Mieszkanie, od którego wszystko się zaczęło.


Rok 1998. Siedzę w swoim pokoju, mam trzynaście lat, rok do pierwszego okresu, ale zupełnie o tym nie myślę, bo robię sobie półkę z resztki deski oraz grubego sznurka, który wyrwałam spomiędzy korzeni gdzieś na spacerze. Grzebię się w tym popsikana dezodorantem Impuls, słucham Nany, zapominam o bożym świecie, a już na pewno o zimnym schabowym i zdaniach, w których muszę pozaznaczać orzeczenia.

Mój pokój został stworzony z przykuchennej komórki i jest moją twierdzą, ratunkiem przed chłopakami strzelającymi mi ze stanika. Dwa razy w tygodniu przestawiam łóżko pod okno, by dostać opieprz od matki, że siedzę teraz przy biurku tyłem do światła, więc przestawiam z powrotem. Pod koniec podstawówki zaczyna się moja miłość do lumpeksów, które odkrywam jak Mateusz Damięcki wirusa 'wow'- jestem oczarowana niezliczonymi możliwościami jednego przedmiotu, a dokładnie dwudziestozłotowego banknotu. Szczególnie w soboty. Ten brak stylizacyjnych ograniczeń, stymulująca konfrontacja z dotychczasowymi limitami niesmaku oraz nutka grozy, kiedy sprawdzasz kieszenie starych męskich levisów- w 2018 nic się u mnie nie zmieniło. Kupuję na kilogramy: serwety, sukienki z elastanem i piżamy. Niektóre mam do dziś. Czy to był powód, dla którego pierwszy i ostatni chłopak przypętał się do mnie dopiero na studiach? Who knows. Nie chcę mieć zawodu, chcę wieść styl życia, siedzieć w majtkach na łóżku i sprzedawać torebki ze szmateksów na allegro. Damn, dopiero niedawno zobaczyłam na Netfliksie, że Sophia Amoruso naprawdę tak zaczęła swój biznes.

I nagle klasa maturalna, czyli stoję przed drzwiami z tabliczką 'decyduj o swoim życiu terazzaraznatychmiastjuż'. Stoję na rozstaju dróg, jak 'ruda paskuda', w rozkroku. Zapominam o wszystkim, co było ('to wszystko, w co wierzysz, co kochasz, zasypie śnieg'), a zaczynam wesoło kalkulować, myśleć, jak to się mówi, przyszłościowo. Trochę rozmyślam o starych sprawach, ale to wszystko zagłusza mój wewnętrzny żołnierz o nadmiernie rozbudzonej obowiązkowości, który każe jednak szukać zatrudnienia stabilnego. Bardzo się staram wcisnąć w jakiś ogólnie akceptowany społeczny model, ale wychodzi mi to jak Agnieszce Chylińskiej. Po kilkunastu latach miotania się na arenie zawodowo- edukacyjnej stwierdzam, że mój obowiązkowy żołnierz może śmiało iść w pizdu albo wysadzić się na polu w jajku z kinder niespodzianki.

Dzisiaj, czternastego listopada, w dniu moich trzydziestych trzecich urodzin, trafiam przypadkiem na wnętrze, które w 2015 roku zasiało we mnie dziwnie niepokojące ziarno. Od niego jakby wszystko się zaczęło. Naruszyłam nieśmiało pierwsze zawiasy, zaszurałam krzesłami i rozejrzałam się za pędzlem. Wróciłam do szkicowania, pstrykania i pisania. Pojaśniało mi w głowie, pociemniało w oczach, jakbym wypiła jakiś eliksir profesora Snape'a i cofnęła się w czasie do mojego pokoju z komórki. Spojrzałam przez moje brudne okno i, prowadząc ze sobą destrukcyjny typ rozmowy A, opieprzyłam się z wyrzutem. Dlaczego nigdy nie brałam swoich dziecięcych marzeń na poważnie?














A teraz idę rzucić się w morze wódki. Do następnego!

Share:

12 komentarze

  1. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin,wielu pomysłów i spełniania dziecięcych marzeń oraz dużo radości w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego najnajnaj,czyli zdrówka,spektakularnych znalezisk i pomysłów,aaa no i dużo kasy:)))Ewa(podczytywaczka w wieku Mamy Twej)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sto lat!!!! Super post, świetnie piszesz, pozdrawiam Joanna

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę Ci żebyś nadal pisała, grzebala w sieci i na zlomie i wysadzała w kosmos konwenanse i strefy komfortu na chwałę Ojczyzny Buziaki Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzenia już składałam na insta, ale drugi raz nie zaszkodzi rzucić zaklęcia - oby wszystkie te rzeczy zza oceanu dostępny w końcu były i u nas! :D I śpieszę napisać, że o rany, pamiętam to mieszkanie, też je widziałam kilka lat temu. Już wiedziałam wtedy, że jara mnie urządzanie, ale to było jedno z pierwszych mieszkań, które otworzyło mi klapkę w głowie i pomyślałam, że wszystko nie musi być idealne, w jednym stylu, przede wszystkim praktyczne. Jeszcze się tego obawiałam, ale ziarno zostało zasiane. Niesamowite jaki świat jest mały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Haha, ale jaja :-D Coś musi być w tej chacie, bankowo.
      Dzięki!

      Usuń
  6. Życzę lofu, drewnianej podłogi, kupy złomu oraz mnóstwa kasy i zdrowia na spełnianie najbardziej szalonych marzeń i :) :p Buźka Iwona z Wawy

    OdpowiedzUsuń