wrzucam każdej złej informacji, ale też nie wrzucam każdej dobrej. Zupełnie celowo zostawiam wiele dla siebie, dla rodziny. Czy fakt, że moje publiczne konta i blog to nie do końca są moje pamiętniczki, czyni mnie osobą niezbyt wiarygodną? Możliwe, ale to moja ochrona.

Jestem osobą o 'prywatnym' usposobieniu. Introwertykiem. Czasem najbliższa rodzina musi ze mnie wyciągać wszystko siłą. Z trudem się przełamałam, żeby zacząć odzywać się na stories i pokazać, jak wyglądam. Z drugiej strony nie ma dla nie tematów tabu. Mogę rozmawiać o luźnych stolcach i zbyt mocnych włosach na brodzie. Są ludzie, którzy chcą i mają odwagę mówić o swoich problemach bez żadnego tabu, tym samym dodając innym otuchy. I bardzo dobrze. Ale są też tacy, którzy większość swojego życia trzymają z dala od Internetu. Zamiast nerwowej relacji z porodówki wstawiają elegancką aranżację stołu. Czy to znaczy, że ich życie jest pozbawione kłopotów? I wish.


To, że tworzę w sieci, nie oznacza, że jestem komuś coś winna. Że muszę mówić o tym, o czym nie mam ochoty mówić. Że nie mogę zatrzymać czegoś dla siebie, a zupełnie obcych mi ludzi mam traktować jak bliskich przyjaciół, którym mogę się zwierzyć dosłownie ze wszystkiego. Wraz z powstaniem facebooka umarła gdzieś prosta empatia dla drugiego człowieka, a narodziła się mania bardzo powierzchownej oceny. Kolorowe kadry= kolorowe życie. Szczegółowa relacja ze ślubu= hejt, że szczęście jest wyreżyserowane pod instagramowe algorytmy. Naprawdę, powiadam Wam, bóg nas po śmierci wszystkich osądzi. Jeśli nie ten nasz najlepszy, z Polski, to jakiś inny na pewno.

***

Do następnego :-) 

Share:

14 komentarze

  1. Wreszcie ktoś to napisał! Dziękuję za ten post

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobał <3

      Usuń
  2. Mnie zawsze irytują komentarze tego rodzaju w przypadku pokoikóww dla dzieci czy "salonów" w domu z dziećmi - jak nie ma zabawek rozsypanych na środku, ubranek porozrzucanych gdzie bądź i sterty pluszaków w każdym kącie - to wtedy nie jest to dom z dziećmi, nie jest to pokazywanie codzienności, to wtedy wnętrze jest nieprawdziwe, przekłamane, a dzieci biedne, bo nie mają swobody. WHAT?! Irytuje mnie to bardzo, bo stwierdzenie, że musi być ALL TIME burdel na chacie, żeby uznano, że żyjemy PRAWDZIWIE to jakieś chore myślenie... I z drugiej strony: to że faktycznie mamy czasem bałagan (bo, litości!, nam też nie chce się czasem sprzątać albo właśnie ludźmi jesteśmy, po prostu) nie znaczy chyba, że nie mam prawa lubić porządku? Że jeśli pokój dzieci jest posprzątany, bo uczę tego dzieciaki od małego, to wcale nie znaczy, że ja jestem złą matką, a dzieci po kątach ustawiam i dzieciństwa nie mają? Straszne to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, heh. Ileż to wniosków można wyciągnąć na podstawie kilku, a nawet jednego zdjęcia!

      Usuń
  3. Świetny wpis i dużo prawdy. Nie ma co komentować, każdy robi to co lubi i zawsze tak będzie czy nam się to podoba czy nie. Ja gdy mi coś przestaje pasować to odobserwuje i tyle. Nie będę autorowi pisać co mi się nie podoba bo on nie ma prowadzić konta dla mnie według kryteriów tylko dla siebie 😊

    Zauważyłam, że ostatnio się odzywasz na IGS i masz bardzo przyjemny głos, miło się Ciebie słucha!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm, ja wychodze z założenia, ze jak cos ma iść do szerszego grona odbiorców, to z szacunki do nich i mnie samej, powinno tez jakos przyzwoicie sie prezentować tak? No chyba nie musze wszystkim pokazywac brudnych skarpet, zeby uwierzyli ze takie rzeczy u "tych z internetu" tez sie zdarzają, bo helou, jak trzeba być pozbawionym wyobraźni, zeby trzeba bylo to uświadamiać. Gdy wychodzę z domu, do innych ludzi, tez jakos staram sie wyglądać,makijaz, ubranie itp,gdy spodziewam sie gości, tez sprzątam, nie po to zeby zaimponowac jak u mnie jest czysto, ale zeby wszyscy sie dobrze czuli... po prostu, kultura osobista i tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie też nie wiem, ale komentarze dorosłych babek w stylu: 'po co zakłamywać rzeczywistość, przecież nikt tak na co dzień nie ma!!' mnożą się jak grzyby po deszczu i mnie osłabiają.

      Usuń
  5. Co do komentarzy o czystym mieszkaniu - tak, jak napisala Ann powyzej - kiedy zapraszam kogos do siebie, sprzątam, czemu więc z internetowymi gośćmi miałoby byc inaczej? Luddie poszaleli. Inna rzecz, że ja jestem pedantką i zazwyczaj mam posprzatane. Jako bezblogowy obserwator innych blogów, mogę też dodac, że doceniam filtrowanie dodawanych treści. Męczy mnie, jak ktoś zaczyna robić raportu ze swojego dnia, opowiadac, jaką zupę właśnie je i jakiego papieru uzywa. Kmon, nie mam czasu na życie cudzym życiem.
    Ale przede wszystkim - nigdy nie pomyślałam o Twoim blogu jako "za mało życiowym". Wspominam o wkurzajacych sasiadach, hashi, czy brudnych garach. Real life jak się patrzy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam do tego podobne podejście- nie mam czasu, żeby śledzić czyjś dzień od rana do wieczora, bo jak i kiedy mam spędzić swój, hehe.
      Też jestem pedantką i denerwuje mnie pisanie, że tylko bajzel jest 'życiowy'. Ja rzadko mam bajzel, to co, nie żyję?
      Hahah <3

      Usuń
  6. Bo to są babki, które przerasta rzeczywistość, nie radzą sobie po prostu z życiem, i gdzieś muszą wylać swoją frustrację ;) Takie komentarze piszą ludzie którzy nie mają pomysłu na swoje życie, i gniecie ich to, że ktoś ma wyobraźnię, jest kreatywny, i podoba się większości. W takiej sytuacji trzeba dowalić... Może zaboli i będzie radocha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tacy niestety się zdarzają, choć u mnie rzadko, na szczęście...
      pozdrawiam :-)

      Usuń
  7. Mnie w Internetach odstraszało to, jak w pewnym momencie ważne stało się by być JAKIMŚ! Albo jesteś fit albo na drugim biegunie focisz swoje fałdki na kanapie z worem chipsów. Albo jesteś idealnie perfekcyjna albo 'chujowa pani domu' szczycąca się przypslonym garem... I serio: na tym się robi karierę?!? A gdzie zwykłe MY: z kolorowym mieszkaniem, kolorowymi małymi marzeniami, miłą codziennością i problemami, które zostają 'z tyłu głowy', a nie na Insta...? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre to jest, co napisałaś, bardzo dobre!

      Usuń