Wnętrzarskie pułapki: czy nie robisz czasem remontu pod Internet?


'Wnętrzarskie pułapki' to mój nowy cykl (gromkie brawa), w którym zamierzam dużo grozić palcem. Ha! Wreszcie poczuję się, że jestem u jakiejś władzy, że mam świat u stóp, że jestem jak Evita Peron czy coś, że ludzie będą mnie słuchać i robić, co mówię! Może nawet też wystąpię w oknie i odczytam odmęty mej twórczości na głos?? A nie, zapomniałam, że zimno jest i wszyscy okna pozamykali.

Pułapki czają się wszędzie niczym jesienne pająki na moim balkonie. A to jakiś życzliwy 'fan' podpowie, że napacane masz i weź lepiej się uspokój, a to znowu rodzina w odwiedziny wpadnie i już od progu założy uśmiech numer 'buahaha 3'. Trwać przy swoim zawsze jest tak trudno, gdy wokół tylu doradców. Ba, oni nie muszą nawet nic mówić, wystarczy, że Ty się naoglądasz. Moje pierwsze kroki w internetową otchłań zawsze kończyły się histerią i tupaniem nóżką jak u dwulatki. Pragnę, prrrragnę teraznatychmiastzaraz remontu. Bo ja mam beżowe ściany, a nikt już nie ma, nosz kurna chata! Mam pomarańcz, a nigdzie na blogach już go nie widzę! Łeeeeeee! (szloch, lament, skowyt). Dno i wodorosty w moim wykonaniu to nie jest niestety żadne urban jungle. Tej kryzysowej sytuacji nie ułatwiają też przedurne filmiki na YouTubie, pod tytułem godnym dziewczyny Muminka: 'Jak wystylizować półkę w stylu pinterest'. Okeeeej, wszyscy miejmy taką półkę, obowiązkowo z plasitkowym sukulentem i książką 'Girlboss'.


Brak modnych w sieci rozwiązań potrafi doprowadzić do solidnej psychicznej strutki. Kto nie ogląda Pinterestu, a potem nie wodzi wzrokiem po własnych czterech ścianach, niech pierwszy rzuci czymkolwiek, byle nie we mnie. Najgorzej mają ci, którzy pokazują swoje cztery kąty w sieci, a jeszcze gorzej, czyli że najgorzej, blogerzy wnętrzarscy (czyli ja, ja mam zawsze najgorzej!), którzy w większości marzą o sławie i zarabianiu na swej pasji, ale pękają na starcie na samą myśl o swoim niemodnym mieszkaniu. Ba, wystarczy, że nie masz szarej kanapy/ściany/kuchni, a przegrałeś, weź zawijaj manele i próbuj lepiej swoich sił przy boku rumianego rolnika, który ciągle szuka żony. Nie ma opcji, że z takim czymś zrobisz cokolwiek, wstyd na dzielnię, już nie mówiąc, żeby kominiarza wpuścić.

Ludzie, którzy blogów nie mają, mają lepiej, bo od biedy mogą cierpieć mniej i w mniejszym, rodzinnym gronie, które to z ręką na Biblii przyrzeknie pary z gęby nie puścić, nawet gdyby przycięciem paznokci grozili, że masz jeszcze w domu czerwoną wersalkę. Ale całe to tałatajstwo, które o jakimkolwiek wnętrzarskim fejmie w sieci marzy, a stylistycznie odstaje niczym te uszy u Sokoła, ma normalnie przerąbane.


Nie rozprawiam tu dziś o tych, którzy o zmianach śnią i marzą, bo takich rozumiem doskonale. Nie dywaguję nad tymi, którzy szukają w sieci inspiracji i ją znajdują- ja też tak robię! Ja tu dzisiaj nawijam o tych, którzy swoje wnętrza lubią, a nawet uwielbiają i zmieniać przesadnie ich nie chcą. ALE. No właśnie, a ly e. Jak szybko można znienawidzić wystrój swojego domu pod wpływem Internetu? Nie wiem, ale na pewno szybciej niż maluch rozpędzi się do setki. Powiem więcej, sama patrzę często zbyt krytycznie na własne cztery kąty. Wystarczyło bowiem, że ktoś mi kiedyś napisał, że nie mam drewnianej podłogi tylko panele. Ale ja lubię te panele, są wytrzymałe i mają dobry odcień, z czasem jednak nabrałam jakiegoś przeświadczenia, że kiszka je pokazywać, bo liczy się tylko francuska jodła z drewnianej klepki i tylko tak zyskam jakiś podziw. Nie powiem, żebym drewna nie chciała, ale jeśli nie mam możliwości wymiany podłogi, to mam zwracać na nią parówki z każdego śniadania? Krytycyzm jednych potrafi nieźle zdołować drugich, a ciągłe pisanie o tym, jak powinno się teraz mieszkać, doprowadza do szału. Przynajmniej mnie.


