Okazja to moje drugie imię, czyli gdzie tanio i dobrze idzie w parze.


Pół godziny zastanawiałam się nad tytułem do tego wpisu, a teraz czytam go skonsternowana: okazja, tanio, dobrze. Brzmi zachęcająco jak róg tajskiej ulicy z czerwonym światłem. W powszechnej opinii tanio i dobrze nigdy nie idą ze sobą w parze- każdy kierowca TIR-a Ci to powie, każda rodzina, która zamówiła fachowca z Internetu oraz każda kobieta, która weszła do przydrożnej budki z fryzjerem i on od razu miał miejsce.

Wszystko, co jest fast i dla mas, raczej nie kojarzy się z jakością, no chyba że okraszone jest odpowiednim nazewnictwem typu 'premium', 'conscious' czy 'bio', co od razu winduje cenę wprost proporcjonalnie do zmniejszającego się składu. Większość masowych rzeczy jest jak mięso w McDonaldzie- niewiadomego pochodzenia, co czasem skutecznie odstrasza (chociaż jak tak patrzę na Maka obok mnie, to chyba jednak nie). Z drugiej jednak strony, co trzeci Polak otwarcie przyznaje, że owszem, chciałby mieć więcej porządnego rzemiosła w domu, ale zwyczajnie go na niego nie stać. Inni z kolei wolą kupować rzadziej, drożej, za to na lata, na wieki wieków (amen). Najgorzej mają ci, co są w grupie ze mną (cholera, to samo było na studiach). My chcemy często, dobrze i tanio naraz! Damn, znowu źle to zabrzmiało.

Gdybym chciała, na pewno nazbierałabym na jeden dizajnerski mebel, taki nie z taśmy. Kupiłabym sobie jedną ramoneskę od Acne i grzała w niej aż do jesieni życia w Skolimowie. Ale ja nie jestem aż taką minimalistką, nie wytrzymam tyle na tym samym fotelu. Widzę ludzi, którzy strasznie mordują się ze swoimi meblami, bo na samą myśl o wydanej na nie krwawicy dostają mdłości i odmawiają zjedzenia barszczu na obiad. Czy wszystko musi być na lata? Jakbyśmy nie mieli prawa się zmieniać. A jeśli ma być na krótko, to musi od razu być byle jakie? Nie musi, o ile zostaniesz królem okazji.


Okazja to moje drugie imię (Paulina Okazja Jaworska, Starszy Inspektor ds. Doboru Mienia). Dobra jakość w niskiej cenie- oto moje motto (mogłabym zbić fortunę na sprzedaży autorskich garnków w Lidlu). Większość moich skarbów to jednak używki. Sorry Winnetou, ale bez używek się nie da (chociaż naprawdę staram się z całych sił pisać bez kokainy). Ale skoro one przeżyły tylu użytkowników, to muszą być nie do zajechania jak Nokia 3310. Porządne skóry, solidne drewno, unikalne wzory i niezwykłe kształty- to niezaprzeczalne atuty przedmiotów sprzed lat. Polowania na okazje stały się sensem mojego życia. Wejść do sklepu i ot tak wziąć coś z półki? To takie nudne jest. Bez emocji, martwota i umieralnia jak w knajpie z Kuchennych Rewolucji. Paciajowata paciaja bez charakteru.

Polować na okazje można naprawdę wszędzie, można też śmiało uskuteczniać tanio i dobrze, tylko warunek jest jeden: trzeba dużo grzebać. Boszzz, znowu źle to zabrzmiało.

1. OLX



OLX i dział 'oddam' to moja mekka. Praktycznie cały mój kąt livingowy to darmowe rzeczy, których ktoś na szczęście pozbywał się w cywilizowany sposób, czyli wystawiając na aukcji, a nie na środku trawnika. Skórzany, obrotowy fotel na chromowanej nodze, skórzana sofa na dębowej podstawie- czy to rzeczy złej jakości? Podejrzewam, że lepszej niż niejedna nówka nieśmigana, chociaż nie kosztowały mnie nic. Sanki, narty, wrotki- cały ten niechciany, oldskulowy majdan też tylko odebrałam, choć to naprawdę niepowtarzalny dekor. Na szczęście dla ich statystyk i nieszczęście Starego zaglądam tam kilka razy dziennie.

2. LUMPEKSY




Lumpeksy to ostatni bastion jakości na tym świecie. Pisałam już, że szukam tam głównie tkanin, o które dzisiaj trudno w takiej cenie, ale secondhandy mają zwykle też tak zwany 'dział domowy', w którym zachodzą najkrwawsze starcia kobiet w podeszłym wieku. Na fotach powyżej łup najnowszy, przedwczorajszy- szklane puchary ze szkła perforowanego od środka (wierzch jest gładki). Trzy szklanki za trzy złote, choć pięć razy grubsze niż ikeowskie i znacznie ciekawsze. Warto zapytać u lokalsów, kiedy mają dostawy takich rzeczy. U mnie są to poniedziałki (i teraz od nadmiaru emocji niedziela z głowy).

