Tęsknię za nastoletnim luksusem odczuwania wszystkich uczuć.


Od czterech godzin leci u mnie 'Korova Milky Bar'. Pamiętam, jak ta płyta w czasach licealnych pomogła mi przetrwać wiele gównianych chwil. Album z 2002 roku, po który nagle, ale jakby zupełnie naturalnie, w ten najponiedziałkowszy z poniedziałków, znowu sięgnęłam. Tylko że wtedy zamykałam drzwi i oddawałam się liryce Rojka w całości. Dzisiaj jest tylko akompaniamentem przy myciu garów.

Teksty się same nie napiszą, mejle nie wyślą, pranie nie zrobi, zupa nie ugotuje. 'Cholera, nie mam czasu na kontemplację swoich uczuć', pomyślałam jakąś godzinę temu, kiedy zgniatałam kartony do recyklingu. Bo jak sięgasz po tą płytę, to zwykle dzień jest tym z gatunku: 'Czemu Bóg jest bezlitosny, czemu ludzie są wredni, podli' (to akurat Problem, ale też się nadaje). Kiedy budzisz się i tylko odkleisz zaropiałą powiekę, a już wiesz, że chcesz przewinąć ten dzień do końca jak starą kasetę VHS, ale tak, żeby taśma ani razu się nie wcięła. Zaczynasz i od razu chcesz skończyć, jak kiepski seks. Ale nie jesteś już tym niewyspanym dwulatkiem. Nie jesteś też tym pryszczatym nastolatkiem w stylu emo, któremu wybacza się wszystko, nawet grube czarne kreski na dolnych powiekach ('Wiesz, Jadziu, Pawełek teraz ma bunt, ale mu przejdzie'). Ty jesteś przecież już duży. Musisz więc pogrzebać złe uczucia, schować je do wielorazowej siatki zero waste i ruszać do boju z Chodą. 'Padłaś, popraw koronę i zasuwaj', jak mówią te głupie kubki.

Pamiętacie te dni, kiedy pół dnia grzebaliście w swoich emocjach przy ukochanej muzie? Można je było rozkładać na czynniki pierwsze. Co tam matma, co tam matka, w ogóle co tam wszystko. Cholera, tęsknię niekiedy za czasem, kiedy wszyscy cieszyli się z mojej drzemki. Tęsknię, żeby tak czasem trzasnąć drzwiami i znowu całe popołudnie spędzić ze słuchawkami na uszach. Bezkarnie leżakować i pielęgnować swój wewnętrzny melodramat, przeprocesować myślowy hałas i wyjść tylko na obiad. Śnić na jawie i fantazjować. Pokrzyczeć se i porzucać zabawkami. Ale taki dzień to przecież jest taki luksus. Albo totalna bezproduktywność. Albo przejaw obłędu i choroby psychicznej. 'Masz swoją firmę, Paula, nie możesz tak przeleżeć pół dnia', mówi mi czasem mój mentalny Koordynator ds. Realizacji Projektu. I mam wrażenie, że w tym samym czasie brzęczy mi w głowie głos mojego sąsiada, który mówi do swego dziecka: 'Nie rycz, po co ryczysz'.

Bo złe emocje są... złe, no przecież i po prostu. Należy od nich uciekać, zakopać je w ogródku razem z kompromitującymi zdjęciami z panieńskiego. Dorosłemu jakby nie przystoi ot tak sobie poryczeć, tak bez sensu. Musi się z tym kitrać po kiblach albo w samochodzie. Złość, zazdrość, smutek- emocje jakby dziecięce, przypisane do określonego wieku. W świetny dzień przesadna ekspresja też nie jest jakby wskazana. Idzie i się śmieje sam do siebie? No debil, wariat, 'Patrz, córeczko, tak wygląda człowiek niespełna rozumu'. Najlepiej reprezentować emocjonalny złoty środek, najbardziej neutralny system nerwowy, mózg w kolorze rozgotowanego ryżu, a każdy gorszy dzień połknąć jak kotleta. Nie przechylać szali. Ba, w ogóle się nad tym nie zastanawiać. Tylko ja zawsze się nad tym zastanawiam. Szczególnie bardzo zastanawiam się wtedy, gdy jakiś psychopata biega po osiedlu z siekierą, chociaż zawsze był takim miłym i spokojnym sąsiadem. 

'Zapomniałem dawno, jak to jest, o migdałach śnić', jak zaśpiewał właśnie Artur. No nie potupiesz już nóżkami, chociaż trudniejszych uczuć z wiekiem wcale jakby nie jest mniej.



Mam nadzieję, że Wasz dzień dziś lepszy, do następnego :-)

Share:

4 komentarze

  1. A moim zdaniem taki dzień to nie luksus czy przejaw obłędu, a normalne dbanie o swoją kondycję psychiczną.
    Choć mi te dni wypadają zwykle w czwartki, wiem o co cho. Łączę się więc z Tobą w tym egzystencjalnym bólu i polecam wziąć sobie jeden dzień L44, napisać maila do szefa, że dziś nie, i przeleżeć dzień ze słuchawkami na uszach.
    Szczególnie, że Paula, jesień przyszła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no maila to ja mogę jedynie do siebie wysłać :-P

      Usuń
  2. Najgorsze w byciu 'dorosłym i odpowiedzialnym' jest to, że karzemy samych siebie złymi myślami za bezużyteczność i lenistwo. Ja jak odpuszcze totalnie w jakiś dzień, to na drugi zapitalam na obrotach i myślę sobie: 'mało casu, kruca bomba, a Ty go marnujesz!';) I masz rację: dorosłość to nie czas na emocje, płacz. Czasem mi zwyczajnie źle, a jeszcze wpadnę akurat na wzruszającą reklamę o przemijaniu, rodzinie i małych kotkach i bek gotowy, a wszyscy węszą w tym jakąś międzygalaktyczną katastrofę - bo przecież dorośli nie płaczą bez powodu! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to piękne ujęłaś, po prostu esencja mojego postu haha (ja to jednak nie umiem pisać wprost prostym językiem).
      pozdrawiam ciepło :-*

      Usuń