Robienie remontu pod Internet zawładnęło umysłem niejednego. To przynosi taką ulgę, daje poczucie bezpieczeństwa, że przynależę, mam, też zrobiłam, UFF. You can sit with us. Należę do paczki, jedziemy razem autobusem i zajmujemy cały tył, jak ta szlachta, a tylko lamusy jadą z przodu i mają swoje kanapki z pasztetem na drogę. Płynę z tym wnętrzarskim prądem, znaczy się, dobrze wiem, o co kaman w tym świecie. Rozgryzłam życie, teraz nic mnie już nie zaskoczy, no chyba że w jakiś poniedziałkowy ranek Trump przerzuci nagle grzywkę na drugą stronę.

A co, jeśli marzysz o kolorze innym, niż wybrał na ten rok Pantone? Jeśli lubisz swoją wenge szafę? Jesteś jak ta dziewczyna, która w gimnazjum jako jedyna nie ślini się na widok króla stołówki, ubiera się na czarno i kupuje używane trapery na e-bay'u. Jesteś w niszy i ze swoim stylem czujesz się odizolowana od świata jak karton- gipsy przez wełnę mineralną. Nie dostajesz like, a nikt uznany w życiu nie da Ci follow. Hi five, I've been there.

A właściwie ciągle jestem, kiedy tak targam kolejną drewnianą komodę spod śmietnika.




Do następnego :-)

Share:

27 komentarze

  1. Rzeczywiście tak drastyczna zmiana uczesania u Trumpa może zaskoczyć:D
    Super tekst, też chcę przybyć piątkę, bo mam linoleum!!!! Ufff już mi lepiej jak się przyznałam ;) pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, linoleum nie jest wcale złe! Sama kiedyś chciałam :-D

      Usuń
    2. He he też mam linoleum, mało tego teraz dywaguję czy kupić w jodłe francusko czy ala kafle ;-)

      Usuń
  2. Po prostu Cię uwielbiam....ten blyskotliwy, cięty język...
    Niezmienny "lajk i foloł"

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, akurat beż nieśmiało wraca do łask! Ileż można tych szarości, oszaleć idzie.
    Co do modnych wnętrz, to one bardzo krótko dobrze wyglądają... primo- są do siebie bardzo podobne (a przez to uniwersalne, a jak coś jest uniwersalne, to nie jest wyjątkowe). Secundo - niesamowicie szybko się starzeją... i ich odbiór siłą rzeczy zbliża się do dzisiejszego odbioru (przez większość osób) przykładowo PRLowskiej boazerii, bordowych obrusów, serwetki ze szklaną figurką na tv czy pomarańczowych zasłon. Sięgając bliżej: do piaskowego łupka, podwieszanych sufitów i mebli wenge. Czy do mieszkań z wnękami gips kartonowymi, kolorystyką fiolet, czerń, biel i ew.czerwień, czarnych mebli na wysoki połysk, kolorowych taśm ledowych i wzorków tribali na ścianach. No trącą myszką i stanowią niechlubny przykład zero-jedynkowego podejścia do trendów. Także dziękujmy za ograniczone fundusze i rozkładanie remontow w czasie - takie mieszkania mają szansę na złapanie dystansu do trendów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie najgorsze to upodabnianie się :-/
      A nawiązanie do tych reliktów z epoki bardzo trafne, faktycznie zaczynamy traktować niektóre współczesne trendy jak te ledy :-)))
      pozdrawiam!

      Usuń
  4. Przybijam piątkę, a w sypialni mam graciarnię z kartonami. Podziwiam i nadal lajkuję :) fajnie czasem popatrzeć na coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Że zacytuję oklepaną ostatnio piosenkę: 'weź nie świruj' ;) My Cię lubimy, lajkujemy, a tych od szarego scandi to nie słuchaj wcale a wcale. Ja uważam, że te tak zwane modne wnętrza to pozerstwo! W domu trzeba się czuć dobrze, swobodnie, po swojemu!! A 'instapółkę' to do piwnicy!!!! ;) No i jeszcze jedno: CU-DO-WNA komoda <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny tekst! Na szczęście jestem w niszy, też mam panele zamiast drewnianej podłogi, kupę mebli że śmietnika! I kuźwa dobrze mi w moim pierdolniku! PS. Czekam na książkę! ��

    OdpowiedzUsuń
  7. No dobra to ja też się przyznaję do posiadania paneli �� Mało tego, przyznaję że jestem z nich bardzo zadowolona �� Potrafię nawet ideolo do tego dorobić - są trwałe, wyglądają spoko A do tego ściągają do siebie cały kurzowy syf, dzięki czemu nie unosi się w powietrzu i alergiczne alleluja, nie wdychamy go �� Oprócz paneli mogę się jeszcze przyznac do laminowanych blatów (to dopiero obciach podobno) we wzorek jakby tkaniny (moje tkackie serduszko nie mogło się powstrzymać;)) A Internet idzie w marmury czy inne grobowce A one nie mają takich ładnych wzorków �� I co taki bidny żuczek ma zrobić? Moim zdaniem najlepiej płać ;)
    Buziaki i dawaj więcej takich aranżacji jak powyżej :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak wiesz uwielbiam twoje mieszkanie i ciebie w całości. Komódka śliczna, a foty tak profesjonalne jak w najlepszej gazecie o wnetrzach. Pozdro:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu! Ale aż taka profeska to nieeee, podstawowy mam sprzęt zaledwie, hehe, ale cieszę się, że się podobają :-*

      Usuń
  9. Mnie zachwyciły aranżacje z ciemnym granatem No bosko to w necie wyglądało No i pomalowalam w lutym przedpokój w lamperie na ciemny niebieski chociaż normalnie niebieskiego do ręki bym nie wzięła I co ? Od początku dziwne mi z tym było Wczoraj przemalowalam na zielony który bardzo lubię I to by było na tyle z poważaniem za prądem Buziaki Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, trzeba iść z własnym prądem! Ale wiesz, wyszłaś ze swojej strefy komfortu, sprawdziłaś, no i teraz już widzisz- zawsze jakaś lekcja :-))

      Usuń
  10. Hej hej, czytam Cię od dłuższego czasu i myślę, że mamy dużo wspólnego :) Kiedyś prowadziłam bloga wnętrzarskiego i cały czas on sobie wisi....Moje wnętrza bardzo zgrabnie weszły w trend schabby chic. I modne to było w necie okrutnie. Każdy pragnął ludwikowskich mebli przecieranych na biało. Co prawda wśród licznych domów, które odwiedzałam mało kto miał takie kwadraty. Raczej królowało wenge. No ale blogosfera aż kipiała. I cóż.... Za biało mi było po kilku latach. Za biało i za słodko było mi w necie. Może i to też był przyczynek do zawieszenia bloga. No a teraz mam niedosyt kolorów we wnętrzach w sieci. Dlatego tak Twoje mieszkanie mi się podoba. Myślę, że gdybym bliżej mieszkała, wespół zespół razem chadzałybyśmy po śmietnikach. Moja dusza pomału dojrzewa do wznowienia bloga. Bo tylko same moje łupy śmietnikowe są warte pokazania :) Owszem owszem, ludwiki niektóre zostały. No jakże tak wywalić solidne drewniane meble. No ale to jak teraz one wyglądają po przeróbkach....to ludwik lewą nogą by się przeżegnał jakby zobaczył :D No i towarzystwo w jakim przyszło im stać, nie zawsze a nawet często ma patologiczną przeszłość:) Nie, zdecydowanie muszę ujawnić swoje fascynacje. Mam przeogromną radość wysyłając zdjęcia znajomym kolejnych przeróbek, czy łupów ze śmietnika. Nie wypada im powiedzieć, że fuj :D milczą dyplomatycznie a dla mnie to jak mega komplement. Bo nie ma to jak mieć mieszkanie urządzone w sposób, który wywołuje eleganckie chrząknięcie, że no wiesz... no ten tego...no ładnie...no wiesz oryginalnie....no ale wiesz....no ale ja bym tego chyba nie postawiła w domu...ale do Ciebie pasuje :D:D I tym optymistycznym akceptem, pozdrawiam Cię (bo nie często wrzucam komentarze), niech Ci śmietniki i złomowiska łaskawe będą, niech Ci weny nie zabraknie i Niech Ci się ostry język pisarski nie stępia. Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jej, no to koniecznie wskrzeszaj bloga i pokazuj łupy!
      Hahah, ja tam lubię wzbudzać takie zmieszanie, szczególnie kiedy ktoś dostrzeże pralkę w livingu albo narty- bezcenne :-P
      Dziękuję! I to są najlepsze życzenia!

      Usuń
  11. W punkt! Popieram. Właśnie klecę swoją nową chatę. Dom nieduży bez skosów i antresoli, bez otwartej kuchni i dwóch łazienek, wiatrołapu (zawsze śmieszy mnie to słowo) i garderoby. Bez garażu (auto wywaliłam won na podwórko, a z garażu zrobię pralnię i suszarnię). I myślę, że można normalnie, nie pod Internet.
    I tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  12. Kto jak kto, ale Ty nie robisz niczego czego nakazują trendy w internetach.Ty robisz wszystko na przekór i czasem mam wrażenie na złość całemu insta.A wtedy siedzisz cichutko na swoich panelach i chichoczesz złowieszczo;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Obejrzałam na ig Twoje mieszkanie, czytam blog- świetne teksty. Świetny styl. Jestem nową fanką. Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak mi miło! Witam Cię Aga i wpadaj jak najczęściej <3

      Usuń