3. ZŁOMOWISKA


Wy wiecie, że mam wiele rzeczy ze złomu. Czy złom dobrą jakością stoi? Z pewnością, skoro znalazłam na nim nowojorskie biurko z czterdziestego szóstego roku (które potem owocnie sprzedałam). Blachy i żelastwo to ostoja industrialu, jednego z moich ukochanych stylów wnętrzarskich. Powiem Wam, że niekoniecznie lubię rzeczy stylizowane na loftowe. To wieje straszną tandetą, podróbką, śmierdzi nowością. Takie dekoracje są zazwyczaj lekkie, czyli zupełnie antyloftowe. Uwielbiam moje puchy, które kupiłam dosłownie za grosze. Ubierzcie się jak dziady, dajcie piwerko dla ciecia i droga do unikalności wolna.

4. ZWYCZAJNE RYNKI



Nie tam że ą ę pchli targ albo inny jarmark, gdzie cenią łyżeczkę jak Poloneza. Zwykły rynek, z babkami, koperkiem i swądem petów. A tam, gdzieś pomiędzy kabaczkiem i wódką bez banderoli, gdzieś wśród poobijanych twarzy i papryki majaczą marmurowe świeczniki i przedwojenna porcelana. Tylko się rozglądać, grzebać w tych pilotach i klapkach, a wyłonią się prawdziwe cuda. Ja tak wyhaczyłam zestaw drewnianych desek do krojenia w kształcie księżyców i wiele innych rzeczy do kuchni, które są jednymi z najdroższych w sklepach.

5. OKAZJE W SIECI



Tak naprawdę szukać w sieci jest dziś najprościej- mnóstwo sklepów vintage, sprzedawców na instagramie czy facebooku. Internetowe zakupy są jednak droższe- tutaj, na nasze nieszczęście, sprzedający zwykle wie, co sprzedaje. Mimo to warto przeczesywać internety wzdłuż i wszerz, i to nie tylko w poszukiwaniu używek, ale też i nówek. Swego czasu miałam taki plan, że bardzo chciałam zrobić sobie lampę- klatkę z ptakami. Okazja nadeszła, gdy zobaczyłam te piankowe papużki na Westwing za zaledwie dwadzieścia złotych (komplet). Ostatecznie jednak ptaki przysiadły ot tak, po domu, ale jakież opłacalne byłoby to DIY, szczególnie przy cenie lamp oryginalnych (TUTAJ albo TUTAJ ).

***

Ciekawa jestem, gdzie Wy szukacie oryginalnych i dobrej jakości rzeczy, ale w zjadliwej cenie. Dajcie znać!

Do następnego :-))

Share:

12 komentarze

  1. Uwielbiam rynek. U nas w każdy wtorek i piątek. Najpierw buszowanie po wysortach a potem zakupy warzywne. Są też ciuchy - u jednego ze sprzedawców kupuję skórzane buty polskich producentów w dobrych cenach.
    Z rzeczy do domu - najnowszy łup to blaszana tablica "Ostrożnie z ogniem" z jakiejś fabryki za całe osiem złociszy. Przygarnęłam najbardziej pordzewiałą z niezłej kolekcji :) Kusił jeszcze "zbiornik retencyjny" i chemikalia o trudnych do powtórzenia nazwach. Nie tak cymeśne, jak w Złotym Stoku http://s14.flog.pl/media/foto/9799329_tabliczki-w-kopalni-zlota-w-zlotym-stoku-.jpg ale równie autentyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne masz miejsce i super łupy dorwałaś <3

      Usuń
  2. Oo opowiedz o zlomowiskach - jak to działa? Można sobie tam po prostu przyjść?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko chyba rozbija się o dogadanie z panem z budy- jak powiesz, że nie chcesz nic ukraść, tylko sobie pogrzebać dla celów własnych, że masz przy sobie trochę kasy i ładnie poprosisz, to nie powinno być problemu, przynajmniej u mnie nie było :-))

      Usuń
  3. Zła jakość tkanin w sklepach jest dla mnie bolesna, bo pamiętam czasy dobrych tkanin. Częste wymiany nowego badziewia na drugi nowy badziew też boli. Podziwiam cię i zazdroszczę, bo jakem cierpliwa, to do grzebania melodii nie mam. W lumpeksie zamiast zaznawać relaksu, dostaję sraczki. Bywa jednak, że coś przytulę i potem hołubię. Tekst, jak zwykle przezabawny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Ja to jestem chora na lumpy od liceum.

      Usuń
  4. W lumpeksie mogłabym spędzić 2 dni bez przerwy,gdybym zdrowie miała-mocne nogi i brak oczopląsu.Macam wszystko namiętnie i macam:)Też brzmi źle:)Ale co ja poradzę... jak wymacam 100% silk albo wool and cashmere czuję tyle szczęścia..A do tego wszystko potrafię przerobić..ehh.Pozdrawiam serdecznie,Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ulubiony komis "Od igły po helikopter" Lumpeksy i wszelkiego rodzaju jarmarki staroci.Tam zdobywam prawdziwe skarby i cholera ogromnie dobrze mi z tym;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no co za nazwa, czuję, że grzebałabym tam <3

      Usuń
  6. Ja czasem wycyganię coś od znajomych, którzy robią remont ;) teraz po przeprowadzce do innego miastka muszę wyszukać lumpki od nowa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, ekscytujący czas przed Tobą! :-))

      Usuń